Reklama

Wielkie słowa w polskim Sejmie

Ówczesny premier Ignacy Paderewski mówi jakże piękną polszczyzną...

Publikacja: 10.11.2010 06:13

W odbudowywanym i scalanym po tylu latach niewoli państwie autorytet Ignacego Paderewskiego, który w

W odbudowywanym i scalanym po tylu latach niewoli państwie autorytet Ignacego Paderewskiego, który w 1919 roku pełnił funkcję szefa rządu, odgrywal rolę nieocenioną

Foto: NAC

Oto trzy przemówienia sejmowe o kapitalnym znaczeniu dla zrozumienia dziejowego momentu odzyskiwania niepodległości przez Polskę po I wojnie światowej, budowy państwa i jego obrony. Ich obszerne fragmenty publikujemy nie tylko z tego względu, ale również dlatego, że zostały niemal całkowicie zapomniane. W pierwszym ówczesny premier Ignacy Paderewski mówi (prosimy zwrócić uwagę, jak piękną polszczyzną!) o dokonaniach Polaków w ciągu roku po ogłoszeniu suwerenności. W drugim marszałek Sejmu nawiązuje do rocznicy 3 Maja, która zbiega się z sukcesami polskimi na froncie kijowskim. W trzecim – kolejny premier Wincenty Witos czci zwycięstwo nad bolszewikami i ocalenie Ojczyzny.

[srodtytul]Polska tylko rządem stać będzie[/srodtytul]

Przemówienie premiera Ignacego Paderewskiego podczas posiedzenia Sejmu Ustawodawczego 12 listopada 1919 roku, w pierwszą rocznicę odzyskania niepodległości

(...) Gdyśmy obejmowali władzę, na wszystkich krańcach Polski toczyła się wojna, a w Paryżu układał się pokój. Troszcząc się najusilniej o zaspokojenie najpilniejszych potrzeb ludności, rząd musiał przede wszystkim zwrócić uwagę na rzecz najważniejszą, a rzeczą najważniejszą są granice. Staraliśmy się o ich ustalenie na zachodzie. Rozmawialiśmy i rozmawiamy, gdzie rozmawiać można, biliśmy się i bijemy tam, gdzie bić się trzeba. (Głos na lewicy: To nie przeszkadza reformie rolnej).

Program nasz zawierał się więc w czterech wyrazach: wygrać pokój, wygrać wojnę. (Huczne brawa).

Reklama
Reklama

Proszę Panów, u nas dziś jeszcze mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Polska prowadzi wojnę, i to wojnę, która w stosunku do naszych środków materialnych jest bodajże straszniejsza aniżeli ostatnia wojna Francji z Niemcami. (P. Czapiński: Tym bardziej trzeba skończyć ją prędzej).

Mało kto doprawdy u nas rozumie, że tam na tym długim północno-wschodnim froncie leje się krew nasza, sączy się energia narodu, topnieje lwia część skromnych zasobów państwa, że tam zużywają się codziennie cenne polskie siły! Czyż w takich warunkach może być mowa o twórczej gospodarczej pracy?

Myśmy program mieli. Czyśmy go wykonali? Bądźmy szczerzy. Spojrzyjmy dokoła, spojrzyjmy w samych siebie. Jesteśmy już dzisiaj w obliczu świata całego wielkim wolnym narodem. Jesteśmy uznanym niepodległym państwem, jednym z większych w Europie. Wielkie mocarstwa przyjęły nas do swojego grona i utrzymują z nami przyjazne stosunki.

[wyimek]Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Polska prowadzi wojnę, i to wojnę, która jest bodajże straszniejsza aniżeli ostatnia wojna Francji z Niemcami[/wyimek]

Na konferencji pokojowej odnieśliśmy zwycięstwo, świetne zwycięstwo. Bo jeśli nawet nie otrzymaliśmy wszystkiego, czego pragniemy i pragnąć mieliśmy prawo, tośmy otrzymali wiele, bardzo wiele.

Od zachodniej strony ustała już walka, ustała zupełnie i mamy tam już teoretycznie utrwalone granice. Plebiscyt ich nie zmniejszy, a raczej rozszerzy znacznie. (ks. Okoń: Bez Gdańska nie ma Polski!).

Reklama
Reklama

Z odwieczną ziemią Mieszków i Bolesławów jesteśmy nareszcie złączeni. Mamy własny brzeg morza (Głos na lewicy: Gdzie? Pod cudzą opieką), a przez port gdański wolną i wielką drogę dla stosunków z całym cywilizowanym światem. (Wrzawa na lewicy).

