Oto Miś Kazimierz - bohater wydanych już „Przygód Misia Kazimierza" i „Lata Misia Kazimierza", a teraz „Podróży Misia Kazimierza". Zdawałoby się - zwykły, seryjny pluszak z Ikei. Taki z wielkiego, wypchanego po brzegi, drucianego kosza na zabawki. Po umiejętnej i subtelnej antropomorfizacji dokonanej przez Paulinę Wilk, pluszowy miś staje się cudownym wzorem do naśladowania dla dzieci. Jest dosyć mądry, ale też troszkę głupi, jeszcze niedoświadczony, ale otwarty i ciekawy świata, podąża za marzeniami. W wypadku omawianej książki - marzeniami o dalekich podróżach, kierując się przy tym sercem, czyli bardziej intuicją i dobrocią niż rozumem. Jak dziecko, które, jeśli nim umiejętnie pokierować, podąży w dobrą stronę. To cechy, które wzbudzają zaufanie. Niedoskonałość jest wszystkim bliska.

Przy tym Kazimierz jest w niemodny dziś sposób oldschoolowy. Mieszkając z ludzką przyjaciółką Anią, spędza czas na czytaniu książek, podróżach po mapie (i nie tylko), odręcznym pisaniu listów, wcinaniu domowego ciasta ze śliwkami i na rozmowach  - pełnych zrozumienia dla partnera. Nie ma tu mowy o telewizji, komputerach, playstation, grach, smartfonach, plastikowych zabawkach i innych gadżetach. Mało tego, gdy miś się gdzieś wybiera - to komunikacją miejską. Na bilet lotniczy do dalekiego kraju bardzo długo oszczędza w skarbonce. Gdy mu się poszczęści - pamięta  o przyjaciołach. Jest doskonałym antidotum na niespotykaną dotąd w tej skali erę dziecięcej konsumpcji.

Przyjemne są też tytułowe podróże Misia Kazimierza. Odbywa on nie tylko dalekie wyprawy do Hongkongu, Indii czy Paryża, ale także do podwarszawskiej wsi. Spływa kajakiem na jednej z polskich rzek, jedzie jesienią nad Bałtyk, odwiedza przemieszczając się na rowerze i Warszawską Kolejką Dojazdową dom Iwaszkiewicza w Podkowie Leśnej, a nawet przemieszcza się w czasie podczas seansu w stołecznym Fotoplastikonie przy Alejach Jerozolimskich. I każda z tych podróży dostarcza mu wrażeń.

Przeciwnicy tej serii mogą powiedzieć, że nie hołduje ona wartościom rodzinnym. Wszak miś, bez przyjaciół „po sąsiedzku" i rodzeństwa, mieszka z czerpiącą z życia pełnymi garściami i bez żadnych ograniczeń singielką, która jednomyślnie i swobodnie dysponuje swoim czasem. Ale może przy całej oldschoolowości tej powieści właśnie ten jeden element jest zgodny z duchem czasu? Kto szuka przemycanych w opowieściach dla dzieci wartości rodzinnych znajdzie je w klasycznym „Misiu Paddingtonie"

Michaela Bonda (też "pluszak znajda" przygarnięty przez przyjazny dom) czy w powieściach Pawła Beręsewicza (cykl z Ciumkami). Wszystkie mogą znaleźć się na jednej półce.

Tymczasem jeszcze jednym atutem cyklu o Misiu Kazimierzu są ilustracje Zosi Dzierżawskiej. Niezwykle proste i pastelowe, niczym z PRLowskiego elementarza Falskiego z obrazkami Kwacza lub Grabiańskiego. Każdy rozdział opowieści prócz pełnostronicowej ilustracji ma małe niespodzianki w postaci np. ozdobnika numeru stron. I tak strony opowiadające o listopadowej wyprawie nad Bałtyk ozdobione są chmurką, o podróży na wieś - kanką mleka, a te o pobycie w Paryżu berecikiem z „antenką". Zwróciły mi na to uwagę dzieci. Książka ta bowiem, jak wszystkie inne, jest przetestowana. Na potomstwie własnym, sąsiadów i przyjaciół. Czyli z czystym sumieniem polecam.

„Podróże misia Kazimierza"

Paulina Wilk, ilustracje Podr Zofia Dzierżawska

Wilk&Król Oficyna Wydawnicza

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Warszawa, 2014, wiek 6+

Książka dostępna na www.miskazimierz.pl i księgarniach