Wystawa, którą można oglądać w Galerii Teatru im. Witkacego w Zakopanem, cieszy się dużym zainteresowaniem, bo pokazuje, że szanowany profesor, potomek założycieli Zachęty, chętnie zapraszany na wystawy międzynarodowe, wychował grono uczniów, którzy mają imponującą wyobraźnię i doskonały warsztat. Maciej Świeszewski przypomniał im starą zasadę, że każdy ceniony abstrakcjonista zaczynał od realistycznego szkicowania ludzkiego ciała, a zwłaszcza ludzkiej dłoni.
Wystawa, której patronuje Witkacy
Miejsce prezentacji wystawy w Zakopanem nie jest przypadkowe. Patronuje jej Witkacy, mistrz „czystej formy”, który twierdził, że artysta to istota obdarzona „metafizyczną wrażliwością”, a jego zadaniem jest obrona tajemnicy istnienia w świecie pozbawionym głębi.
Malarstwo Macieja Świeszewskiego jest surrealistyczne, niekiedy bardzo mroczne. On sam, odwołując się do warsztatu największych mistrzów w historii malarstwa, porusza temat, który określa jako „paranoja współczesności”. Nigdy nie odżegnywał się od dziedzictwa Witkacego, Linkego czy Kantora. Wielokrotnie udowadniał, że najbardziej interesuje go człowiek w swoim zapętleniu, samotności, w chwilach triumfu i klęski. Dlatego wchodzi w mroki duszy ludzkiej, uwalnia w swych pracach drzemiące w duszy demony.
Na „Przenikaniu” prof. Świeszewski pokazał tylko swoje grafiki, chcąc, by malarstwo zaprezentowali jego uczniowie. Jego prace idealnie komponują się z okresem Wielkiego Postu, z tematem życia i śmierci.
Rektor Uniwersytetu Gdańskiego, prof. Piotr Stepnowski, zwraca uwagę, że w swej twórczości Maciej Świeszewski zaczynał od umiłowania dawnych mistrzów, od koloru, światła, ciała, kompozycji: „Od akademii, tej najlepszej w wielu sensach, także wyrosłej z mitu podróży i osiedlania się na Wybrzeżu, z ducha sopockiej szkoły, z doświadczenia »trzech światów«: Sopotu, Hawany, później Gdyni. Jego wyobraźnia nie ma nic z destrukcji. To nie gest burzenia, raczej przechodzenia z klasycyzmu w nieuchwytność, z figuracji w metafizykę, z biologii w mechanikę. Z historii w teraźniejszość”.
Dziesięciometrowa „Apokalipsa”
Wśród prezentowanych grafik największe wrażenie robi praca „Apokalipsa”, 10-metrowy zwój kartonu, na którym ukazane jest życie człowieka. Od narodzin do śmierci. W środkowej części, symbolizującej wiek dojrzały i najbardziej twórczy, widzimy sylwetkę mężczyzny będącą echem „człowieka witruwiańskiego”, tego wpisanego w koło i kwadrat przez Leonarda da Vinci. U Świeszewskiego ma nieco potężniejszą posturę, która wraz z powolnym przemieszczaniem się w stronę nicości, staje się coraz mniej wyrazista. Droga, którą kroczy człowiek, naznaczona jest serią pułapek, mrocznych zakamarków. Pojawiają się fałszywi prorocy. Ta opowieść o człowieku, po raz pierwszy udostępniona publiczności, powstała w czasie, kiedy profesor przygotowuje się do kolejnego po słynnej „Ostatniej Wieczerzy” dzieła – „Zdjęcie z Krzyża” ma być równie imponujących rozmiarów co ona.
Wśród studentów profesora Świeszewskiego są zdobywcy nagrody im. Jacka Żuławskiego, pedagoga, który w odrodzonej po wojnie gdańskiej ASP kształtował pokolenia artystów, ucząc ich nie tylko warsztatu, ale i wrażliwości na niuanse kolorystyczne, fakturalne i kompozycyjne. Nagroda jego imienia przyznawana jest tym, których twórczość reprezentuje nie tylko wysoki poziom warsztatowy, ale też
„pogłębioną wrażliwość społeczną”.
Zdolni studenci profesora Świeszewskiego
Prezentowane na wystawie prace to coś znacznie więcej niż „ćwiczenia warsztatowe” – to już autonomiczna wypowiedź artystyczna. Wybrzmiewa w nich dojrzałość warsztatu, świadome operowanie światłem i kompozycją oraz wyrazista, często metaforyczna narracja. W wielu przypadkach wręcz trudno jednoznacznie wskazać granicę między mistrzem a uczniem.
Czytaj więcej
Laureatka, popularyzatorka dziedzictwa kulturowego Górnego Śląska, wyróżniona za jego ochronę i zaangażowanie w budowanie społeczeństwa opartego na...
Uwagę zwracają prace Gabrieli Michalczuk, laureatki wielu innych nagród, która w malarstwie sięga do „fotorealizmu”. Na wystawie możemy obejrzeć wizerunki współczesnych postaci pogrążonych w zadumie. Prace Jakuba Wypchło ukazują świat w zagrożeniu: brak symbiozy między człowiekiem a otaczającą go przyrodą, a natura nie sprzyja ani spokojowi, ani medytacji. Te demony rzeczywistości odzywają się także na płótnach Diany Dymitrovej, Kseni May czy Wiktorii Jeka. Klasyczny warsztat malarski możemy odnaleźć w martwych naturach Julii Marchlewskiej. Pewną melancholię – u Agaty Olszówki, a porcję humoru i zadumy – w oleju Barbary Boether, prezentującym bohaterów „Alicji w krainie czarów”. A tytuł obrazu brzmi „Wszyscy tu jesteśmy szaleni”.