W polskich gazetach dzieje się niewiele, wyraźnie widać, że to już końcówka przygotowań do świąt i wszyscy - od polityków do celebrytów - mają dziś na głowie inne zmartwienia od zawodowych.

Najbardziej zaskakującą czołówkę ze światowych gazet przynosi dziś "Variety", branżowy dziennik przemysłu filmowego w USA. Po raz pierwszy w historii hakerzy zmusili wielki koncern filmowy do wycofania się z dystrybucji dużej produkcji hollywoodzkiej. Sony zrezygnowało z pokazania komedii "Interview", która opowiadała o dwóch przygłupich dziennikarzach jadących do Korei Płn. na wywiad z Kim Dzong Unem.

Pod naciskiem hakerów grożących ujawnieniem tajemnic handlowych Sony firma wycofała film z kin, kablówek i DVD. Hakerzy niemal na pewno pochodzą z Korei Północnej. Departament Stanu ma ponoć opublikować dowody na to, że hakerzy działali na rozkaz samego Kima, znanego z miłości do siebie samego i hollywoodzkich filmów.

Aż strach pomyśleć, co zrobiłby Adolf Hitler, gdyby miał do swej dyspozycji hakerów w momencie premiery "Dyktatora" Charlie Chaplina.

"Daily Telegraph" opisuje szeroko krążącą w chińskim internecie historię wioski, której mieszkańcy podpisali petycję żądając wydalenia chłopca chorego na AIDS. Choroba ta jest wciąż wielkim społecznym tabu w Chinach, choć pozytywnym wątkiem tej historii jest fakt, że tak wielu Chińczyków jest jednak oburzonych zachowaniem sąsiadów chłopca.

"Komsomolska Prawda" w Rosji to znany i w Polsce brukowiec polityczny - chętnie pokażą zwłoki zabitego dziecka, kota z pięcioma łapami i nową sukienkę gwiazdy TV, to wszystko przeplatając prosto podanymi newsami politycznymi. Dziś "Komsomołka" tłumaczy czytelnikom, że Ukraińcy na Euromajdanie dlatego tak wytrwale walczyli o wolność, bo regularnie dostawali herbatę z amfetaminą.

"Mało kto wie, że kolorowe rewolucje zawierają element narkotyczny" - zgrabnie pisze autor analizy.

Ale żeby nie było - w polskiej polityce się dzieje. Jest ostra polityczna debata. O Polsce. A nie, przepraszam, o sałatce poseł Pawłowicz.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Pani poseł je na sali obrad Sejmu. Muszę przyznać, że już posłowie rozmawiający przez telefon komórkowy podczas obrad Sejmu wydają mi się niespecjalnie eleganccy, ale jedzenie na sali to już jednak elegancja o poziom wyżej.

A że jadła pani poseł znana z ciętego języka, więc inni posłowie odgryzali się jej równie ostro. Gdy awantura zakończyła się wystąpieniem prezesa PiS informującego Sejm o swoim wzroście, wróciłem do czytania o północnokoreańskich hakerach.