„Zbliżenia" to kolejny po „Pręgach" i „Senności" film, nad którym pracowała pani z Wojciechem Kuczokiem.
Magdalena Piekorz:
I z całą swoją ekipą. Poza Wojtkiem do powstania „Zbliżeń" przyczynili się m.in. operator Marcin Koszałka, kompozytor Adrian Konarski, kostiumolog Dorota Roqueplo, montażysta Wojciech Mrówczyński. To miłe, że spotykamy się od tylu lat, zmieniamy, dojrzewamy, ale wciąż znajdujemy wspólny język, konfrontując naszą wrażliwość i doświadczenia.
Zawsze interesowały panią delikatne i niełatwe relacje między ludźmi.
Bo to, co się dzieje pomiędzy najbliższymi, jest bardzo ważne. Miłość, samotność, cierpienie, gorycz – to przecież treść naszego życia.
W „Zbliżeniach", opowiadając o układzie miłości – nienawiści między matką i córką, sprawiedliwie rozdziela pani racje.
Nie chciałam zrobić filmu o układzie patologicznym. Zależało mi, żeby opowiedzieć o normalnej rodzinie. Te dwie kobiety – inteligentne, wrażliwe – kochają się i powinno być w porządku. Ale okazuje się, że miłość zbyt wielka i zaborcza może równie boleć jak jej brak.
Znakomitą kreację tworzy Ewa Wiśniewska.
To wspaniała aktorka, która ma ogromny wachlarz możliwości i bezbłędnie dotyka delikatnych strun, które mają w filmie zagrać.
Na pani następny film znów będziemy czekać sześć lat?
Chodzi mi po głowie komedia w stylu „Czterech wesel i pogrzebu", od 18 lat marzę o zrobieniu melodramatu „Krzyż" według scenariusza Andrzeja Saramonowicza. Zobaczymy, może się uda.
rozmawiała Barbara Hollender