W czasie wizyty w Waszyngtonie szef MON Mariusz Błaszczak, który towarzyszy prezydentowi Andrzejowi Dudzie, prowadził intensywne rozmowy, których celem jest przekonanie amerykańskich polityków do utworzenia stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce.

Czytaj także:

Andrzej Duda szuka sukcesu w USA

Polska-USA: W dyplomacji liczy się umiar

Kwaśniewski: Trump nie lubi Unii Europejskiej

Jacek Czaputowicz, szef MSZ, w wywiadzie dla Associated Press przypomniał, że Warszawa stara się, by obecność 3 tys. stacjonujących w Polsce amerykańskich żołnierzy była stała, a nie – jak obecnie – rotacyjna. Z kolei z wypowiedzi Mariusza Błaszczaka dla „The Washington Times” wynika, że Polska jest gotowa przyjąć na stałe nawet dywizję pancerną USA.

– Podczas rozmowy z przewodniczącym Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów Williamem Thornberrym wskazałem, że wojska amerykańskie dwukrotnie w ubiegłym stuleciu ratowały Europę przed zagładą – podczas pierwszej i drugiej wojny światowej – i argumentowałem, że lepiej jest działać prewencyjnie i wzmacniać zdolności obronne, tym bardziej że Polska jest przygotowana na wysiłek w tej sprawie – mówił po jednym ze spotkań minister obrony.

W Pentagonie odbyło się spotkanie polsko-amerykańskiej grupy roboczej ws. stałego rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Polsce, której ze strony polskiej przewodniczył wiceminister obrony Tomasz Szatkowski. W ocenie ministra Błaszczaka świadczy to o „konkretnej, realnej szansie” na stałą obecność wojsk USA w Polsce. Jednak decyzja w tej sprawie może zapaść dopiero w przyszłym roku, o czym mówił m.in. wicemarszałek Senatu Adam Bielan w RMF FM.

Opozycja zadaje pytania o kształt relacji Polski i USA. – W relacjach z USA potrzebne jest partnerstwo oznaczające, że nie świętujemy faktu zakupu za pieniądze polskich podatników amerykańskiego sprzętu, tylko negocjujemy wzrost naszego bezpieczeństwa i siły gospodarczej przy okazji zakupów – mówi nam Tomasz Siemoniak, wiceszef PO.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Podnoszenie spraw bezpieczeństwa ma niezwykle ważne znaczenie zarówno dla Dudy, jak i Błaszczaka. Ten pierwszy próbuje zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostało po wizycie w Australii, gdy w ostatniej chwili rząd wycofał się z zamiaru zakupu australijskich fregat. Po za tym wizyta Dudy w USA odbywa się po serii negatywnie odebranych wypowiedzi, m.in. o „wyimaginowanej” wspólnocie, jaką dla niego jest Unia Europejska czy zaskakującym odejściu Krzysztofa Łapińskiego.

Nawet niektórzy nasi rozmówcy z PiS zwracają uwagę, że wypowiedź o Unii Europejskiej zmieniła ton w debacie politycznej w Polsce na tyle, że wpłynęła nawet na kampanię wyborczą. Politycy PiS unikają słowa „kryzys”, ale przyznają w nieoficjalnych rozmowach, że prezydent Duda nie pomógł im w walce o samorządy.

Trudną sytuację prezydenta Andrzeja Dudy widać też w sondażach. W ubiegłym tygodniu w badaniu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pracę prezydenta pozytywnie oceniało 43 proc. ankietowanych, a źle – 51 proc. Ale od miesięcy systematycznie spada liczba osób pozytywnie oceniających prezydenturę, a rośnie grono jego przeciwników. Jeszcze na początku tego roku – w lutym – pracę prezydenta w badaniu IBRiS dobrze oceniało 57 proc. ankietowanych.

Z kolei pozycję szefa MON dodatkowo osłabiają krążące od tygodni w Warszawie informacje, że ma go zastąpić obecny szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Miałoby to stać się po wyborach samorządowych, przy okazji większego przegrupowania w obozie władzy przed kampanią do Parlamentu Europejskiego, w której ma wystartować kilku kluczowych polityków PiS.