Zdarzenia, jakie zaprowadziły Waldemara i Grażynę K. przed sąd, dotyczą majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Ale na podobne kłopoty mogą się narazić też głosujący w innych wyborach.
– Karta do głosowania reprezentuje nasze przekonania, dlatego oprócz prawa do głosowania posiadamy prawo do wyrażenia swojego sprzeciwu – tak zabranie i zniszczenie kart do głosowania tłumaczy Waldemar K.
Do lokalu wyborczego udał się on z żoną, podpisem potwierdzili tożsamość i otrzymali karty do głosowania. Potem zachowali się niestandardowo.
– W ramach protestu wyszliśmy z komisji wyborczej, nie wrzucając kart do urny – relacjonuje Waldemar K. Dlaczego? – Nie zgadzamy się z obowiązującym systemem wyborów w kraju, w którym dobór ludzi władzy nie zależy od nas. Chcemy głosować na konkretnego kandydata, a nie na listę partyjną – wyjaśnia.
Osobliwy protest nie znalazł uznania w oczach komisji wyborczej. Zawiadomiła prokuraturę, a ta oskarżyła K. o przestępstwo wyborcze, stawiając zarzut z art. 248 kodeksu karnego. Mówi on, że temu, kto „niszczy, uszkadza, ukrywa, przerabia lub podrabia protokoły lub inne dokumenty wyborcze albo referendalne", grozi do trzech lat więzienia.
– Małżonkowie zabrali karty i w domu spalili w kominku. Tak wynika z ich zeznań – mówi „Rzeczpospolitej" Bogumiła Matecka, szefowa Prokuratury Rejonowej Szczecin–Zachód. –Mężczyzna twierdził, że kartą miał prawo dysponować jak mu się podoba. Kobieta, że była to decyzja spontaniczna, nie wiedziała, że to przestępstwo – dodaje prokurator Matecka.
Śledczy uznali, że zachowanie małżonków godziło m.in. w rzetelne wybory, a „ewentualny protest przeciwko prowadzonej polityce" mogli wyrazić, oddając głos nieważny lub bojkotując wybory. Do sądu trafił więc wniosek o ukaranie K. Ze względu na znikomy stopień społecznej szkodliwości śledczy chcą warunkowego umorzenia sprawy na rok i wpłaty 300 zł nawiązki.
Małżonkowie uważają, że oskarżono ich niesłusznie, a artykuł kodeksu ich nie dotyczy, bo karta „nie była jeszcze dokumentem wyborczym – nie trafiła do urny. – W żaden sposób nie poczuwamy się do popełnienia przestępstwa, wyrażanie bowiem własnej opinii nie jest przestępstwem – twierdzą K.
O tym, kto ma rację, zdecyduje 12 grudnia sąd.
W 2013 r. policja wszczęła 15 spraw (z art. 248 k.k. i ustawy o referendum lokalnym i ogólnopolskim) i stwierdziła 17 takich przestępstw. Rok wcześniej w 33 postępowaniach stwierdzono 72 przestępstwa.