Tradycjonalistom (i snobom) przypomnę tylko, że cava to nie żadna kopia czy podróbka trunku z Szampanii. To jego zadziorna kuzynka, produkowana tą samą méthode champenoise, ale z innych odmian winogron – macabeo, parellady i xarel-lo. W rezultacie nasza Katalonka ma miły owocowy smak i charakterystyczny, delikatnie maślany lub, jak to wolą inni, tostowy zapach. I to w jej ojczyźnie dzisiaj się zatrzymamy.

Katalonia to nie tylko Priorat z jego najwyżej (DOC – Denominación de Origen Calificada) sklasyfikowanymi winami czy Penedes. Oprócz nich to jeszcze dziewięć innych wydzielonych apelacji, a wśród nich Terra Alta. Jest to najwyżej położony (od 350 do 550 m n.p.m.) region winny w Katalonii.

Ciekawe, że te strony w młodości szczególnie upodobał sobie Pablo Picasso. Przyjeżdżał do Horta de Sant Joan do pochodzącego stąd Manuela Pallaresa, swojego druha, z którym pracował nad nowym kierunkiem sztuki – kubizmem. Jak zresztą mówił, „wszystkiego, co umiem, nauczyłem się w Horta". Obecnie wielbiciele Picassa mogą zwiedzić w Horta de Sant Joan poświęcone mu muzeum.

Ale my szukamy przecież wina, więc jedziemy dalej. Terra Alta jest bardzo malownicza, panuje tu suchy, śródziemnomorski klimat. Lato nie szczędzi słońca i ciepła, ale zimy bywają srogie (z absolutnie skandalicznymi temperaturami spadającymi do pięciu stopni poniżej zera!). Winorośl narażona jest na działanie dwóch wiatrów – el Cierzo znad doliny Ebro oraz Garbi. Szczególnie dokuczliwy jest ten pierwszy. Zimny, suchy, jego prędkość dochodzi czasem do ponad 100 kilometrów na godzinę. Skarżył się na niego już jeden ze starożytnych rzymskich pisarzy, bo „wypełnia ci usta, powala wozy i uzbrojonych żołnierzy". Jednak to dzięki el Cierzo tutejsze winogrona mogą spokojnie dojrzewać na krzakach, uzyskując wyjątkową koncentrację smaków i zapachów.

Nasz cel to położona 25 kilometrów na północ od Horta de Sant Joan miejscowość Batea. Tu w 2001 roku dwaj wspólnicy, Joan Bautista Arrufi i Jordi Casado, założyli niewielką firmę Altavins. Chwalą się, że produkują wina wyróżniające się spośród innych zarówno swoim „ciałem", jak i „duszą". Postanowiłem to sprawdzić.

Panowie Arrufi i Casado bardzo pilnują jakości owoców skupowanych z okolicznych winnic. Winogrona bezwzględnie muszą być zbierane ręcznie i delikatnie traktowane, tak by nie zgniotły się w czasie transportu. Podstawą ich białych win jest odmiana garnacha blanca, czerwonych – garnacha negra oraz carinena. I to butelkę czerwonego wina zaraz otwieramy.

Na Almodi Petit Red składają się trzy odmiany – garnacha negra, syrah i odrobina carineny. Pijemy je lekko schłodzone. W kieliszku obiecująco błyszczy lekko wiśniową czerwienią. Dalej jest tylko przyjemniej – napotykamy miłe aromaty czerwonych owoców z subtelnym towarzyszeniem korzennych przypraw. Wino jest aksamitne i gładkie. Wymarzone wydaje się połączenie Almodi Petit Red z prostym tradycyjnym daniem z regionu – clotxa. To napełniony pieczonymi pomidorami, cebulą i sardynkami, polany obficie oliwą chleb, jaki lokalni farmerzy zabierali ze sobą do pracy. Jednak równie dobrze sprawdzi się Almodi z mięsem z grilla i pieczonymi w rozmarynie ziemniakami. Tak, Terra Alta to region Hiszpanii, który na pewno warto eksplorować. Znajdziecie tu wina przyjazne, pełne hiszpańskiej werwy, a jednocześnie buńczucznego i niepokornego katalońskiego charakteru.