– Potrzebujemy „współczesnego znaku" – zapowiedział 15 kwietnia ub. roku Emmanuel Macron zaraz po tym, kiedy w ogromnych płomieniach padła iglica, jeden z najbardziej rozpoznawalnych elementów kościoła i stolicy.
Ruszył więc festiwal najbardziej egzotycznych pomysłów, jak miałaby w przyszłości wyglądać Notre Dame. Na miejsce 96-metrowej wieży dodanej do katedry w 1859 r. przez architekta Eugene'a Viollet-le-Duca jedni widzieli jej szklaną kopię, inni zbudowany z wypolerowanej miedzi płomień. Samo sklepienie, które w średniowieczu nazywano „lasem", bo zostało zbudowane z 1300 prastarych dębów, miałoby przybrać formę szklanej konstrukcji, która, niczym wielka szklarnia, chroniłaby spektakularne rośliny. Była też idea, aby wzorem Chartres zastąpić drewnianą więźbę jej metalowym odpowiednikiem lub jak w Reims postawić na beton.