O książce zaczęły już krążyć legendy, niemal jak o jej bohaterce. Data premiery „Czarnego anioła" była wielokrotnie przesuwana, pojawiły się też plotki, że Ewa Demarczyk pró- buje wstrzymać publikację.
Nikt tej informacji nie potwierdza. Prawdą jest natomiast, że Wydawnictwo Znak długo deliberowało nad zabezpieczeniami prawnymi, by uniknąć ewentualnych sporów. Ewa Demarczyk zawsze bowiem gwałtownie reagowała na wszystko, co jej dotyczy.
I oto po miesiącach oczekiwań otrzymujemy książkę, bez przypisów liczącą niespełna 200 stron, co na fali obecnej mody pisania wielgachnych biografii wydaje się efektem skromnym. – Zebrałyśmy znacznie więcej materiału. Przeprowadziłyśmy ponad 60 długich rozmów z różnymi ludźmi – zdradza Angelika Kuźniak. – Nie chciałyśmy jednak upublicznić tego, co zbyt jednostkowe i subiektywne. Nie interesowały nas też tematy pasujące do tabloidów.
Sposób, w jaki autorki przedstawiły Ewę Demarczyk, wpisuje się w klimat sztandarowego songu krakowskiej Piwnicy pod Baranami „Przychodzimy, odchodzimy". To jest opowieść o kimś, kto pojawił się w naszym życiu, burząc je i porządkując na nowo, a potem odchodzi, niknąc powoli, jakby rozpływając się we mgle.
Autorkom nie udało się nawet ustalić dokładnie, kiedy odbył się ostatni koncert Ewy Demarczyk. Podobno występowała jeszcze po 2000 roku, śpiewając do podkładu z taśmy. Faktem jest natomiast, że od kilkunastu lat Ewa Demarczyk zamilkła i całkowicie zniknęła z publicznego życia. Tak też postąpiły kiedyś Greta Garbo czy Maria Callas – dwie fascynujące, niepowtarzalne gwiazdy, które nie chciały, aby świat oglądał je w momentach artystycznej słabości.
Skoro Ewa Demarczyk nie śpiewa od lat, wyrosło pokolenie, które nie zna jej głosu. Tym bardziej powinno przeczytać „Czarnego anioła", bo artyści o takiej indywidualności i talencie pojawiają się raz na wiele lat. I z reguły nie potrafią dopasować się do otoczenia, co również dotyczy Ewy Demarczyk.
Kto zaś choć raz był na jej koncercie, a zdobycie biletu zawsze graniczyło z cudem, ten z pewnością wróci do wspomnień. Słuchanie jej interpretacji na żywo, gdy stała na kompletnie wyciemnionej scenie, a reflektory oświetlały jedynie jej twarz, było przeżyciem niemal mistycznym.