Proszę Panów, niejeden to lekceważy, niejeden o tym milczy tak, jakby mu to było nie na rękę. Ale mniejsza o to. Znaczenia, doniosłości faktu to nie zmieni. Nasze zjednoczenie z byłym zaborem pruskim, jako część cudownego wskrzeszenia Polski, pozostanie na zawsze jednym z największych wydarzeń w dziejach świata. Lwów nasz ukochany nie jest już w niebezpieczeństwie. (Głos: Nie wiadomo). Galicji, prócz tymczasowego jej sprawy rozwiązania, nic obecnie nie grozi. Na północnym wschodzie Naczelnik Państwa i armia nasza wielkie triumfy święcą. Wilno, Mińsk wolne już od wroga. Wojsko polskie oparło się o Berezynę, o Dyneburg, o Dźwinę. Sejm dał pieniądze, Sejm dał żołnierza, żołnierz dał męstwo i krew swoją, Naczelnik Państwa dał myśl twórczą i wykonawczą siłę. Naczelnikowi Państwa nie tylko za zwycięstwo, lecz za wskrzeszenie Wszechnicy Wileńskiej głęboką wdzięczność jesteśmy wszyscy winni. (Brawa i oklaski).

Pracując w tych warunkach, rząd starał się nie zaniedbać żadnej dziedziny gospodarki kraju, chociaż trudności finansowe były wprost nieprzezwyciężone. Wielkiej pożyczki zagranicznej, która by pozwoliła na puszczenie w ruch tej całej maszyny państwowej, nie można było [zaciągnąć]. Z tego to powodu, panowie, wszystkie wielkie syndykaty bankierskie na świecie całym pożyczki odmawiają. [...] Przychodzą do mnie ludzie i powiadają jedni, że Polska „lewieje”, drudzy, że Polska „prawieje”. (Wesołość). Za te dwa świeżo ukute czasowniki, za te neologizmy lingwistyczno- polityczne nie ponoszę odpowiedzialności.

Mają one podobno oznaczać, że Polska idzie na lewo albo też na prawo. Otóż, proszę Panów, tak nie jest. Polska nie idzie ani na lewo, ani na prawo. (P. Czapiński: Stoi na miejscu). Gdyby poszła konsekwentnie w jednym lub drugim kierunku i doszła do ostatecznych granic, toby się znalazła albo w rowie reakcji, albo w kałuży anarchii. (Huczne brawa i oklaski). Polska nie idzie ani na lewo, ani na prawo, Polska idzie naprzód, ale prosto, prosto. (Huczne brawa).

Zagarniając skwapliwie z lewa i z prawa wszystko, co jest zdolne do twórczego, rzeczywiście społecznego trudu, rozszerzając coraz bardziej drogę postępu, ubijając coraz staranniej bezpieczny narodowy gościniec! (Brawo). Ta myśl polityczna przed wiekami już tkwiła w wielkich umysłach naszych statystów i chociaż w świetnych błyskach powoli rozwijała się w narodzie. Dopiero w drugiej połowie tego poniewieranego, pogardzonego XVIII stulecia wypowiedziała się ona jasno i poniekąd nawet przyoblekła w pewną formę programu, kiedy to najszlachetniejsi w narodzie na lat dziesiątki przed rewolucją francuską rozpoczęli już dobrowolnie reformę rolną, kiedy to nasza reforma sądownicza na lat 20 przed francuską zniosła ohydne męki, obaliła tortury ku chlubie naszego narodu; kiedy to zakładały się na Litwie i w Koronie ogromne fabryki sukna, kortu, szkła, fajansu, porcelany, kiedy powstała chluba i duma nasza, Komisja Edukacyjna, pierwsze na świecie Ministerium Oświaty, kiedy to wreszcie rozwinął się w barwach prześwietnych ten kwiat programu najpiękniejszy – Konstytucja 3 maja.

Była wówczas Polska mimo swoich nieszczęść i klęsk przodowniczką postępu dla wszystkich narodów i byłaby dziś Polska na czele wszystkich państw i narodów, jako kraj najwzorowiej i najsprawiedliwiej zagospodarowany, gdyby nie potworna zbrodnia rozbiorów.

