Już na poprzednim krążku „One Life Stand" pokazali, że mają ambicję zdobycia szerokiej rzeszy słuchaczy. Fani byli zachwyceni, ale niektórzy krytycy narzekali, że grupa stanęła w miejscu. Nowy album „In Our Heads" utrwala wypracowany styl z wdziękiem i przebojowością.
Piątka Brytyjczyków znana jest z niesztampowych teledysków. W ironicznym „I Feel Better" chudy i łysy pacjent chemioterapii eksterminował laserem wysportowanych młodzieńców z boysbandu. Z kolei klip do „Boy From School" pomysłowością przyćmiewa nawet dokonania Gotye'go. Wokalista zespołu Alexis Taylor zawsze przedrzeźniał krzykliwy styl celebrytów i rockowców, podkreślając, że on był „szkolnym słabiakiem".
Ale Hot Chip nie są tylko grupą żartownisiów. „In Our Heads" to przykład nowoczesnego grania, zaspokoi gust fanów muzyki elektronicznej i wielbicieli popowych melodii. Muzycy podkreślają inspiracje soulem i R & B spod znaku Prince'a czy Stevie Wondera, ale śledzą trendy w muzyce klubowej.
Otwierający płytę „Motion Sickness" brzmi jak podniosła uwertura, w której zapętlona melodia i powtarzane wersy zdają się nie mieć końca. Delikatny głos Taylora jest nie do podrobienia. Słychać to zwłaszcza w momentach, gdy elektronika schodzi na drugi plan jak w „Always Been Your Love" czy „Look At Where We Are". Ten drugi brzmi niezwykle jak na tak roztańczony zespół. Przy użyciu najprostszych narzędzi, delikatnie pulsującego tła i melancholijnego wokalu Taylora stworzono perłę. Mimo iż rzewne pasaże gitary i smyczki w refrenie to stary chwyt, u Hot Chip nabiera nowego wymiaru.
W tekstach grupy nie ma typowego dla klubowej kultury hedonizmu. W „Look At Where We Are" pada bezpośrednie wyznanie: „Zobacz, gdzie teraz jesteśmy i przypomnij sobie, skąd zaczynaliśmy. Nie udałoby się to bez naszej miłości".
Hot Chip nie boją się eksperymentować, balansując na granicy popowych konwencji. W „Don't Deny Your Heart" przez cztery i pół minuty nie można rozdzielić estetycznego żartu od znakomitej melodii. Tak jakby chcieli sprowokować fanów do pytania: czy oni to robią na poważnie? A odpowiedź pada na płycie: „bierzemy zabawę na serio".
Pięcioosobowy skład zespołu sprawia, że na koncertach ich elektroniczna muzyka brzmi świetnie i w niewielkim stopniu muszą posiłkować się gotowymi podkładami, jak chociażby znane duety Daft Punk czy Royksopp. O tym, jak grają na żywo, będziemy mogli się przekonać już w sierpniu na katowickim festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Na razie jest płyta idealna na lato.