Ba, może nawet w jakiś przewrotny sposób je polubili? Kolejny członek rodziny Peszków deklarujący (jak uczynił to tydzień temu senior rodu, Jan), że „śmierć za ojczyznę jest bezsensowna", jest w końcu w swych kogucich bluźnierstwach tyleż irytujący, co pocieszny. Nie przywykli za to patrioci do sporu, z jakim mają do czynienia na szeroko pojętej prawicy.

Sytuacja, w której artykułowane są nowe, często obrazoburcze na pierwszy rzut oka poglądy na Powstanie Warszawskie, wrzesień 1939 roku, sens polskich ofiar podczas II wojny światowej, jest niepokojąca, ale i ożywcza: zmusza do przemyślenia stanowisk, oddzielenia demagogii od pytań zasadnych, do debaty. Jak dotąd toczyła się ona po trosze „per procura" – kto mógł, sięgał do dwóch tygodników, „W Sieci" i „Do Rzeczy", na których łamach pisują zwolennicy i oponenci „nowego realizmu", przerzucając się od tytułu do tytułu.

Redakcja „Arcanów" jako pierwsza zdecydowała się zorganizować debatę historyków i publicystów. Warto wymienić nazwiska wszystkich jej uczestników, bo stanowią one o jakości tej dyskusji: Henryk Głębocki, Łukasz Michalski, Piotr Semka, Piotr Zaremba, Rafał Ziemkiewicz i Jan Żaryn pokazali, jak nieoczekiwanie mogą się podzielić racje, ale też – że można, nie dochodząc do zgody, rozmawiać bez chichotów i chrzęstu pokruszonego szkła. Spierać się o przeszłość to rzecz w Polsce nienowa – niewykluczone, że pytanie „bić się czy nie bić" zadano po raz pierwszy na dworze Mieszka I w przeddzień bitwy pod Cedynią... – krakowska rozmowa będzie jednak na długo zapamiętana. Całe wiadra przysłowiowej ciepłej wody z kranu (według licznych nihilistów – płynu najstosowniejszego dla nowoczesnych patriotów) nie zdołałyby zagasić jej żaru.

A na sąsiednich stronach numeru – kolejne pytania i tematy nieoczywiste. Konkurencja powinna mieć się na baczności: „Arcana" wracają do pierwszej ligi poważnych czasopism.