Reklama

Podzielona lewica idzie do wyborów samorządowych

Wszystko wskazuje na to, że w wyborach lokalnych będzie kilka lewicowych listy do sejmików.

Aktualizacja: 14.02.2018 19:40 Publikacja: 14.02.2018 18:35

Podzielona lewica idzie do wyborów samorządowych

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Wybory samorządowe ze względu na skalę uważane są za najtrudniejsze, zwłaszcza dla mniejszych partii. Nie przeraża to jednak lewicy, która zamierza przystąpić do nich dużo bardziej podzielona niż w 2015 roku.

Do startu na poziomie ogólnokrajowym szykują się trzy osobne komitety. Największy to SLD Lewica Razem z SLD i m.in. Unią Pracy. Lider Sojuszu Włodzimierz Czarzasty deklaruje, że jego partia oraz sojusznicy wystawią 16 tys. kandydatów w całym kraju. Czarzasty w środę kategorycznie wykluczył, że na poziomie sejmików możliwe są koalicje, chociaż o takim wariancie mówiło się, gdy PiS proponowało zmiany w granicach okręgów wyborczych. Teraz jednak, gdy okazało się, że takich modyfikacji nie będzie, zniknęła też polityczna potrzeba tworzenie szerokiej koalicji. – Żadnego innego szyldu nie będzie – podsumował Czarzasty na konferencji prasowej w Katowicach.

Grzegorz Schetyna wielokrotnie mówił o współpracy z „demokratyczną lewicą". I jak słyszymy, PO cały czas rozmawia z mniejszymi partiami, które wcześniej deklarowały współpracę z SLD.

Do samodzielnego startu szykuje się także Partia Zieloni. Jak słyszymy, na kongresie tej formacji w najbliższy weekend zostanie podjęta w tej sprawie oficjalna decyzja. Nasi rozmówcy podkreślają, że jest kilka powodów takiego posunięcia. Jednym z nich jest chęć promocji własnego szyldu przed łatwiejszymi pod względem przygotowań wyborami europejskimi. Zieloni liczą też, że poparcia przysporzy im program dotyczący walki ze smogiem i innych istotnych obecnie kwestii, w których sejmiki mają dużo do powiedzenia.

Samodzielny start deklaruje też Partia Razem, której liderzy konsekwentnie podkreślają, że nie wyobrażają sobie żadnej koalicji z SLD.

Reklama
Reklama

Swoich list do sejmików nie zamierza za to wystawiać Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, stawiając na współpracę lokalną i wspólne projekty obywatelskie. – Przy projekcie „Ratujmy kobiety" była współpraca. „Aktyw" chce działać wspólnie. Ale jeśli dochodzi do prób rozmów, to ego Czarzastego i Zandberga zawsze bierze górę – powiedziała Nowacka w rozmowie z portalem wyborcza.pl. „Boli, że Nowacka, feministka, działaczka kobieca, stereotypowo sprowadza politykę do ego dwóch liderów, ignorując silne liderki Razem" – odpowiedziała na Twitterze Marcelina Zawisza z Partii Razem.

Nieco inaczej wygląda sytuacja lokalna. W Łodzi i innych miastach Polski powstają koalicje obejmujące partie lewicowe, ruchy miejskie i inne organizacje. Otwarte pozostaje pytanie, co zrobi Robert Biedroń, obecnie prezydent Słupska, który kilka tygodni temu deklarował, że jeśli sytuacja stanie się krytyczna, to nie wystartuje ponownie w Słupsku i wróci do ogólnokrajowej polityki.

Ale większość naszych rozmówców spodziewa się, że Biedroń stawia na wejście do gry dopiero w wyborach europejskich, gdy dużo łatwiej o sukces przy mniejszym wysiłku organizacyjnym. Do tego czasu lewica będzie prawdopodobnie współpracować tylko przy projektach, takich jak „Ratujmy kobiety", oraz lokalnie.

Pod koniec tygodnia na Śląsku odbędzie się seria spotkań z udziałem Biedronia, promowanych w internecie w kampanijnym stylu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
„Rzecz w tym". Andrzej Zybała: Polska 2050? To chyba koniec
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama