Od 17 lat ten festiwal pozostaje w kręgu muzyki Fryderyka Chopina, a jednak ktoś, kto śledzi jego kolejne edycje, nie ma wrażenia, iż ciągle proponuje on sto samo. Można oczywiście zastanawiać się, czy przyjeżdżający na festiwal niemal co roku Argentyńczyk Nelson Goerner jest w stanie zaskoczyć słuchaczy, gdy znów zagra oba koncerty Chopina. A jednak jego występ w minioną niedzielę był fascynujący.

Po raz pierwszy Nelson Goerner spotkał się z Orchestre des Champs-Élysées w muzyce Chopina. Dla kogoś mało obeznanego w niuansach życia muzycznego ten fakt nie ma może istotnego znaczenia, tym niemniej francuska nazwana orkiestra to jeden z najlepszych w Europie zespołów grających na instrumentach historycznych.

Jego szef, Belg Philippe Herreweghe, wielki specjalista od Monteverdiego czy Bacha, od pewnego czasu zapuszcza się w muzykę romantyczną, ale unikał dotąd Chopina.

Teraz Philippe Herreweghe dojrzał do takiej decyzji, a po jego warszawskim spotkaniu z Nelsonem Goernerem pozostanie płyta. Jeśli zapis odda to, co działo się w niedzielę w Filharmonii Narodowej, będzie to fonograficzne wydarzenie. Interpretacja Koncertu f-moll była wręcz zjawiskowa – ze znakomitym porozumieniem orkiestry i solisty (co szwankowało nieco w Koncercie e-moll), z finezyjną grą solisty i świetnym wyczuciem klimatu tej muzyki, brzmiącej inaczej niż na współczesnych instrumentach.

Każde spotkanie z Philippe'em Herreweghem dostarcza wyjątkowych wrażeń. W tym roku ze swoim Collegium Vocale Gent zaprosił ponadto polską publiczność na wieczór madrygałów, a w ten wtorek na finał festiwalu oba zespoły pod jego batutą wezmą udział w wykonaniu Requiem Gabriela Faurégo. Z tego koncertu powstanie płyta DVD.

Barokowe msze

Kiedy w 2005 r. narodził się Festiwal „Chopin i Jego Europa", miał przede wszystkim odświeżyć spojrzenie na spuściznę Fryderyka. Przez lata stał się najważniejszą imprezą, o randze międzynarodowej, służącą promocji polskiej muzyki. Czyni to w mądry i skuteczny sposób – pozyskując wybitnych artystów zagranicznych, którzy wykonują utwory naszych kompozytorów, często takich, o których dotąd w ogóle nie słyszeli.

Dowodów na to dostarczył i tegoroczny „Chopin i jego Europa", ogarniający muzykę od czasów dawnych po tę powstałą w XX wieku. Słuchaliśmy barokowych mszy Marcina Mielczewskiego i Bartłomieja Pękiela zagranych przez czeski zespół Collegium 1704 Vaclava Luksa. Tu dla laików ważna informacja: obaj kompozytorzy, a zwłaszcza Marcin Mielczewski, są wreszcie uznawani za czołowych twórców europejskich swojej epoki, a Collegium 1704 to zespół o ustalonej pozycji międzynarodowej.

Na drugim biegunie można umieścić wybory, jakich dokonała na przykład Rosjanka Yulianna Avdeeva. Triumfatorka Konkursu Chopinowskiego z 2010 jest już dojrzałą pianistką, której zainteresowania niekoniecznie wiążą się z Chopinem, choć jego Polonez-Fantazję zinterpretowała na festiwalu w sposób niezwykle przemyślany i przykuwający uwagę.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Yulianna Avdeeva zagrała także podczas recitalu suitę „Życie maszyn" z 1933 r., ukazującą inne oblicze Władysława Szpilmana, bardziej dziś kojarzonego z wojenną traumą oraz z przebojami PRL, a także sonatę innego warszawiaka, Mieczysława Wajnberga, świadczącą, że ten wybitny kompozytor nie pozostawał nieustannie pod wpływem Szostakowicza, jak głoszą obiegowe opinie.

Przyjaciółmi festiwalu stali się też mieszkający w Luksemburgu i występujący chętnie w duecie skrzypaczka Alena Baeva i pianista Vadym Kholodenko. Po ich występach w poprzednich latach pozostały nagrania muzyki polskiej, teraz dodali błyskotliwe interpretacje „Tematu z wariacjami" Grażyny Bacewicz oraz „Partity" Witolda Lutosławskiego.

Podczas innego wieczoru Alena Baeva zmierzyła się z I Koncertem skrzypcowym Szymanowskiego, traktując ten utwór, co prawda, zbyt delikatnie. Natomiast Vadym Kholodenko zagrał partię solową w IV Symfonii Szymanowskiego i z amerykańskim dyrygentem Robertem Trevino prowadzącym Sinfonię Varsovię udowodnili, że IV Symfonia wpisuje się w najlepsze dokonania muzyki światowej 20-lecia międzywojennego.

Jazzowy Norwid

Oddzielnego potraktowania wymaga współpraca z włoskim skrzypkiem i dyrygentem Fabio Bondim, który dzięki festiwalowi uległ zauroczeniu Moniuszką. O jego nagraniu festiwalowego wykonania „Halki" – nominowanej w tym roku do operowego Oscara – pisaliśmy już wielokrotnie. Teraz Fabio Biondi zabrał się za lekceważąco przez nas traktowaną jednoaktową operę „Verbum nobile" i udowodnił, że nie ustępuje ona XIX-wiecznym wzorcom francuskim czy włoskim, zachowując przy tym polski koloryt.

Wysłuchawszy niemal wszystkich 27 koncertów festiwalu, pozwolę sobie na koniec na prywatne odkrycie. Był to jazzowy koncert, inspirowany poezją Norwida w interpretacji Andrzeja Chyry, tria niezwykle energetycznej młodej pianistki Kasi Pietrzko, z gościnnym udziałem błyskotliwego saksofonisty Macieja Kądzieli.

Ich występ stanowił nawiązanie do festiwalowego koncertu sprzed lat, kiedy to Tomasz Stańko odwoływał się do chopinowskich klimatów. Płyta z zapisem jego występu powinna ukazać się w najbliższych miesiącach.