Reklama
Reklama

Dzisiaj, po długim śnie udręczenia, po długiej przerwie ta myśl polityczna powraca już wzmożona, rozszerzona, wzbogacona doświadczeniem drugich, coraz bardziej rozszerzająca swoje kręgi, coraz to większe ogarniająca liczby. Polska nie chce awantury: Polska nie chce rewolucji, nie chce też reakcji. (Brawo). Polska chce ładu, porządku i prawa. Polska chce być zdrową, silną i czystą. Polska chce ewolucyjnego rozwoju i postępu. Polska idzie naprzód, ale chce iść prosto. (Oklaski).

Jaki wobec tego będzie program rządu, zapytacie panowie? Ja programu ani własnego, ani rządowego nie przedstawię. Jako kierownik rządu o charakterze urzędniczym powinienem przede wszystkim powiedzieć, jakie są najpilniejsze potrzeby państwa, i wskazać, jakie są, zdaniem moim, najgłówniejsze zadania, których rząd polski podjąć się powinien. (Głos: To jest właśnie program!).

[...] Wojna znieprawiła niemało umysłów, spaczyła niemało dusz, spodliła serc niemało. Na pobojowiskach zjawiły się hieny i szakale, u nas nazwano je (Głosy: Żydami!) paskarzami. (Brawa, głosy: Słusznie. To są Żydzi). Nie mówię tu o żadnej mniejszości narodowej, mówię o wszystkich obywatelach Polski (Wesołość), o tych, co to korzystają z pełni praw obywatelskich, a są zbrodniarzami. Bo zbrodniarzami są ci wszyscy, którzy gromadzą olbrzymie zapasy żywności, by je później sprzedać biedakom pięć, sześć, dziesięć razy drożej.

Bo zbrodniarzami są ludzie, którzy doprowadzili do tego, że dziś w Warszawie funt cukru kosztuje 20 marek, kiedy go z Amsterdamu można sprowadzić nieskończoną ilość po 5 marek. (Poruszenie, okrzyki: Dlaczego się nie sprowadza?). Bo zbrodniarzami są ci, co wywożą jaja, masło, tłuszcze, skóry za granicę, podczas kiedy ludność cierpi głód, a żołnierz bez butów chodzi. Bo zbrodniarzami są wszyscy ci, co z głodu ludzkiego tworzą majątki, co na cierpieniu ludzkim budują swe występne szczęście (Głosy: Kara śmierci na nich). Grzywną ich karać to urągowisko sprawiedliwości. Złapany na gorącym uczynku taki złoczyńca, który wczoraj gromadził mąkę, chleb, jaja, masło, tłuszcze, skórę, zapłaci te marne 50 czy 100 tysięcy marek, zaśmieje się w kułak i jutro zacznie gromadzić węgiel, naftę, drzewo, ażeby zarobić nowe miliony. (Głosy: Co rząd zrobił do tej pory? Założył Puzapp [Państwowy Urząd Zakupu Artykułów Pierwszej Potrzeby]!) [...]

[...] Sejm jest suwerenny, dzierży najwyższą ustawodawczą władzę, mocen jest zmienić wszystko w rządzie, ale dopiero po jego obaleniu. Rząd zaś jest odpowiedzialny i ze względu na tę odpowiedzialność musi mieć istotną, niepodzielną, wykonawczą władzę. Bez tego praca Wysokiego Sejmu stanie się bezpłodną, a wszelkie rządu wysiłki będą bezowocne. Moja osoba jest tu bez znaczenia i nie gra żadnej roli. Ja nie sięgałem po władzę, ja nie przybyłem tutaj po władzę ani po majątek, ja nie łaknąłem zaszczytów i nie łaknę ich wcale. (Głosy: Wiemy o tym). Ja przyszedłem tutaj pracować dla Ojczyzny. (Brawa i oklaski).

Reklama
Reklama

Pracowałem już wiele, pracować chcę i mogę, jednak tylko na tych warunkach, na jakich dziś kraj tego wymaga. (Brawa). A kraj cały wymaga, ażeby rząd był rządzącym, nie zaś rządzonym. (Głosy: Słusznie). A kraj wymaga, ażeby rząd nie lękał się żadnego terroru (Brawa i oklaski), ażeby nie działał trwożliwie niepewnie, jak gdyby przy bladych blaskach piwnicznych kaganków, kraj wymaga, ażeby rząd polski sprawował władzę śmiało, mężnie, sprawiedliwie w blasku jasnym słońca. (Brawa).

Gmach Państwa Polskiego wzniesiony już wysoko. Polska już stoi i tylko rządem stać będzie. Skończyłem. (Długotrwałe, huczne oklaski).

[srodtytul]Orły nasze niosą błogosławieństwo pokoju... [/srodtytul]

Przemówienie marszałka Sejmu Wojciecha Trąmpczyńskiego 4 maja 1920 roku

(...) Z wczorajszą rocznicą promiennego aktu, jaki Polska, chyląca się ku upadkowi, przekazała jako testament następnym pokoleniom, zbiegła się chwila, w której sprawdza się wizja Mickiewiczowska, chwila, gdy orły nasze lotem błyskawicy spoczną na dawnej Chrobrego granicy.

Reklama
Reklama

Orły nasze niosą dziś ludności, zamieszkującej Wołyń, Podole i Kijowszczyznę, porządek i wolność, niosą błogosławieństwo pokoju, niosą tej ludności możliwość spokojnej pracy i pewność, że nikt jej owoców pracy nie zagrabi. Jeśli z powodu występów wojsk naszych posądzają nas o zaborczość, to zapewnić możemy, że nie mielibyśmy sumienia poświęcać krew chociażby jednego żołnierza polskiego na to, aby się mieszać do wewnętrznych stosunków sąsiedzkich narodów lub aby gwałtem przyłączyć do Rzeczypospolitej Polskiej choćby jeden powiat, którego ludność w swej większości do niej należeć nie chce. (Brawa).

Prowadząc narzuconą nam wojnę, walczymy w pierwszym rzędzie o to, aby nadal nie ciążyła nad nami ciągła zmora nowej wojny, zmora paraliżująca naszą pracę. Winniśmy się zatem postarać o takie strategiczne granice, które by nową wojnę robiły nieprawdopodobną.(...) Nie próżność narodowa, której pochlebiają wawrzyny wojenne zwycięskiej armii, ale zdrowy zmysł polityczny wskazuje nam, jako najlepszą gwarancję pokoju, wywołane dziś przekonanie, że wojna wszczęta z Rzecząpospolitą Polską, że napaść na Polskę nie skończy się prostym spacerem. Jeden z historyków niemieckich, roztrząsając różne zdania o powodach niepowodzenia reformy 3 Maja i następnego upadku państwowości polskiej, zakończył dość uczciwie słowami: „Polska upadła, bo była słaba, gdy jej sąsiedzi byli silni”. Zróbmy więc Polskę silną!

Sejm nasz jest bezpośrednim prawie następcą Wielkiego Sejmu, ma te same zadania, choć dzięki szczęśliwemu losowi nie tak wielkie trudności. I nasz Sejm ma powołanie do wypracowania konstytucji, która na wiele pokoleń ma być podstawą naszego bytu państwowego. Ogromne zadanie wymaga od naszego Sejmu niebywałej w dziejach parlamentów pracowitości, ale tej pracowitości w naszych warunkach kraj słusznie domagać się może. (Potakiwania). Obok troski o losy konstytucji naszej nie zapominajmy jednak i o nauce, jaką nam dała historia Sejmu Czteroletniego. Kalinka, dziejopis tego Sejmu, a wielki wielbiciel dzieła 3 Maja, mówi: „Bez skarbu i wojska nic z tego Sejmu pozostać nie mogło, prócz kilku tomów zadrukowanej bibuły”. Bez skarbu i wojska! Mamy dziś wojsko, ale historia uczy, że żaden kraj bez uporządkowania swej skarbowości wojska utrzymać nie może.(...)

Proszę panów, jeszcze odczytam telegram, który proponuję wystosować do Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. (Czyta).

„Wieść o świetnym zwycięstwie, jakie odnosi żołnierz polski pod Twoim, Naczelniku, dowództwem, napawa radosną dumą cały naród polski. Za ten znojny i krwawy bohaterski trud Wasz, który zbliża nas do upragnionego pokoju i kładzie nowe podwaliny pod potęgę Państwa Polskiego, Sejm w imieniu wdzięcznej Ojczyzny śle Tobie, Wodzu Naczelny, i bohaterskiej armii serdeczną podziękę”. (Brawa. Oklaski. Okrzyki: Niech żyje Piłsudski!). Oklaski panów dowodzą mi, że wysyłając ten telegram, czynię to w imieniu i według życzenia całego Sejmu. (Brawa).

