Reklama

Cała Polska szykuje się na Irlandię

Kryzys rozlał się na czołówki polskich gazet. Gospodarka i jej problemy dominują na pierwszych stronach wszystkich ogólnopolskich gazet opiniotwórczych. Podatki, płace, nastroje i złe banki – to „jedynkowy” przegląd dnia.

Publikacja: 25.03.2009 09:42

Ale wbrew czołówkowym pozorom to nie kryzysowi dzienniki poświęcają najwięcej miejsca. Cała Polska szykuje się już na Irlandię Północną.

I to jak się szykuje. Sam przegląd tytułów artykułów napawa przerażeniem, co można jeszcze nic nie wnoszącego napisać o spotkaniu 22 facetów i jednej piłki.

Ale po kolei i alfabetycznie. „Dziennik” czyli jak wlać nadzieję, a później ją odebrać: „Leo ma plan na sześć punktów” – głosi optymistyczny tytuł, ale lead szybko rozwiewa nadzieje: „Leo: bez problemów mogę sobie wyobrazić naszą drużynę bez Kuby… Oczywiście żartuje”. Tuż obok Kuba w pełnej krasie i z mówi z pewnością siebie: „Nie mam wcale blokady psychicznej”.

W „Gazecie” zdjęcie to samo. Ale tytuł i tekst oczywiście zupełnie inny: „Powrót do przeszłości, czyli Dudka na pomoc” z mocnymi w swym banalnym przekazie słowami trenera reprezentacji: „Mecz z Irlandią Północną trzeba wygrać w drugiej linii – mówi Leo Beenhakker”. Pod spodem Michał Żewłakow, reprezentacyjny obrońca pokazuje psychikę twardziela, mówiąc: „Musimy być zachłanni”.

W „Polsce” wielki wywiad z łysym z Ukrainy czyli Mariusz Lewandowski i „W sobotę będziemy śpiewać: Kocham Cię jak Irlandię”. Prawda, że głupie? I to nawet nie dlatego, że Kobranocce chodziło raczej o uroki Dublinu, a nie Belfastu – wolałbym, żeby zaśpiewali porządnie hymn. Ale „Polska” szarżuje dalej – całe trzy strony o jednym meczu. I tak: „Trener Beenhakker WCALE nie przejmuje się pogodą”, co też świadczy o jego niezwykle silnej psychice, albo o kłopotach z wyborem tytułu. Z tekstu dowiemy się też, że Jeleń ma problemy z kręgosłupem, a „Irlandczycy to nie tylko silni fizycznie piłkarze, którzy wyłącznie biegają przez 90 minut. Oni potrafią grać w futbol”. To dobrze, bo to chyba mecz piłkarski, choć znając umiejętności naszych zawodników czasami nabieram wątpliwości. Obok znowu wywiad ze Zbawicielem z Dortmundu czyli Kubą Błaszczykowskim – „Moja forma jest dla mnie niewiadomą”.

Reklama
Reklama

Duet Jeleń-Błaszczykowski błyszczy też na stronach „Rzeczpospolitej”. Jeleń: „Pokażę Leo Beenhakkerowi, że się pomylił”, a „Kubie z kolei nie jest do śmiechu”.

Z zalewu tekstów wyłania się obraz dziesięciu półbogów, twardych ze stali, którzy muszą być zachłanni i walczyć o swoje pod wodzą jednego boga natury wyjątkowej – Jakuba Błaszczykowskiego. A rzeczywistość niestety nie dorasta do fantazji dziennikarzy.

Żaden polski piłkarz w ciągu ostatniej dekady nie rozegrał dwóch-trzech dobrych sezonów w klubie z jednej z pięciu najlepszych lig świata. Ba – nawet z trudem radzą sobie w Belgii, Austrii czy Portugalii. Wyjątkiem był może Jerzy Dudek z czasów Liverpoolu – niestety był. Gdy Polacy grają mam wrażenie, że przyjmowanie piłki ćwiczyli kopiąc nią w betonowy mur. Żadna inna rotacja jej lotu nie wchodzi bowiem w grę.

Jesteśmy jakimś futbolowym zaściankiem, w którym na dodatek ponad 100 działaczy, sędziów, prezesów, trenerów i piłkarzy siedzi w więzieniu za to, że nikomu z nich nie chciało się nawet udawać, że grają w piłkę. Na dodatek szef szkolenia Jerzy Engel mówi coś o unikalnej myśli szkoleniowej, jednej z lepszych w Europie. Tymczasem nawet od Cypryjczyków, Słowaków czy Węgrów, którymi oczywiście piłkarsko pogardzamy, powinniśmy się uczyć. Egzotyczny cypryjski Anorthosis Famagusta grał niedawno w Lidze Mistrzów, podobnie jak słowacka drużyna znikąd Artmedia Petrzałka, a Węgrzy mają piłkarzy o jakich możemy tylko pomarzyć. W miniony weekend Węgier Anders Fulop (Sunderland) obronił w meczu Premiership karnego strzelanego przez najdroższego piłkarza świata Robinho, jego rodak Zoltan Gera (Fulham) strzelił gola z przewrotki Manchesterowi United, a Pal Dardai rządzi defensywą lidera Bundesligi Herthy Berlin..

Mamy lepszych siatkarzy, piłkarzy ręcznych, a nawet koszykarzy niż piłkarzy nożnych. I to nie od wczoraj. Przynajmniej od dwudziestu lat. A to, czy wygramy czy przegramy z Irlandią Północną nie ma wielkiego znaczenia – dużo ważniejsze jest, aby na Mistrzostwach Europy w Polsce w 2012 r. symbolem naszej reprezentacji była dobra drużyna, a nie trzech niezłych bramkarzy. I w imię tego mogę oglądać w sobotę nawet 11 obiecujących juniorów, którzy przegrywają z kretesem, ale po walce, byleby z trzy lata ten sam zespół uratował nas przed blamażem, jakim były trzy ostatnie imprezy piłkarskie, na które nieopatrznie awansowaliśmy.

Bo nawet gdybyśmy na mistrzostwa świata nie pojechali i tak jesteśmy mistrzami. W podobijaniu bębenka nadziei i pompowaniu emocji.

Reklama
Reklama

[ramka]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/salik/2009/03/25/cala-polska-szykuje-sie-na-irlandie/]na blogu[/link][/ramka]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Kraj
„Rzecz w tym”: PiS gubi radykalizacja? Kulisy wojny o duszę prawicy
Kraj
Lotnisko Chopina bije rekordy. Pasażerowie szturmują bramki, a port szykuje się do rozbudowy
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama