Spisek archiwistów wojskowych. Jakie dokumenty zniszczono?

Jak zakończyły się sprawy rzekomego ukrywania i niszczenia akt wojskowych z czasów PRL, o co prof. Sławomir Cenckiewicz oskarżał archiwistów i wojskowych.

Aktualizacja: 08.02.2024 06:05 Publikacja: 08.02.2024 03:00

Dokumenty archiwalne

Dokumenty archiwalne

Foto: Marian Zubrzycki

W 2018 roku „bomba” wybuchła dwa razy. Na początku lutego prof. Sławomir Cenckiewicz, ówczesny szef Wojskowego Biura Historycznego, ogłosił, że odnalazł w archiwum, którego był dyrektorem „ukryte” teczki osobowe byłych oficerów WSI.

Ale już 29 stycznia 2016 r. na stronie MON pojawił się komunikat sygnowany przez Bartłomieja Misiewicza, który podał, że minister Macierewicz został zawiadomiony przez pełnomocnika ds. reformy archiwów wojskowych Cenckiewicza, że w CAW odnaleziono teczki akt personalnych żołnierzy Zarządu II Sztabu Generalnego, które powinny być przekazane do IPN.

Informację tę Cenckiewicz rozwinął w tygodniku „Do Rzeczy”. Ujawnił, że w Centralnym Archiwum Wojskowym znalazł dokumenty dotyczące przebiegu kariery zawodowej gen. Marka Dukaczewskiego z WSI, który „jawi się niczym janczar komuny, od najmłodszych lat oddany sprawie PRL”. – Wygląda na to, że ktoś nie dopełnił obowiązków i być może będę musiał złożyć jakieś zawiadomienie do prokuratury – mówił w TV Republika. Dodał, że w kierowanej przez siebie placówce odnalazł też akta dotyczące Zdzisława Żyłowskiego (szefa Oddziału Y nadzorującego m.in. działalność dyrektora generalnego FOZZ) i Czesława Wawrzyniaka (pierwszego szefa WSI).

Niszczenie na skalę przemysłową przez „dzieci Kiszczaka”

Druga „bomba” wybuchła 22 czerwca 2018 r. Tego dnia „Wiadomości” TVP 1 podały, że pracownicy WBH odkryli, że w latach 2000–2009 „zniszczono kilkadziesiąt tysięcy dokumentów dotyczących komunistycznych organów bezpieczeństwa”. Wskazano, że ostatnie niszczenie akt miało miejsce, kiedy na czele MON stał Bogdan Klich.

Tego samego dnia Cenckiewicz na Twitterze zamieścił szereg wpisów. „To co odkryliśmy przechodzi nawet moje pojęcie. A to jeszcze nie koniec! Dzieci Kiszczaka niszczyły akta tajnych służb i LWP jeszcze niedawno. Straciliśmy setki tysięcy dokumentów, o sporym znaczeniu historycznym. Ukradli nam pamięć na zawsze! Nie ma przebaczenia za tę zbrodnię!”. Potem dodał: „Ci co udają profesjonalistów, nowoczesnych i gadają o katastrofie w MON archiwistykę wojskową doprowadzili do ruiny, rozkradli i zniszczyli akta...”. W kolejnym wpisie dodał : „Jeśli Rosjanie i ich SWR/FSB marzyliby o spektakularnej akcji niszczenia wiedzy o ich aktywach w Polsce to zrobiliby dokładnie to, czego dokonano w CAW po 1990 aż do 2009! Nie przesadzam! W sensie kierowniczym archiwa wojskowe były w rękach komuchów od 1945 r. do 2016 r.”

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Prezes IPN wspiera media związane z PiS? To nic dziwnego

Cenckiewicz ogłosił, że w archiwach wojskowych w Gdyni, Nowym Dworze Mazowieckim i Rembertowie niszczone były akta organów bezpieczeństwa państwa, chociaż powinny trafić do IPN. Miało to dotyczyć akt Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, sądów i prokuratur z okresu stalinowskiego, Głównego Zarządu Informacji, Wojskowej Służby Wewnętrznej, Zarządu II Sztabu Generalnego, szefostwa Wojsk Ochrony Pogranicza.

