Reklama

Moc teatralnej tradycji

W Sopocie zakończył się XVI Festiwal „Dwa Teatry”. Grand Prix dla telewizyjnego spektaklu „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony i słuchowiska „Von Bingen. Historia prawdziwa” Sandry Szwarc w reżyserii Waldemara Modestowicza. Te wskazania mówią, że tradycja i klasyka są nadal w cenie.

Aktualizacja: 25.05.2016 22:10 Publikacja: 25.05.2016 21:37

"Ich czworo" Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony - laureat Grand Prix XVI Festiwalu "Dwa t

"Ich czworo" Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marcina Wrony - laureat Grand Prix XVI Festiwalu "Dwa teatry"

Foto: materiały promocyjne

Nagrody XVI Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej "DWA TEATRY – Sopot 2016"

„Ich czworo” czyli „dramat ludzi głupich” jest ostatnim spektaklem zrealizowanym przez tragicznie zmarłego Marcina Wronę. Powstała wybitna interpretacja sztuki Gabrieli Zapolskiej z 1907 roku będąca wcale nie archaiczną ramotką, ale niepokojącą opowieścią o kondycji współczesnej rodziny. Reżyser twórczo połączył w niej konwencję teatralną, język telewizyjny i realizację filmową.

- Siła rażenia tego spektaklu jest tak wielka, bo został wielowymiarowo pomyślany i zrealizowany – mówi „Rzeczpospolitej” Waldemar Krzystek, przewodniczący tegorocznego jury oceniającego spektakle Teatru Telewizji. - Ta interpretacja poruszyła nas bardzo, bo jest w niej niezwykle współczesny sposób narracji i znakomite wykonanie. Najpełniej realizuje to, czego oczekujemy od Teatru Telewizji – współdziałanie reżysera, aktorów i scenografów wspólnie budujących świat opowieści. W werdykcie doceniliśmy też mistrzostwo rzemiosła spektaklu nagrodzonego za reżyserię, czyli „Męża i żony” – świetnie opowiedzianego i zagranego przedstawienia w realizacji Jana Englerta.

Radiowe jury większość nagród przyznało trzem słuchowiskom Polskiego Radia: „Wampirowi” Wojciecha Tomczyka w reżyserii Igora Gorzkowskiego, „Von Bingen. Historii prawdziwej” Sandry Szwarc w reżyserii Waldemara Modestowicza oraz „Hymnom” Yunusa Emre w adaptacji i reżyserii Darka Błaszczyka.

- Wybór nie był łatwy, bo wszystkie te wymienione słuchowiska są wartościowe artystycznie, świetnie zrealizowane – przyznaje Antoni Libera, przewodniczący jury oceniającego konkursowe propozycje teatru Polskiego Radia w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – I jeszcze jedno je łączy – wszystkie są adaptacjami. Powstała pewna kontrowersja – czy postawić na współczesność, czy może historię. Wybieraliśmy między tematyką polityczno-społeczną, religijną i poetycką. W rezultacie wskazaliśmy trzy słuchowiska. Po kilku głosowaniach - bo wybór był trudny - Grand Prix przyznaliśmy „Von Bingen” - historii mniszki żyjącej w XII wieku, doktorowi Kościoła z nadania papieża Benedykta XVI. Za scenariusz będący adaptacją, nagroda przypadła „Hymnom” średniowiecznego tureckiego poety Yunusa Emre – stanowiącym pochwałę pustelnictwa. „Wampir” dostał nagrodę za reżyserię Igora Gorzkowskiego, który interesująco odświeżył ten wybitny tekst opowiadający o głośnej sprawie skazania z zimną krwią dwóch niewinnych ludzi w czasach PRL-u. Od strony aktorskiej i realizacyjnej Teatr Polskiego Radia ma się bardzo dobrze. Jeśli czegoś brakuje, to nowych tekstów oryginalnie pisanych dla radia.

Podobny mankament dostrzegło też telewizyjne jury oceniające Teatry Telewizji.

Reklama
Reklama

- Za mało scenariuszy powstaje specjalnie dla Teatru Telewizji, a to był kiedyś jego duża atut - zauważa Waldemar Krzystek. - Ten gatunek jest honorem domu, czyli publicznej telewizji.

Nagrodę honorową im. Krzysztofa Zaleskiego otrzymał „Zegarek” Jerzego Szaniawskiego w realizacji Janusza Kukuły.

- Z co najmniej dwóch powodów – wyjaśnia Antoni Libera. - To nie tylko świetnie zrealizowane słuchowisko, w którym reżyser zacytował w fragmenty dwóch innych historycznych już dziś realizacji tego utworu dla Polskiego Radia. Ten subtelny i szlachetny chwyt podkreśla ciągłość tradycji i pokazuje, że „Zegarek” mimo swej staroświeckości, bo napisany został 80 lat temu - nadal jest piękną i poruszającą opowieścią. I że Szaniawski, skromny autor, ale wielki rzemieślnik roboty literackiej – wciąż się świetnie trzyma.

W sopockim festiwalu odbija się życie największej polskiej sceny telewizyjnej i radiowej.

Historia Teatru Telewizji rozpoczęła się 6 listopada 1953 roku granym na żywo i transmitowanym przedstawieniem „Okno w lesie” w reżyserii Józefa Słotwińskiego.

W 2007 roku po raz pierwszy na sopockim festiwalu pojawiły się – jeszcze poza konkursem – przedstawienia będące rejestracjami z teatrów. I wtedy jury – widząc pewnie zmniejszającą się nieubłaganie liczbę produkcji – zarekomendowało włączenie tych spektakli do regularnego konkursu. Z jednej strony zmiany są nieuchronne, z drugiej – specyficzny telewizyjny język, który kształtowali znakomici polscy twórcy – Krzysztof Zaleski, Laco Adamik, Piotr Łazarkiewicz, Marcin Wrona i wielu innych reżyserów, czyni Teatr Telewizji unikatem na światową skalę. Gdy pod koniec 2010 roku był w zapaści, bo władze telewizyjne oszczędzały na nim do granic możliwości, pod wystosowanym przez „Rzeczpospolitą” apelem o jego ratowanie podpisywali się nie tylko związani z nim twórcy, ale i tysiące widzów. Ocalał. Ratowany na rozmaite sposoby, wciąż jest w fazie transformacji.

Reklama
Reklama

W tym roku zwyciężyła tradycja. Nie oznacza ona jednak stagnacji, ale odwoływanie się do wartości, które opierają się czasowi.

Małgorzata Piwowar z Sopotu

Kultura
Marta Cienkowska nie zgadza się na radną KO jako dyrektorkę w Muzeum Literatury
Kultura
Scott Adams nie żyje. Twórca „Dilberta” zmarł w wieku 68 lat
Materiał Promocyjny
Wieczór wielkich głosów i wielkiej klasyki. Ruciński i Yende w Operze Narodowej
Kultura
To będzie długi taneczny weekend w Warszawie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama