- Takiego skoku jeszcze nie mieliśmy. Nie zdarzyło się, by sprawca mówił, że sam się boi – mówi prok. Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Dodaje, że zdarzało się, że w sklepach, podczas napadu pracownicy przeganiali napastników, ale z takim wyznaniem przestępcy śledczy spotykają się po raz pierwszy.
Do jednego z pabianickich banków przyszedł mężczyzna. Miał zamaskowaną twarz i reklamówkę, z której wyciągnął broń. Sterroryzował nią pracownice banku i klientkę, która była w środku. Zażądał gotówki. Kobiety wcisnęły alarm napadowy, co spowodowało uruchomienie syren dźwiękowych.
Klientka zaczęła prosić mężczyznę, by ją wypuścił, gdyż źle się czuje i zwyczajnie się boi. Napastnik nie zgodził się jednak na to. – Ja sam też się boję – powiedział kobiecie.
Jedna z pracownic zapewniła napastnika, że w agencji nie ma pieniędzy, gdyż zostały już przekazane do banku. Jednocześnie zaczęła uruchamiać otwarcie sejfu.
Napastnik się niecierpliwił. - Dopytywał, ile czasu jeszcze sejf może się otwierać? – opowiada prok. Kopania. Gdy mężczyzna dowiedział się, że może to potrwać około ośmiu minut, bardzo się zdenerwował i wyszedł.
Pracownice banku wezwały policję. Z ustaleń mundurowych wynika, że napastnik miał ok. 185 cm wzrostu, był szczupłej budowy ciała. Na głowie miał ciemną czapkę z daszkiem, spod której widać było ciemne, krótko obcięte włosy. Był ubrany w ciemną kurtkę i buty oraz w białe, płócienne spodnie.
Broń trzymał w prawej ręce, na którą miał założoną białą rękawiczkę, a w lewej dłoni trzymał zwiniętą reklamówkę. - Jego wizerunek nagrały kamery, więc ustalenie tożsamości sprawcy i jego zatrzymanie jest tylko kwestią czasu – uważa prok. Kopania.
Dodaje, że za próbę napadu sprawcy grozi do 12 lat więzienia, a jeśli okaże się, że miał prawdziwą broń, to nawet 15 lat pozbawienia wolności.