Wojskowe Biuro Historyczne informowało, że Cenckiewicz przekazał szefowi MON Mariuszowi Błaszczakowi „szczegółowe informacje bezprawnego niszczenia akt” oraz „złożył do prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kierownictwo i pracowników archiwów wojskowych i Centralnego Archiwum Wojskowego”. Z dnia na dzień skala zniszczeń pączkowała. W rozmowie z PAP dyrektor WBH mówił już o „milionach akt” i „przemysłowej skali ich niszczenia”, wśród bezpowrotnie zniszczonych miały być groźby kierowane pod adresem premiera Jana Olszewskiego z lat 2005–2006.

Szef WBH wyjaśnił też różnicę pomiędzy kwalifikacją archiwalną sygnowaną literą „A” i literą „B”. – Legalnie, czyli po przekwalifikowaniu materiałów o charakterze archiwalnym na materiały o charakterze niearchiwalnym, czyli z kategorii „A” na kategorię „B”, co w konsekwencji umożliwiło zniszczenie dokumentów. Tylko cały problem polega na tym, czy mieli prawo dokonać takiego przekwalifikowania i ja nie mam wątpliwości, że bardzo duża część tych materiałów, które zostały zniszczone, nigdy nie powinny być zakwalifikowane jako materiały niearchiwalne – wyjaśnił.

Pion śledczy IPN poinformował, że zajął się sprawą niszczenia akt, a Kolegium IPN, którego Cenckiewicz był członkiem wyraziło „głębokie zaniepokojenie utratą bezcennych z punktu widzenia badań naukowych i archiwalnych materiałów dotyczących działalności organów bezpieczeństwa PRL”.

Kto jest winny niszczenia dokumentów?

Już po miesiącu odnaleziono winnych, ruszyła czystka. – Przed zwalnianymi położono kserokopie trzech stron z protokołu oceny dokumentacji niearchiwalnej i zakomunikowano, że powodem zwolnienia jest zakwalifikowanie do zniszczenia dwóch teczek wytworzonych przez Wielkopolski Pułk Obrony Terytorialnej noszących tytuł: „Sprawy sądów, prokuratur, WSW i MO. Korespondencja prowadzona z organami ścigania w sprawach karnych. Wnioski o ściganie sprawców przestępstw. Odpowiedzi na wystąpienia prokuratorskie. Wyroki sądowe. Zawiadomienia o terminach rozpraw sądowych. Zawiadomienia o wszczęciu postępowania karnego. Wezwania dla ławników do uczestnictwa w rozprawach sądowych. Zawiadomienia o skierowaniu akt sprawy do sądu. Wystąpienia prokuratorskie. Zarządzenia wykonania kary. Zawiadomienia o zastosowaniu tymczasowego aresztowania”. Pierwsza teczka liczyła 440 str., druga natomiast 198 str. – wspomina Łukasz Trznadel.

Czytaj więcej

Rola rosyjskiego szpiega w likwidacji WSI. Służby prześwietlają życie Tomasza L.

Został on zwolniony z pracy, pomimo że był członkiem związków zawodowych NSZZ Pracowników Wojska przy archiwum w Oleśnicy. Podobnie zachowano się wobec Ilony Ładak, będącej członkiem związków zawodowych. Pracodawca nie uzyskał ze związków zgody na ich zwolnienie.

Z archiwum w Rembertowie zostało zwolnionych dyscyplinarnie pięć osób, jedna z Nowego Dworu Mazowieckiego, a z wojskowego archiwum w Oleśnicy kolejne cztery. Tym ostatnim pracodawca wpisał na dyscyplinarce niemal taką samą formułkę „jako członek komisji Archiwum Wojskowego w Oleśnicy, przeprowadzając ekspertyzę akt wydzielonych do brakowania w dniu 02.07.2013 r. zakwalifikował Pan do zniszczenia akta o szczególnej wartości historycznej, co doprowadziło do niepowetowanej i bezpowrotnej utraty akt o bezcennej wartości historycznej, w tym akta które (…) powinny być przekazane do Instytutu Pamięci Narodowej”.

Sprawą niszczenia akt zajęła się Żandarmeria Wojskowa.

Prokurator IPN umarza i po naciskach wraca do śledztwa

Już w 2018 r. śledztwo w sprawie niszczenia akt wszczął pion śledczy IPN. Jednak w dwa lata później wybuchła trzecia „bomba”.

Oto 2 lipca w 2020 r. korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz na Twitterze napisał: „Niebywały skandal. Pion śledczy IPN uznał, że nie ma pewności czy Zarząd II i WSW oraz zwiad WOP to ograny bezpieczeństwa i czy podlegały przekazaniu do Instytutu. Mam nadzieję, że Cenckiewicz złożył zażalenie na kuriozalne postanowienie”. W kilkanaście minut później dyrektor WBH zareagował na Twitterze: „Szokująca decyzja prokuratury IPN. Tak, będzie zażalenie”. 14 lipca 2020 r. ukazało się oświadczenie Kolegium IPN, w którym jednogłośnie opowiedziało się za przeniesieniem pionu śledczego Instytutu do struktur prokuratury krajowej. W komunikacie PAP wskazano: „że negatywna ocena pionu prokuratorskiego IPN wiąże się m.in. z umorzeniem pod koniec czerwca przez prokuratora IPN Tomasza Stadnickiego śledztwa dotyczącego niszczenia dokumentów wojskowych”.

29 lipca 2020 r. na stronie WBH pojawił się komunikat, że prokurator uwzględnił zażalenie złożone przez zastępcę prezesa IPN dr. Mateusza Szpytma oraz dyrektora WBH, w efekcie śledztwo zostało wznowione.

Szef warszawskiego oddziału pionu śledczego IPN Paweł Wierzchołowski poinformował nas, że po niemal sześciu latach od złożenia zawiadomienia, ciągle jest prowadzone w sprawie, nikomu zatem nie przedstawiono zarzutów. Co ciekawe, zawiadomienie złożone przez Cenckiewicza (siedem razy uzupełniane, w którym wymieniono 53 osoby jako potencjalnych sprawców) dotyczy „kilkudziesięciu konkretnych dokumentów”.

Czym były meldunki SB

Zwolnieni dyscyplinarnie archiwiści z Oleśnicy odwołali się do Sądu Rejonowego Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych we Wrocławiu i wygrali te sprawy. W 2021 r. sąd kazał przywrócić ich do pracy, pracodawca miał wypłacić zaległe pensje za czas pozostawienia bez pracy oraz odszkodowanie „za bezzasadne i dokonane z naruszeniem przepisów prawa pracy rozwiązanie umowy o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia”. Uznał m.in., że dyrektor Archiwum Wojskowym w Oleśnicy „w sposób rażący naruszył przepisy prawa pracy, rozwiązując bez zachowania okresu wypowiedzenia z winy pracownika, bez zgody Zarządu Zakładowego NSZZ Pracowników Wojska przy Archiwum Wojskowym w Oleśnicy”. Znamiennym jest to, że postępowania przed sądem nie potwierdziły, aby byli sprawcami „ciężkich naruszeń podstawowych obowiązków pracowniczych”. Takie same wyroki zapadły w 2022 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Pragi-Południe wobec kilku byłych pracowników Centralnego Archiwum Wojskowego. 

Co ciekawe, z dokumentów, które trafiły do sądu wynikało, że archiwiści z Oleśnicy mieli zdecydować o zniszczeniu dokumentów niearchiwalnych kategorii „B” m.in. spraw żołnierzy służby zasadniczej, listy poborowych wcielonych do jednostek, korespondencji prowadzonej z organami ścigania w sprawach karnych z 1988 r. a także z 1989 r., asygnat służby mundurowej za 1988 r. w 18. Dywizjonie Artylerii w Kostrzynie.

– Dyscyplinarka zamknęła nam możliwość pracy w archiwach, to był wilczy bilet – mówi Ilona Ładak, zwolniona z archiwum w Oleśnicy.

Z naszych informacji wynika, że tylko jedna osoba zdecydowała się na powrót do pracy w archiwach wojskowych.

Sąd: nikt nie ukrywał dokumentów

29 czerwca 2018 r. prokurator IPN w Warszawie skierował do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko byłemu dyrektorowi Departamentu Kadr MON gen. dyw. w st. spoczynku Andrzejowi Wasilewskiemu oraz byłemu dyrektorowi Centralnego Archiwum Wojskowego dr. Czesławowi A. Żakowi. Zarzucono im, że od 15 maja 2012 r. do 4 stycznia 2016 r. mieli uchylać się od przekazania do zasobu archiwalnego IPN akt wytworzonych przez byłe wojskowe organy bezpieczeństwa państwa.

