Reklama

Sekrety czarnego anioła

Biografia Ewy Demarczyk daje więcej pytań niż odpowiedzi. I może dlatego właśnie jest tak pasjonująca.

Aktualizacja: 30.01.2015 07:07 Publikacja: 30.01.2015 00:00

Ewa Demarczyk na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, 1970 r.

Ewa Demarczyk na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, 1970 r.

Foto: Forum/Wyd. Znak/Aleksander Jałosiński

O książce zaczęły już krążyć legendy, niemal jak o jej bohaterce. Data premiery „Czarnego anioła" była wielokrotnie przesuwana, pojawiły się też plotki, że Ewa Demarczyk pró- buje wstrzymać publikację.

Nikt tej informacji nie potwierdza. Prawdą jest natomiast, że Wydawnictwo Znak długo deliberowało nad zabezpieczeniami prawnymi, by uniknąć ewentualnych sporów. Ewa Demarczyk zawsze bowiem gwałtownie reagowała na wszystko, co jej dotyczy.

I oto po miesiącach oczekiwań otrzymujemy książkę, bez przypisów liczącą niespełna 200 stron, co na fali obecnej mody pisania wielgachnych biografii wydaje się efektem skromnym. – Zebrałyśmy znacznie więcej materiału. Przeprowadziłyśmy ponad 60 długich rozmów z różnymi ludźmi – zdradza Angelika Kuźniak. – Nie chciałyśmy jednak upublicznić tego, co zbyt jednostkowe i subiektywne. Nie interesowały nas też tematy pasujące do tabloidów.

Sposób, w jaki autorki przedstawiły Ewę Demarczyk, wpisuje się w klimat sztandarowego songu krakowskiej Piwnicy pod Baranami „Przychodzimy, odchodzimy". To jest opowieść o kimś, kto pojawił się w naszym życiu, burząc je i porządkując na nowo, a potem odchodzi, niknąc powoli, jakby rozpływając się we mgle.

Autorkom nie udało się nawet ustalić dokładnie, kiedy odbył się ostatni koncert Ewy Demarczyk. Podobno występowała jeszcze po 2000 roku, śpiewając do podkładu z taśmy. Faktem jest natomiast, że od kilkunastu lat Ewa Demarczyk zamilkła i całkowicie zniknęła z publicznego życia. Tak też postąpiły  kiedyś Greta Garbo czy Maria Callas – dwie fascynujące, niepowtarzalne gwiazdy, które nie chciały, aby świat oglądał je w momentach artystycznej słabości.

Skoro Ewa Demarczyk nie śpiewa od lat, wyrosło pokolenie, które nie zna jej głosu. Tym bardziej powinno przeczytać „Czarnego anioła", bo artyści o takiej indywidualności i talencie pojawiają się raz na wiele lat. I z reguły nie potrafią dopasować się do otoczenia, co również dotyczy Ewy Demarczyk.

Kto zaś choć raz był na jej koncercie, a zdobycie biletu zawsze graniczyło z cudem, ten z pewnością wróci do wspomnień. Słuchanie jej interpretacji na żywo, gdy stała na kompletnie wyciemnionej scenie, a reflektory oświetlały jedynie jej twarz, było przeżyciem niemal mistycznym.

Reklama
Reklama

Na estrady weszła jak burza w 1963 roku. Nieznana poza Krakowem 22-letnia dziewczyna zdobyła wtedy nagrody na festiwalach piosenki w Opolu i w Sopocie, śpiewając swe sztandarowe utwory: „Karuzelę z Madonnami", „Czarne anioły" i „Taki pejzaż". Bruno Coquatrix – postać szalenie wpływowa w międzynarodowym show-biznesie – zaprosił ją na występy do Paryża. Postanowił zrobić z Polki światową gwiazdę.

Autorki biografii pokazują jednak, że Ewa Demarczyk na estradę nie przyszła znikąd. Wzrastała w artystycznej, krakowskiej rodzinie (ojciec był rzeźbiarzem, a prywatnie pięknie śpiewał), a przede wszystkim w chwili debiutu była studentką Wydziału Aktorstwa krakowskiej PWST.

Podczas zajęć na tej uczelni poznała tajniki gospodarowania powietrzem w płucach, co pozwoliło jej potem śpiewać nieprawdopodobnie długie frazy na jednym oddechu. Ale także zdumiewała swą odrębnością.

Zapowiadała się na wybitną aktorkę, a z kolei Marta Stebnicka, największa specjalistka od piosenki aktorskiej, wyznaje, że przez Ewę Demarczyk zrezygnowała na pewien czas z nauczania: – Od strony muzycznej wiedziała więcej niż ja. Musiałam się po prostu douczyć.

Już w chwili debiutu okazała się zjawiskowa. I dokonała przełomu, wytyczając nowe szlaki dla polskiej piosenki. Jej tropem poszły dziesiątki wykonawców tzw. poezji śpiewanej. Czesław Niemen przyznał kiedyś, że bez Ewy Demarczyk nie powstałby jego „Bema pamięci żałobny rapsod". To ona bowiem uświadomiła mu – a i innym także – że tematów do piosenek można szukać w twórczości największych poetów.

W którym momencie rozpoczęło się odchodzenie? Na to pytanie niech każdy czytelnik odpowie sam, śledząc wyniki swoistego śledztwa, jakie przeprowadziły autorki. Czy nastąpiło to już wówczas, gdy Ewa Demarczyk zrezygnowała z propozycji Bruno Coquatrixa, który postanowił z niej zrobić następczynię Edith Piaf, a ona chciała pozostać sobą? Czy wtedy, gdy gwałtownie  i  z nieznanych do dziś powodów zerwała wszelkie kontakty z Piwnicą pod Baranami? Nie przyszła nawet na pogrzeb Piotra Skrzyneckiego.

Reklama
Reklama

Książka nie daje jednej odpowiedzi. Pokazuje natomiast, jak następowało przekroczenie niewidocznej granicy: między artystyczną perfekcją powodującą, że Ewa Demarczyk nigdy nie zgadzała się na jakiekolwiek kompromisy, a niemożnością porozumienia się z otoczeniem i dostrzeżenia realiów, w jakich człowiek funkcjonuje.

Autorkom nie udało się porozmawiać z ich bohaterką, choć wielokrotnie usiłowały do niej dotrzeć. Cytują natomiast jej wywiady sprzed lat. Angelika Kuźniak chciałaby oczywiście zapytać Ewę Demarczyk o wiele spraw. Jednocześnie – jej zdaniem – na przykład relacje artystki z występów w Paryżu zapisane wówczas niemal na gorąco są świeższe i bardziej autentyczne niż gdyby obecnie wracała do tych wydarzeń sprzed lat.

O prywatnym życiu swej bohaterki autorki piszą taktownie. Podają fakty, unikają plotek. Angelika Kuźniak przyznaje, że namawiano ją, by rozbiła namiot pod domem Ewy Demarczyk i koczowała tak długo, aż zostałaby wpuszczona do środka. Taki rodzaj ingerencji w życie drugiego człowieka jej jednak nie interesuje.

Literatura
Czego nie chciał opowiedzieć Milan Kundera
Literatura
Platon, Hemingway i Szekspir wyrzucani z listy lektur w USA
Literatura
Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy
Literatura
Czy każdy sarmata był warchołem, pijakiem i awanturnikiem
Literatura
„Lewandowski. Prawdziwy”. Szokująco wspaniała biografia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama