Dziennikarze portali Wirtualna Polska i money.pl twierdzą, że dotarli do byłej pracowniczki kancelarii Romana Giertycha, na którą w Liechtensteinie zarejestrowano podmiot. Za jego pośrednictwem – według doniesień medialnych – przelano niemal milion zł do spółki należącej do polityka. Jak wskazano, wspólniczką w tej strukturze była Rosjanka posiadająca francuski paszport, zajmująca się obsługą rosyjskich interesów w rajach podatkowych. Terminy oraz wysokości przelewów pokrywają się z danymi znanymi z akt sprawy Polnordu. Mimo to prokuratura nie przesłuchała tych kobiet ani nie zwróciła się o dokumentację dotyczącą spółki z Liechtensteinu, a zarzuty wobec Giertycha zostały umorzone bez dokładnego zbadania tych wątków – podkreślono. 

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się już Roman Giertych, który rozważa pozwanie autorów artykułu. 

Czytaj więcej

WP i money.pl: Pieniądze z Liechtensteinu miały trafiać do kancelarii Giertycha

Roman Giertych o doniesieniach Wirtualnej Polski i money.pl: Po raz kolejny moja rodzina została zaatakowana

„Koniec sprawy Polnordu, a tutaj nadal Jadczak pluje” – napisał Roman Giertych w serwisie X, odnosząc się do jednego z autorów artykułu opublikowanego przez Wirtualną Polskę i money.pl.

„Dzisiaj o poranku spotkały mnie dwie informacje. Jedna, na którą czekałem lat kilkanaście, czyli zakończenie sporu pomiędzy Polnordem, a miastem stołecznym Warszawa, które wreszcie zapłaciło za budowę infrastruktury deszczowej i wodno-kanalizacyjnej pod miasteczkiem Wilanów. To wiadomość, która kończy de facto postępowania karne wobec pana Ryszarda Krauze i innych, w tym moich ówczesnych współpracowników. To bardzo dobra wiadomość” – wskazał Giertych. „Jednocześnie jednak po raz kolejny moja rodzina została zaatakowana. Redakcja, która do dzisiaj nie wytłumaczyła się z pobierania pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości za teksty Krzysztofa Suwarta posunęła się do najbardziej obrzydliwego ataku jaki widziałem” – dodał, zaznaczając, że „tekst jest pełen insynuacji, kłamstw i półprawd”. „Myślę, że ostrość tego ataku wynika z tego, że do Holdingu WP przesłałem w zeszłym tygodniu pytania dotyczące przyczyn tego jak to się stało, że w maju 2025 r. akcje firmy kosztowały ponad 100 zł, a w marcu 2026 już tylko 47 zł, a w tym czasie firma, nie informując giełdy, negocjowała setki milionów kredytu na … wykup akcjonariuszy. Do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi na wysłane i opublikowane pytania. Zobaczymy jak tę sprawę rozpozna  KNF” – zaznaczył polityk. 

„Jeżeli chodzi o meritum artykułu, to teza jest taka, że pieniądze wyprowadzone rzekomo z Polnordu (to wyprowadzenie miało polegać na tym, że Polnord zapłacił do Prokomu za wierzytelności, które miało wykupić i jak się teraz okazuje wykupiło miasto Warszawa, ale tego pan Jadczak nie sprawdził, bo po co  wykonać telefon do miasta). Tak więc te rzekomo wyprowadzone pieniądze zdaniem pana Jadczaka prawdopodobnie zostały wpłacone na konto … mojej żony. Wprawdzie pan Jadczak nie przedstawia żadnych dowodów na te okoliczności, ale to tylko i wyłącznie z powodu utrudnień w otrzymaniu takich dowodów” – zauważył Roman Giertych.

„Jako przyczynę utrudnień wskazuje to, że moja żona założyła 15 lat temu spółkę w Liechtensteinie. Spółka nazywała się Utriusque Iuris i miała zajmować się działalnością arbitraży małżeńskich. Wprawdzie spółka po dwóch latach została zlikwidowana, bo zbudowanie infrastruktury sądu arbitrażowego okazało się za drogie, ale pan Jadczak czujnym okiem zauważa w artykule, że jeszcze dwa lata po likwidacji spółki w naszych prywatnych przelewach bankowych, które prześledził, znajdują się przelewy o nazwie Utriusque Iuris. Nie zauważył nasz śledczy jednak, że taką samą nazwę co spółka miała działalność gospodarcza mojej żony. Opisuje on przelewy za jej pracę od klientów w sprawach małżeńskich i gospodarczych. Tym samym nasz znakomity prawie laureat Grand Press po pierwsze, nie sprawdził, jak skończyły się procesy Polnordu, a  po drugie nie sprawdził, że działalność gospodarcza Basi i jej spółka nazywały się tak samo. Spółka Basi w Liechtensteinie została założona w 2011 i zakończyła żywot w 2013. Przyniosła straty. Straciła ona na tym około 30 proc. zainwestowanych pieniędzy. Koszty funkcjonowania, a szczególnie koszty prawne budowy infrastruktury sądu arbitrażowego, ją po prostu przerosły. Pomysł nie wypalił. Spółka została założona przez firmę prawniczą, która zgodnie z prawem księstwa ją też prowadziła i łączenie nas z inną działalnością tych prawników to absurd i zwykła insynuacja. Teza, że spółka miała ukrywać fakt, że jest Basi własnością, jest absurdalna w świetle tego, że nazywała się tak samo jak jej działalność gospodarcza w Polsce. Bardzo oryginalny sposób kamuflowania się.  Zarówno ja, jak i moja żona, byliśmy 15 lat temu osobami prywatnymi, a nasze kancelarie nie prowadziły żadnych spraw podmiotów publicznych. Nic więc komu do tego, jak traciliśmy nasze pieniądze. Wszystkie nasze dochody zawsze opodatkowywaliśmy tylko w Polsce” – wyjaśnił polityk.

Zdaniem Giertycha, „to, co w artykule jest ciekawe, to jedynie fakt, że Holding WP naraża siebie i swoich dziennikarzy na odpowiedzialność za naruszenie tajemnicy bankowej i adwokackiej”. „Widać, że sprawa pytań o manipulacje kursami ich zabolała. Będę to drążył” – dodał prawnik i polityk. 

Czytaj więcej

Niespodziewany zwrot w sprawie karnej Romana Giertycha

Roman Giertych prosi internautów o radę. Chodzi o reakcję na tekst dziennikarza Wirtualnej Polski

Roman Giertych w mediach społecznościowych zastanawia się także, czy powinien pozwać Szymona Jadczaka – dziennikarza Wirtualnej Polski – cywilnie czy oskarżyć go karnie.  

„Mam pozwać Jadczaka za jego kłamstwa i naruszenie tajemnicy bankowej cywilnie o przeprosiny i kasę czy złożyć prywatny akt oskarżenia żądając, aby sprzątał ulice, a jak tego nie zrobi, to jak Borowski szedł siedzieć na pół roku? To Państwo w tym sondażu przesądzicie. Wynik o 18” – napisał polityk, zachęcając użytkowników mediów społecznościowych do głosowania w internetowej ankiecie. 

„Ponoć pan Jadczak wydzwania po znajomych prosząc o głosowanie w tej sondzie (ustalenie to jest tak samo wiarygodne jak tekst Jadczaka o mnie). Nie udało mi się jednak ustalić, co on woli. Może zapytajcie go państwo, czy woli być oskarżonym czy pozwanym?” – podkreślił Roman Giertych w kolejnym wpisie.