Czy jest mi przykro, że taki ktoś jak Łukasz Mejza już drugą kadencję zasiada w Sejmie i może dumnie nazywać się reprezentantem narodu? Oczywiście, że tak. Kiedy pomyślę, że Mejza w przerwie między planowaniem udziału w gali freak fightów, łamaniem przepisów ruchu drogowego i spacerowaniem po Sejmie z patostreamerem ma, mniejszy lub większy, wpływ na to, jakie prawo jest stanowione w Polsce, ciarki przechodzą mi po plecach. Owszem, pamiętam jeszcze z dzieciństwa dowcip o tym, że budynek Sejmu jest okrągły, ponieważ nigdzie na świecie nie ma kwadratowych cyrków, ale wszystko powinno mieć swoje granice. A Mejza odbiegł od tej granicy tak daleko, że z jego perspektywy już jej nie widać, gdyż zniknęła za krzywizną Ziemi. 

Czytaj więcej

Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu

Na „Magicala” szkoda czasu naszej młodzieży

Czy jest mi przykro, że taki ktoś jak Daniel „Magical” pojawił się w Sejmie? Oczywiście, że tak. Patostreaming jest zjawiskiem, w którym nie ma niczego, czego warto byłoby bronić. Świetnie, że Sejm zajął się tym tematem – i nikt nie przekona mnie, że w imię wolności słowa należy bronić prawa różnego rodzaju „Magicali” do pokazywania libacji, awantur i chwalenia się mniejszym lub większym (częściej mniejszym) repertuarem znanych wulgaryzmów. Naprawdę szkoda na to życia – i rozmaitych „Magicali”, którzy mogliby zająć się w tym czasie czymś pożytecznym, i przede wszystkim młodych ludzi, których taka perwersja niestety często przyciąga. Ja, stary człowiek, wiem, że czas szybko płynie, i kiedy ci młodzi będą mieli tyle lat, ile mam ja, pożałują, że zmarnowali go na coś takiego. 

Czytaj więcej

Ujawniamy kulisy pierwszej walki Mejzy na gali freak fightów. Debiut jak z ustawek kibiców

A mimo wszystko nie załamywałbym rąk ani nad tym, że w Sejmie jest Łukasz Mejza, ani nad tym, że był tam „Magical”. Nie dlatego, że jest to coś dobrego, ale dlatego, że jest to nieuchronny efekt uboczny zjawisk, które są pozytywne. 

Co dobrego wynika z tego, że Łukasz Mejza i Daniel „Magical” pojawili się w Sejmie?

Mejza znalazł się w Sejmie dlatego, że mamy demokrację. Startował z dalekiego miejsca na liście, ale mimo to w jakiś sposób przekonał do siebie 10 tysięcy osób. I to z jednej strony smutne, bo był w stanie to zrobić. Ale z drugiej strony optymistyczne – bo skoro był to w stanie zrobić Mejza, to tak naprawdę każdy ma na to szansę. A historia ludzkości do niedawna była historią szklanych sufitów i cenzusów – i to było z perspektywy społecznej gorsze niż sytuacja, w której karierę może zrobić taki Mejza. Bo lepiej męczyć się z jednym Mejzą, niż tracić potencjał tysięcy, którzy mieli pecha być ludźmi złej płci, złego stanu, złego koloru skóry lub po prostu nie urodzili się jako członkowie dynastii panującej. Gdy spojrzy się na to z tej perspektywy, można uznać, że Mejza jest ceną, jaką płacimy za to, że w naszym świecie szanse się wyrównały.

Podobnie jest z „Magicalem” – w tym przypadku jednak dochodzi aspekt technologiczny. Kiedyś niezbyt sympatyczny Daniel mógłby zaimponować co najwyżej uczestnikom wspólnej libacji. Dziś, dzięki rewolucji informacyjnej, ma większą widownię. Ale dzięki tej samej rewolucji większą widownię zgromadził Łatwogang. Dzięki tej samej rewolucji skrócony dostęp do wiedzy mają miliardy ludzi na świecie. Dzięki tej samej technologii przestrzeń skurczyła się tak bardzo, że w sekundę możemy przenieść się w dowolne miejsce na świecie. W świecie nadal jest wiele zła, ale znacznie trudniej je ukryć. I „Magical” jest jak katar, który możemy złapać, gdy pójdziemy wiosną do lasu. Ryzyko jest, ale i tak warto.