Jeden z najciekawszych polskich powieściopisarzy nie szuka rozgłosu i unika medialnego szumu, a jednak tym razem spotkał się z czytelnikami na wieczorze promocyjnym w warszawskiej Kordegardzie. Ponieważ spotkanie poświęcone było promocji tomu „Sztuki i sztuczki", Bart sporo czasu poświęcił teatrowi. Przyznał, że bardzo źle znosi dzisiejsze eksperymenty sceniczne, które ze sztuką nie zawsze mają wiele wspólnego, są raczej objawem bezsilności, a czasem wręcz arogancji twórców. Dlatego tak bardzo ceni Teatr Polskiego Radia, który od lat hołduje najwyższym wartościom. I cieszy się, że tam właśnie goszczą jego utwory.

Teatr radiowy, zdaniem Barta, z całą mocą obnaża warsztat aktora i reżysera. Tam autor może poznać swoje utwory, które w innych mediach bywają przerobione na zupełnie obcą mu opowieść. Podkreślał wartość umiejętności myślenia, które przydaje się w każdej dziedzinie. Zwrócił też uwagę na niedocenianie a wręcz lekceważenie w dzisiejszym naszym życiu kultury i twórców, a przecież to właśnie artyści są najlepszymi ambasadorami Polski za granicą.

Dużo miejsca poświęcił swojej drodze artystycznej. Mówił, że pierwszy utwór powinien być „pisana krwią", by świadczył o oryginalności twórcy i zdobył odpowiednie uznanie. Wspominał własne doświadczenia z debiutancką książką „Rien ne va plus", która w 1999 roku zdobyła nagrodę im. Kościelskich. Mówił też o swoich najbardziej znanych scenariuszach filmowych, czyli „Rewersie", którego ekranizacja dokonana przez Borysa Lankosza stała się wydarzeniem.

Pytany był też o ekranizację równie głośnej „Fabryki muchołapek". Powieść, która trafiła do finału Nagrody Nike w 2009 roku oraz była nominowana w tym samym roku do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, wkrótce rzeczywiście ma być sfilmowana. Ta powieść to zapis wędrówki do miejsca, w którym przeszłość graniczy z teraźniejszością, a postaci i fakty historyczne spotykają się z tworami wyobraźni artysty. Główny bohater „Fabryki muchołapek" to współczesny pisarz, który otrzymuje propozycję, by pojechać do rodzinnego miasta, do Łodzi i wziąć udział w procesie sądowym. Znajdziemy tu dramatyczne ludzkie historie, a także grę stylów, konwencji i motywów literackich. Bart złożył stosowny wniosek o dofinansowanie ekranizacji do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Przyznał, że po wielu wahaniach i namowach znajomych i przyjaciół sam zdecydował się być reżyserem filmu.

W skład tomu „Sztuki i sztuczki" wchodzi pięć tekstów dramatycznych – od odtworzonego po latach prawie młodzieńczego „Pana i sługi" po najnowszą „Owację na stojąco". Jest w nich nawiązania do historii Polski i poruszane są problemy, z którymi nie radzimy sobie od lat.

Jest tu miejsce na miłość, ale i – jak czytamy w omówieniu — na rozważania nad egzystencją, nad losem artysty. Bart nie moralizuje, nie przekonuje nikogo do jakichkolwiek prawd. Pisząc o najpoważniejszych sprawach, przekomarza się zarówno z bohaterami swoich utworów, jak i z Czytelnikiem. Zwodzi i uwodzi, a gdy wszystko już wydaje się oczywiste, podnosi ostrzegająco palec. Wywołuje uśmiech i śmiech, a nadchodząca z nimi refleksja sprawia, że przez chwilę czujemy się innymi, często mądrzejszymi ludźmi.