Skąd pomysł, by nagrać płytę upamiętniającą sierpniowy zryw Warszawy z 1944 roku?

Stało się już zwyczajem, że dyrekcja Muzeum Powstania Warszawskiego zaprasza muzyków do nagrania albumu. W tym roku zaproszenia dostał zespół Organek, a ja poszedłem na rozmowę, w czasie której dyrektor Jan Ołdakowski pokazał mi album z powstańczymi zdjęciami, jakie wykonał Eugeniusz Lokajski.

Kim był?

To wspaniała postać: sportowiec, olimpijczyk, oszczepnik. Dżentelmen, który na zdjęciach wygląda jak model. Świetnie się ubierał. Podczas wojny nosił pseudonim Brok, w czasie powstania jego orężem był aparat, a jako fotograf-amator biegał po mieście - szybki, zwinny - i zrobił prawie tysiąc zdjęć. W tekście „Fotograf Brok" śpiewam „Już Marszałkowska 129/Czy wrócę do was/Tego nie wiem". Zginął w kamienicy o właśnie takim adresie, gdzie mieściła się jego ciemnia, przywalony gruzem po bombardowaniu. Pechowo, pod koniec powstania, gdy akowcy mieli już status jeńców wojennych. Osobiście traktuję to jako śmierć na posterunku. Brok walczył przecież, by pamięć o powstaniu przetrwała.

Ma w tym swój udział.

To dla mnie poruszające. Album wydano niedawno, a dyrektor, zaznaczając że mamy wolną rękę, podarował mi go z komentarzem, że może nam się przyda. Obejrzałem album i zrozumiałem, że zdjęcia są tak sugestywne i wymowne, że to w zasadzie gotowe teksty. Moją uwagę zwróciło przede wszystkim to, że fotosy pokazujące również pożogę wojenną, są przede wszystkim pełne życia. Skorzystałem z albumu, pisząc teksty, dlatego przewija się przez nie właśnie Lokajski.

Nie bał się pan, że zespół - poza szczytnym projektem muzeum - zostanie użyty w sporze historycznym, który prowadzi w doraźnych politycznych celach PiS?

Znam wszystkie polityczne konteksty, ale przecież byłoby absurdem nie nagrać płyty przypominającej 77-rocznicę wybuchu powstania warszawskiego tylko dlatego, że narracja prawicy w Polsce zmierza do tego, żeby zawłaszczyć sprawy związane z historią, tak by tylko ona miała prawo do demonstrowania patriotycznych postaw. Nie ma na to zgody. Nie zastanawiamy się też, czy ważniejsi są teraz żołnierze wyklęci. Czcimy bohaterstwo powstańców.

Czy pana rodzina miała związki z ich historią?

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Nie, urodziłem się w Suwałkach, ale od dwudziestu lat moje związki z Warszawą są silniejsze, dlatego było dla mnie zaszczytem i wielkim honorem, gdy dostałem zaproszenie do nagrania płyty. Zależało mi na tym, by była świeża i oryginalna. Od początku było jasne, że nie skorzystam z wierszy Baczyńskiego czy Gajcego, bo chcę dać coś od siebie. Nie chciałem pisać kolejnych ośmiu smutnych piosenek, sypać kolejnej powstańczej mogiły.

Płyta jest znakomita, również dlatego, że oddaje nastrój wolności młodych ludzi w sierpniowym słońcu.

Oczywiście dużo czytałem na temat powstania już wcześniej, poza tym mamy w zespole historyka. Wiedziałem, że w 1944 r. sierpień był gorący, a młodzi ludzie, których poznałem ze zdjęć cieszyli się również pięknym latem. Ale najważniejsze było to, że zobaczyłem na zdjęciach Broka coś więcej niż walkę. Zwróciło moją uwagę m. in. zdjęcie młodej dziewczyny z burzą włosów, która przegląda się w lustereczku. Wokół się wali-pali, a ona chce pięknie wyglądać, bo to jest czas jej młodości. Może czeka na spotkanie z chłopakiem? Może się zakochała i chce dla niego ładnie wyglądać?

