To przez telefon Michała D. – wysokiego urzędnika warszawskiego ratusza, byłego szefa stołecznej policji, którego rozpracowywało CBA, natrafiono dwa lata temu na sprawę esemesów prok. Ewy Wrzosek i podpięto ją pod kontrolę operacyjną. „Rzeczpospolita” odsłania kulisy sprawy, za którą szczecińska prokuratura chce zabrać jej immunitet i oskarżyć o ujawnienie tajemnicy śledztwa.

Wiedza z telefonu Michała D.

„Sprawa Wrzosek” to odprysk wielowątkowego śledztwa dotyczącego „afery polickiej” – chodzi o przekroczenie uprawnień przez byłych członków zarządu Zakładów Chemicznych Police (należą do Grupy Azoty) przy zakupie akcji senegalskiej spółki. Zarzuty ma już 26 osób.

Czytaj więcej

Prokurator Ewa Wrzosek zawieszona na pół roku

W efekcie szeroko zakrojonej kontroli operacyjnej (podsłuchów) natrafiono także na wątek korupcyjny. Ponad dwa lata temu funkcjonariusze CBA przeszukali kilka adresów w Warszawie i Poznaniu. Weszli także m.in. do byłego funkcjonariusza ABW, ekspolicjanta i przedsiębiorcy, a także do dyrektora Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy Michała D. – zabrano mu telefon.

Prokuratura twierdzi, że kiedy D. się zorientował, że w ratuszu jest CBA, usiłował wykasować zawartość telefonu, co uchwyciły tamtejsze kamery monitoringu.

Prok. Marcin Lorenc, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, potwierdza „Rzeczpospolitej": – Sytuacja dotycząca próby zniszczenia danych miała miejsce w październiku 2020 roku, wtedy telefon Michała D. został zabezpieczony.

To esemesy w telefonie D. z czerwca 2020 r. naprowadziły śledczych na trop jego bliskiej znajomej Ewy Wrzosek i jej koleżanki, Małgorzaty M., wiceszefowej prokuratury rejonowej na warszawskim Żoliborzu. D. prosił Wrzosek, by się dowiedziała, co wykryto w krwi sprawcy głośnego wtedy wypadku autobusu na moście Grota-Roweckiego (prowadził po narkotykach). Był to czas gorącej kampanii prezydenckiej, w której przeciwko Andrzejowi Dudzie stanął prezydent stolicy Rafał Trzaskowski.

Według prokuratury prok. Wrzosek zdobyła te informacje u Małgorzaty M. i przekazała je D. Udostępnianie osobom trzecim wiedzy z toczących się postępowań jest karalne, stąd zamiar postawienia obu śledczym zarzutów (gdy Sąd Najwyższy uchyli im immunitety).

Już w październiku 2020 r. prokuratorzy znali treść esemesów między Michałem D. a Ewą Wrzosek. Czy wtedy wystąpili o kontrolę operacyjną, która także ją objęła? – nie zdradzają. Taktyka śledztwa na to wskazuje.

Czytaj więcej

Wojciech Tumidalski: Cień pegasusa, smak owoców z zatrutego drzewa

Bohaterka mediów

Rok temu prok. Wrzosek ujawniła, że jej telefon był inwigilowany systemem Pegasus – co jak ustalił Citizen Lab miało miejsce sześciokrotnie – w okresie od czerwca do września 2021 r. Wrzosek sugerowała, że to przez śledztwo w sprawie tzw. wyborów kopertowych. Jednak nie zgadzają się daty – bo to śledztwo wszczęto i umorzono w kwietniu 2020 r. – a domniemana inwigilacja Pegasusem miała miejsce ponad rok później.

Kiedy pytaliśmy o to Prokuraturę Krajową w marcu br. uzyskaliśmy jedynie informacje, że wobec prok. Wrzosek „prowadzone są cztery sprawy dyscyplinarne. Trzy znajdują się na etapie postępowania przed właściwym sądem dyscyplinarnym”. Dotyczą „bezczynności w nadzorowanych postępowaniach, uchybienia godności urzędu, a także niezłożenia oświadczenia wymaganego przepisami ustawy – Prawo o prokuraturze”. Kontroli operacyjnej do takich spraw założyć nie można.

Czytaj więcej

Niezależni prokuratorzy chcą wyjaśnień od Ewy Wrzosek

Czy Pegasus mógł być zastosowany do śledztwa szczecińskiej prokuratury, by odczytać korespondencję z Michałem D.? To sugeruje sama Wrzosek, która zaprzecza, by wysyłała do niego esemesy, i (w rozmowie z TVN 24) twierdzi, że Pegasus potrafi przejąć kontrolę nad telefonem. Ale jak ustaliliśmy, prokuratura ma opinie biegłych wykluczające ingerencję w treść esemesów. Znajdują się one w materiałach niejawnych (stenogramach z podsłuchów) złożonych do Sądu Najwyższego wraz z wnioskiem o uchylenie prokuratorkom immunitetu.

W sprawie zastanawiające jest to, dlaczego szczecińska prokuratura czekała aż dwa lata, skoro materiały miała już w jesienią 2020 r.?

Prok. Lorenc tłumaczy nam, że tak długo rozpracowywano ten wątek, a esemesy to tylko jedne z dowodów. – Jesteśmy pewni co do autentyczności wpisów. Każdy ślad elektroniczny pozostawia swoje miejsce w dwóch źródłach, i to zostało zweryfikowane na wszelkie sposoby również po to, żeby uniknąć ewentualnych zarzutów o manipulację. Materiał badali biegli, jest autentyczny – podkreśla prok. Lorenc. I dodaje: – Prokuratura ma świadomość, że gdyby o się kazało, że wiadomości, które przesyłała pani prokurator, były w jakikolwiek sposób zmanipulowane, to byłby ogromny blamaż prokuratury i oznaczałby konieczność wypłaty odszkodowań, procesy – zaznacza prokurator Lorenc.