Reklama
Rozwiń
Reklama

Marcowe kwiatki

Aktualizacja: 14.03.2009 12:51 Publikacja: 14.03.2009 12:45

"Eksport padł" – głosi Polska na czołówce. To odważne zagranie, bo w sobotę czytelnicy mają więcej czasu i może się zdarzyć, że któryś zajrzy na stronę 29, gdzie tytuł dłuższej wersji materiału brzmi: "Eksport mocno w dół, ale niedługo wzrośnie". Choćby dlatego, że przez słabą złotówkę znów staliśmy się krajem taniej siły roboczej.

A może być jeszcze piękniej dla eksporterów, jeśli prawdą jest że "Goldman Sachs uwziął się na złotego", jak straszy czołówka "Dziennika". 4,90 za euro – tę liczbę wybitą w wyimku widać z daleka. Kilka minut zainwestowanych w lekturę materiału oraz tekstu na stronach gospodarczych opłaci się, dowiemy się bowiem, że "nie wszystkie banki" grają na spadek naszej waluty, albo wręcz, że „wszystko jednak przemawia za tym, że w kolejnych tygodniach polska waluta ponownie zysk, w ciągu najbliższych 2 tygodni złoty powinien umocnić się do 4,2 za euro".

O padaniu i wstawaniu gospodarki a także o tym, że cykliczność reguluje również mody wśród profesorów ekonomii i stosunek państwa do rynku, pisze Jacek Kochanowicz w "Wyborczej". Swoją wciągającą, choć napisaną trudnym panoramę ostatnich stu lat w myśleniu o gospodarce kończy sakramentalnym "Kto ma rację, okazuje się dopiero po pewnym czasie". Odważniej by było wyrazić wniosek, nie okazuje się nigdy, chyba że pod koniec świata, kiedy naprawdę zakończy się kołowrót lat tłustych i chudych oraz wahań między pragnieniem zmian a ucieczką w bezpieczny bezruch.

W końcu świata zaś okaże się, że rację mieli wszyscy i bilans wyniesie idealne zero. Tak wynika z tekstu Piotra Cieślińskiego "Bajka o stworzeniu świata na kredyt", również w "Wyborczej", zdecydowanie najciekawszej lektury tego weekendu. Ten krótki wykład podstawowych kategorii współczesnej kosmologii wyjaśnia, jak można, utrzymując się w granicach dyskursu nauk eksperymentalnych, mówić tym, że coś powstaje z niczego a w próżni coś przepływa z miejsca na miejsce. Do tego podaje zabawne analogie z pojęciami ze świata inżynierii finansowej – w końcu o tworzeniu czegoś z niczego coś do powiedzenia mają także bankowcy. Wszechświat jako bańka spekulacyjna – to naprawdę obiecujący temat myśli na weekendowy spacer. Konkluzja tekstu Cieślińskiego – o granicy rozważań naukowych (jak się rodzą prawa natury?) prostą drogą prowadzi zresztą do miejsc, które większość zwykła odwiedzać w niedzielę…

Do tej większości nie należał Zbigniew Religa, którego wczorajszy pogrzeb trafił na pierwsze strony wszystkich dzienników, ale tylko "Dziennik" pragnął się uczepić faktu, iż był to pogrzeb świecki. "Był krzyż, ale nie było biskupów" głosi tytuł - jakby nieobecność biskupa na pogrzebie człowieka nie uznającego się za członka danego kościoła była faktem godnym odnotowania. Tymczasem nawet "Nasz Dziennik" nie zwraca uwagi na takie drobiazgi, odnotowując w lakonicznym podpisie pod wielkim zdjęciem na pierwszej stronie prosty fakt pożegnania kardiochirurga i polityka.

Reklama
Reklama

O śmierci i patrzeniu wstecz na przeżyte lata opowiada "Wyborczej" Irena Kwiatkowska w miejscami rozczulającym a miejscami głębokim wywiadzie "Wybieram się na Księżyc".

Wspominkowo ale całkiem bez uroku wyszło roztrząsanie życiorysów pampersów w krajoznawczym cyklu "Lonely Planet Cezarego Michalskiego", który ma służyć za przewodnik szlaków którymi zmierzały przez ostatnie 20 lat środowiska polityczne w Polsce. W dzisiejszej "Europie" rozmowa z Ludwikiem Dornem i Wiesławem Walendziakiem. Ten drugi zaczyna tu i ówdzie ciekawe wątki rozmowy, np. o procesie "uzgadniania przekonań z realiami", utopione niestety przez prowadzącego wywiad, który zdaje się mieć jeden tylko cel – stworzenie z cudzych wypowiedzi słusznej wizji historii własnych politycznych przygód. Dlatego lepiej już czytać rozmowę Mazurka z Janem Pospieszalskim w "Magazynie", też pełną odniesień do dojrzewania polskiej prawicy lat 90.

Osobom zupełnie nie mającym ochoty na żadną publicystykę i artykuły o tym, jak to naprawdę było – polecam trzecią stronę "Wyborczej", czyli tekst o tym, czego nie było. Całokolumnowe ogłoszenie z przeprosinami Jerzego Urbana pod adresem Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Profesjonalna typografia przyciąga wzrok o wiele bardziej niż typowe ramki z tego typu komunikatami. A sprytnie sformułowany tekst sprawia, że zarzuty wobec Ćwiąkalskiego – choć formalnie odszczekane - z niszy "Nie" wyszły teraz na szersze wody.

W tę sobotę część weekendowa "Wyborczej" nie nazywa się "Świąteczna", lecz "Gazeta na koniec zimy" – to rozsądne posunięcie, bo mimo braku śniegu pisanie o wiośnie byłoby dziś ryzykowne. Przypominam sobie, że kiedyś na taką pogodę mówiło się po polsku "przedwiośnie", ale rozumiem, że to słowo budzi zbyt wiele polityczno-historycznych skojarzeń, zwłaszcza gdy numer otwiera zapis debaty Tusk-Mazowiecki. Ale co robi w takim razie na okładce wetknięty w chodnikową szparę hiacynt? To aż się prosi o złośliwe skojarzenia. A wszystko dlatego, że ktoś w peerelowskiej milicji odpowiadający za inwigilację homoseksualistów, czytał grecką mitologię. Jest zresztą problem z marcowy kwiatami – krokus ma jeszcze gorzej, bo używano go jako symbolu trzeźwości.

Ale bez względu na to, jakich nazw użyją gazety, dziś, 14 marca, za oknem świeci po prostu słońce. Lody ruszyły, panowie przysięgli.

[ramka]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/pawelbravo/2009/03/14/marcowe-kwiatki/]na blogu[/link][/ramka]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
zanieczyszczenie powietrza
Czy radni „poluzują” Strefę Czystego Transportu? Rafał Trzaskowski się nie zgadza
Kraj
Czarzasty kontra Trump. Odwaga czy polityczna kalkulacja?
Kraj
„Mogliśmy zostać wprowadzeni w błąd”. Wojewoda i lekarze weterynarii po aferze w Sobolewie
Kraj
„Rzecz w tym”: Jarosław Kaczyński traci kontrolę? PiS rozrywa już nie tylko Grzegorz Braun
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama