W Londynie można wpaść do knajpy jego imienia i zjeść danie wymyślone na jego cześć. Lokal nazwany Dylan Dog mieści się przy Craven Road nr 7, Paddington. Tam, gdzie wedle twórcy serii mieści się biuro detektywa Doga.
A gdzie przebywa on sam? Diabli wiedzą, nie powiedzą.
– My name is Dog, Dylan Dog – tak mógłby się przedstawiać detektyw mroku wymyślony przez Tiziano Sclaviego prawie 30 lat temu. Dog, specjalista od spraw paranormalnych, ma na koncie z pół tysiąca akcji zrelacjonowanych w więcej niż 80 albumach sprzedanych w ponad 3 milionach egzemplarzy w samych Włoszech. Do tego – liczne tłumaczenia na języki obce (w tym angielski, holenderski i polski). U nas latami lansował go Egmont (14 wydanych tomów), a po czteroletniej absencji Dog trafił pod skrzydła Bum Projekt.
Dog udaje Brytyjczyka i nigdy nie zmienia stroju, pozostając wierny jednemu zestawowi: czerwona koszula, czarna marynarka i blue jeans. Aktualnie prawie czterdziestoletni, pomimo zmarszczek i żylastej sylwetki wciąż atrakcyjny dla kobiet. On zaś – pies na nie – oddaje się miłosnym aferom z równym zaangażowaniem, jak tropieniu demonów.
Bo jego zawodowa specjalność to zjawiska paranormalne. Plus psychopaci, kosmici, cienie, podróże w czasie i przestrzeni. Dog miota się między gotycką powieścią, horrorem, futurologią, klasycznym kryminałem i czarną komedią. Jego pastiszowe umiejętności zostały docenione na świecie. Jego przygody wymyśla Tiziano Sclavi, dziennikarz, pisarz, scenarzysta. Natomiast za czarno-białe plansze odpowiadają coraz to inni rysownicy. Rysunki w zeszytach „Golkonda" i „Piąta pora roku" (wydane w jednym tomie) wykonał Luigi Piccatto.