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem z 9 grudnia 2020 r. uniewinnił ich i uznał, że mieli tytuł prawny do posiadania tych dokumentów, to wynikało z przepisów resortowych. Z sentencji wyroku wynika, że po 2007 r. CAW przekazywało teczki do IPN tylko na wniosek instytutu. Wcześniej przeglądu i selekcji akt dokonali pracownicy instytutu. Nie zwrócili się jednak do MON o przekazanie do swoich zasobów teczek akt personalnych np. Marka Dukaczewskiego. Były dyrektor CAW w sądzie stwierdził, że akta Dukaczewskiego nie były ukrywane, bo Cenckiewicz odnalazł je, korzystając po prostu z prowadzonej w CAW oficjalnej ewidencji teczek akt personalnych.

„Sam autor wspomnianego artykułu zeznał, że pisząc o ukrywaniu akt w prasie miał na myśli to że Centralne Archiwum Wojskowe było faktycznie zamknięte dla badaczy” – stwierdził w uzasadnieniu sąd.

W wyniku apelacji prokuratury IPN sprawę zbadał Sąd Najwyższy, który 26 lipca 2021 utrzymał w mocy wyrok sądu okręgowego. W odpowiedzi szef pionu śledczego IPN 2 listopada 2021 r. wniósł do Izby Karnej Sądu Najwyższego o kasację powyższego wyroku, która 24 lutego 2022 r. została przez Sąd Najwyższy odrzucona.

– Przykre jest to, że „obsypany” tytułami naukowymi autor wypowiedzi, nie rozróżnia niszczenia z premedytacją, od zaplanowanego, komisyjnego brakowania. Tą „tajemną” wiedzą może pochwalić się początkujący student archiwistyki – uważa Czesław A. Żak, były dyrektor CAW.

Co zniszczono w wojskowych archiwach?

12 grudnia 2018 r. w trakcie „#TWEETUPREPUBLIKA” Cenckiewicz zapowiedział, że przygotowuje raport na temat niszczenia dokumentów. „Myślę, że na początku przyszłego roku się taka publikacja ukaże. Myślę, że będzie interesująca” – powiedział.

Do dzisiaj jednak takie opracowanie nie zostało opublikowane. Nie wiadomo zatem, co rzeczywiście „zniszczono” w wojskowych archiwach.

Dr Łukasz Cięgotura, obecny dyrektor WBH, bliski współpracownik prof. Sławomira Cenckiewicza, informuje nas, że prace nad takim raportem będą kontynuowane „do zakończenia śledztwa prokuratury”.

– Zgodnie z przekazem medialnym zwolnieni archiwiści brali udział w brawurowej grze operacyjnej komunistycznych tajnych służb i to 30 lat po upadku żelaznej kurtyny. W związku z insynuacjami o związki ze służbami PRL warto podać wiek zwolnionych oleśnickich archiwistów. W 1989 r. dwójka z nich liczyła po cztery lata, trzeci sześć lat, a najstarszy z nich miał 11 lat – mówi Łukasz Trznadel.

Prof. Sławomir Cenckiewicz nie znalazł czasu, aby odpowiedzieć na nasze pytania, tłumacząc to sprawami osobistymi. Odesłał nas do prokuratury IPN i swojego następcy na stanowisku szefa WBH, który stał na czele „audytu dotyczącego olbrzymich zniszczeń” – napisał w esemesie.

W 2018 roku „bomba” wybuchła dwa razy. Na początku lutego prof. Sławomir Cenckiewicz, ówczesny szef Wojskowego Biura Historycznego, ogłosił, że odnalazł w archiwum, którego był dyrektorem „ukryte” teczki osobowe byłych oficerów WSI.

Ale już 29 stycznia 2016 r. na stronie MON pojawił się komunikat sygnowany przez Bartłomieja Misiewicza, który podał, że minister Macierewicz został zawiadomiony przez pełnomocnika ds. reformy archiwów wojskowych Cenckiewicza, że w CAW odnaleziono teczki akt personalnych żołnierzy Zarządu II Sztabu Generalnego, które powinny być przekazane do IPN.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Polityka
Sławomir Cenckiewicz żegna się z wojskiem
Polityka
Podwójna rola Sławomira Cenckiewicza. Pracownik MSZ ujawnia materiały resortu
Historia
Cenckiewicz o gen. Janiszewskim: Zła wola prokuratorów IPN
Wymiar sprawiedliwości
Sąd nie zbadał, jak działa Pegasus. Oparł się na doniesieniach medialnych
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2024 - trendy i wyzwania
granica
Ukraińska soja wysypana z wagonu w Dorohusku. Policja potwierdza
Polska-Ukraina
Ukraiński rzepak wysypany na tory w Dorohusku. Minister ostrzega: Bezkarne zbrodnie zawsze wracają