Reklama
Reklama

[srodtytul]Cud jedności narodu [/srodtytul]

Przemówienie premiera Wincentego Witosa podczas posiedzenia Sejmu Ustawodawczego 24 września 1920 r.

(...) Przed dwoma miesiącami oświadczyłem z tej trybuny imieniem utworzonego wówczas rządu, że program jego streszcza się w zadaniach: obrony państwa, zakończenia wojny i przyśpieszenia pokoju.

Program ten krótki, ale brzemienny treścią, wysuwało położenie, w jakim się państwo wówczas znajdowało. Armia polska pod nieustannym naporem wielokrotnie przeważających mas bolszewickich, skrzętnie przez długi czas przygotowywanych, musiała ustępować. Wróg był już na naszych rdzennych ziemiach. Płonęły już polskie wsie, rozlegały się jęki polskiego ludu, któremu wróg niósł grabież, pożogę, tortury, morderstwa i – co najgorsze – zatratę niepodległości. Nad państwem zawisło straszne pytanie: „być, czy być?”. Nad całą Europą zawisło widmo nowej wojny światowej, co, niestety, nie wszędzie rozumiano, mimo że wdzierający się w polskie ziemie wróg, idący w myśl haseł zaborczych, zaślepiony powodzeniem, otwarcie głosił, że zdeptanie niepodległości Polski rozpali żagiew nowej wojny nad Renem. (...)

Wisząca nad państwem katastrofa, grożąca utratą niepodległości, wzbudziła w narodzie „cud jedności”. Wszystkie serca uderzyły jednym potężnym akordem: „Do broni!”. Szlachetna i bohaterska, bo najgłębiej zawsze czująca, młodzież nasza zerwała się i poszła na ochotnika ratować Ojczyznę. (Głosy: Cześć!). Samorzutnie stworzyły się pokaźne zastępy ochotników. Inteligencja polska spełniła swój patriotyczny obowiązek. (Brawo). Apel rządu, wystosowany do ludu polskiego, odbił się potężnym echem w masach włościańskich i robotniczych, które czynem udowodniły, że nie tylko praw umieją żądać, ale i bronić państwa, gdy tego zajdzie potrzeba. Dokonane z niesłychanie dodatnim wynikiem pobory rekruta dały możność nie tylko wyrównania szeregów armii, ale też stworzenia znacznych rezerw, których brak był dotkliwy.

Stolica państwa, pełna zapału, zachowała wobec wroga w decydującym momencie godność i spokój, od których w znacznej mierze zależał szczęśliwy wynik wielkiej bitwy. Wysiłkiem wspólnym wszystkich warstw stworzył się „cud nad Wisłą”. Naczelne Dowództwo nasze, przy wybitnym współudziale generała Weyganda, zasłużonego przedstawiciela rycerskiej Francji, zużytkowało w genialny sposób entuzjazm narodu, ofiary i niezłomną wolę obrony. W chwili, gdy wielu zdawało się, że katastrofa była nieuchronną, gdy wróg stał już pod murami Warszawy, Torunia i Lwowa, ruszyły polskie zastępy pod dowództwem Naczelnego Wodza do walki. Ruszyły i – zwyciężyły!

Żołnierze zmęczeni, często mało wyćwiczeni, często źle zaopatrzeni, choć nieraz bez butów i odzieży, runęli na wroga i rozgromili jego zastępy, zmiażdżyli jego potęgę, odrzucili go precz i uratowali państwo. (Głosy: Niech żyje armia!).

Bohaterskiej armii, dowódcom i żołnierzom, tym, co dla umiłowania wolności życie nieśli Ojczyźnie w ofierze, tym, co szczerze i ofiarnie pomagali nam radą i czynem, nich mi będzie wolno z tego miejsca imieniem Ojczyzny złożyć głęboki hołd i podziękę. (Głosy: Cześć! Posłowie powstają). Cieniom bohaterów, poległych na pobojowiskach w obronie niepodległości, składa Ojczyzna cześć i ślubuje zaszczytną pamięć. (Posłowie siadają). Rząd wytrwał na swoim posterunku. Nie uległ podszeptom i namowom swoich i obcych, lecz pozostał w Warszawie (Brawa) i w najkrytyczniejszym nawet momencie nie opuścił stolicy. Wierzył niezłomnie, że naród, gdy wszystkie swoje siły rzuci na szalę, zwycięży. I nie zawiódł się.

oprac. m.r.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama