Nie mogę uwierzyć, że do tego spotkania nie dojdzie, bo Grass mimo upływu lat był człowiekiem energetycznym, po ostatniej rozmowie pamiętam go w niezłej formie.
Mówienie, że byliśmy przyjaciółmi byłoby nadużyciem. Jedynym przyjacielem Grassa w Polsce był Bolesław Fac. Mieszkał przy tej samej ulicy, co on, czyli Lelewela. Gdy Grass zbierał materiały do „Blaszanego bębenka" Fac był jego przewodnikiem i dobrym duchem. Ja mogę powiedzieć, że byłem jego dobrym znajomym.
Kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że lubi czytać moje książki. Szczególnie ucieszył go „Weiser Dawidek", który był formą literackiego dialogu z jego powieścią „Kot i mysz". Dla mojego pokolenia ta powieść była przewodnikiem po Wrzeszczu, po jego historii. Bardzo pomógł mi w promocji „Weisera Dawidka" na niemieckim rynku wydawniczym. Mieliśmy kilka takich serdecznych spotkań, podczas których Grass określił mnie jako „młodszego kolegę z Gdańska". Nasze spotkania „w cztery oczy" odbywały się na przemian w moim domu i jego pracowni. Pamiętam, jak podczas pobytu w pracowni pokazywał mi z dumą serię swoich rzeźb z cyklu „Ostatnie tańce".
Przejmujące było spotkanie na „Darze Pomorza", gdzie Krzysztof Babicki jako reżyser i ja jako adaptator przygotowaliśmy spektakl według powieści „Idąc rakiem". Był niezwykle poruszony tym spektaklem przyjechał z całą rodziną i po zakończeniu przedstawienia powiedział, że to wspaniały prezent na urodziny, o jakim nawet nie marzył.
Dla pojednania polsko-niemieckiego uczynił więcej niż tuzin ambasadorów i polityków razem wziętych. To on miał odwagę przypomnieć Niemcom, o zbrodniach zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. „To, że Niemcy straciły te ziemie, jest słuszną nauczką dla następnych pokoleń" - grzmiał nawołując do uznania granicy na Odrze i Nysie. Naraził się tym rzecz jasna niemieckiej centroprawicy zwłaszcza tzw. wypędzonym.