– Mam wrażenie, że tej kampanii prawie nie ma. Za to jest brak koordynacji, wszystko trzeba załatwiać samemu – denerwuje się kandydat startujący z pierwszego miejsca na jednej z list PO.
Zdaniem polityków tej partii krajowy sztab wyborczy nie do końca panuje nad sytuacją.
Centrala decyduje o spotach ogólnopolskich, wzorze plakatu kandydatów, terminach i miejscach spotkań wyborczych, a przede wszystkim koordynuje kampanię. Reszta należy do sztabów regionalnych.
– Gdyby nie moi współpracownicy, nie przygotowalibyśmy konwencji wyborczej w regionie. Mimo że mieli w niej uczestniczyć sam premier i ministrowie – irytuje się inny polityk PO. Dlaczego nie skorzystał z pomocy sztabu centralnego? – Nie wiadomo, z kim się kontaktować, nie ma obiegu informacji – mówi.
Inny kandydat przyznaje: – Sztab centralny mógłby bardziej się angażować w przygotowanie regionalnych konwencji wyborczych.
Europoseł z Wielkopolski Filip Kaczmarek jest jednak bardziej wyrozumiały: – Mogę zrozumieć, że ktoś miał większe oczekiwania i jest zawiedziony. Ale uważam, że sztab wyborczy funkcjonuje w miarę dobrze.
– Posłowie mają po części rację, krytykując sztab, ale wielu naszych kandydatów najchętniej nie robiłoby nic, tylko czekało, aż partia załatwi im kampanię, a oni zdobędą mandat – uważa polityk z otoczenia Donalda Tuska.
W Platformie odpowiedzialny za kampanię jest jej koordynator Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący Klubu PO.
– Jest zapracowany w Sejmie, nie miał wcześniej doświadczenia w kierowaniu kampanią, a funkcję objął w ostatniej chwili, bo władze chciały mieć na tym stanowisku kogoś sprawdzonego – usprawiedliwia go polityk z władz Platformy.
Sam Dolniak zdecydowanie odpiera zarzuty: – Nie można powiedzieć, że sztab krajowy nie dba o konwencje regionalne, prawie na każdej z nich będzie premier, bywa marszałek Sejmu lub ministrowie – mówi. Jego zdaniem zawsze da się słyszeć z regionu głos o wsparcie przez centralę. – Ale przyjęliśmy zasadę, by oszczędnie gospodarować środkami – podkreśla.
Nie godzi się też z zarzutem złej komunikacji. – W regionach są pełnomocnicy zajmujący się tymi samymi sprawami, co w centrali, i mamy z nimi stały kontakt – przekonuje.
Szefem kampanii Dolniak został po dwóch nieudanych próbach obsadzenia tego stanowiska. Najpierw zrezygnował Paweł Graś, gdy został rzecznikiem rządu, a potem senator Tomasz Misiak. Ten musiał odejść z partii, kiedy media napisały o podejrzeniu konfliktu interesów między jego działalnością biznesową i polityczną.