- Pełnej kwoty jeszcze nie znamy. Jest ona dopiero liczona. Mężczyzna zebrał pieniądze z ponad dwudziestu punktów w mieście – tłumaczy nam jeden z oficerów Komendy Stołecznej Policji.

Po zakończeniu pracy w środę konwojent nie zgłosił się do firmy i nie rozliczył się z odebranej gotówki. Więc jej dyrekcja powiadomiła policję, która rozpoczęła poszukiwania mężczyzny.

Zaginął też jego samochód służbowy, ale ten funkcjonariusze szybko odnaleźli na terenie parkingu przy jednej z galerii handlowych na warszawskiej Ochocie. W aucie był system GPS, ale pieniędzy, ani ochroniarza w nim już nie było.

Jak to możliwe, że mężczyzna mógł tak łatwo zniknąć z tak dużą gotówką? - Sam odbierał te pieniądze – tłumaczy policjant.

Teraz funkcjonariusze sprawdzają, czy firma ochroniarska nie złamała procedur konwojowania dużych kwot.

Stołeczni policjanci mówią, że tej sprawy nie można porównywać do przypadku ze Swarzędza, kiedy to ponad miesiąc temu ochroniarz ukradł osiem milionów złotych.

Tam mężczyzna wykorzystał moment, gdy jego dwaj koledzy poszli umieścić pieniądze w bankomacie, wtedy odjechał z gotówką.

Był świetnie przygotowany. Z auta, które później porzucił, usunął wszystkie ślady - samochód został "wylany" chlorem.

Jego odcisków palców nie znaleziono też w miejscu pracy. Publikacja jego wizerunku jak dotąd nie dała rezultatów.

- W Swarzędzu człowiek posługiwał się fałszywymi danymi, w naszym przypadku wiemy dokładnie kogo szukamy, więc zatrzymanie tej osoby to tylko kwestia czasu – zapewniają stołeczni mundurowi.