„Idziemy w miasto" o godzinie W, napisane jest tak jakby młodzi ludzie szli na randkę. Ten efekt jest także zasługą aranżacji, która brzmi tanecznie.

Taką mieliśmy intencję: pokazać energię młodych ludzi, nie mogących doczekać się wyjścia z domu i odbicia Warszawy. Nie chciałem jednak w tej grze słownej przekroczyć pewnej granicy, bo „idziemy w miasto" kojarzy się dziś z imprezowaniem. Myślę, że to co miałem na myśli pomogła wyrazić właśnie muzyka. Nie chcieliśmy nagrywać czwartej typowej płyty Organka, na której chwycimy znowu za gitary i będziemy ciosać rockowe riffy. Zazwyczaj przynoszę większość kompozycji, ale teraz zrobiliśmy z chłopakami burzę mózgów. Pianista Robert Markiewicz miał swoje pomysły, do których zaczęliśmy dobierać narzędzia. Skupiliśmy się nad tym, że tworzymy ładną muzykę pasującą do tekstów. Nie mogła to być stylizacja na lata 40-te, bo by do nich nie pasowała. Pisząc o wolności, pokoju i szacunku dla człowieka wtedy – miałem na myśli to, co teraz.

Gdyby ktoś nie znał kontekstu płyty, mógłby pomyśleć, że „Sen duchów wolnych" to współczesna piosenka o tym, by nie stracić odzyskanej wolności. Powstańcy ostatnio też podkreślali, że walczyli o niepodległość, a nie po to, by dzielono społeczeństwo.

Jeżeli idea powstania warszawskiego ma być żywa, jeżeli ktoś chce korzystać z tego dorobku – musi dbać o wolność również dzisiaj. Dlaczego mamy zamykać oczy na to, że jest niszczona niezależność sądów i mediów, skoro to one dziś gwarantują naszą wewnętrzną wolność, gdy nie mamy do czynienia z agresją zewnętrzną? Zamach na demokrację jest wewnętrzny. Oglądałem ostatnie posiedzenie sejmowej komisji kultury. To był absurd.

Jak wybierał pan śpiewających gościnnie artystów?

Potrzebowaliśmy eterycznie dziewczęcego głosu do „Lustereczka" i Klaudia Szafrańska pasowała idealnie. Ralph Kamiński śpiewa „Upadłe anioły" i napisałem dla niego tę piosenkę nieprzypadkowo. Pośrednio zadajemy pytanie: czy jeśli ktoś jest innej orientacji to może brać udział w historycznych zmaganiach o wolność w swoim rozumieniu, czy będzie wykluczony przez radykalną prawicę? Przecież w powstaniu warszawskim walczyły osoby o różnej orientacji, poglądach, pochodzeniu, a nie tylko rzymscy katolicy w dziesiątym pokoleniu. Trzeba o tym szeroko mówić, żeby kraj był normalniejszy.

„Idź, synku, idź" zaśpiewała, a w zasadzie wyłkała, Magda Umer.

Prosta sprawa: Magda Umer wielką pieśniarką jest. Potrzebowaliśmy jej, aby opisała ból matki, której syn chce iść walczyć, by uwolnić się również od matczynej pępowiny, a to może być pożegnanie na zawsze.

Co z nową płytą Organka?

Jest gotowa od dawna, ale z wiadomych powodów premiera była przekładana. Dla nas największą promocją są koncerty, a tych nie było. Ale do dziś ukazały się już trzy single, niedługo czwarty, zaś płyta wyjdzie 8 października. Chciałbym ją już pokazać, bo jestem z niej bardzo zadowolony. To jest otwarcie Organka na nowe stylistyki. Uwielbiam vintage rock, ale żeby śpiewać o tym, co teraz w kraju i na świecie idiom hipisowski już nie wystarcza. Muzyka musiała być bardziej współczesna.

Pisze pan kolejną po „Teorii opanowywania trwogi" książkę?

Nie mogłem się na tym skupić. Covid mocno mi dojechał. Pracowałem nad dwoma płytami. Ale teraz mam chęć do pisania jesienią i kilka pomysłów fabularnych.