Reklama
Rozwiń
Reklama

"Super Express" musi zapłacić "Ince"

"Super Express" ma zapłacić 15 tys. zł "Ince", która odsiedziała osiem lat więzienia za pomoc w zabójstwie b. ministra sportu Jacka Dębskiego, za wydrukowanie jej policyjnych zdjęć w bieliźnie z niepochlebnym komentarzem - orzekł Sąd Apelacyjny w Warszawie.

Publikacja: 21.12.2011 10:45

SA prawomocnie oddalił apelację "SE" od takiego wyroku, wydanego w 2010 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Naczelny "SE" Sławomir Jastrzębowski nie wyklucza kasacji do Sądu Najwyższego, ale wyrok jest do wykonania. Sąd oddalił też wniosek "Inki", by podwyższyć dane jej zadośćuczynienie.

W kwietniu 2009 r. - gdy "Inka" wyszła na wolność i wyjechała do Francji ze swym francuskim mężem - "SE" na pierwszej stronie opublikował zdjęcia zrobione przez policję po jej zatrzymaniu po zabójstwie Dębskiego w 2001 r. "+Inka+ w bieliźnie wyglądała olśniewająco. Nic dziwnego, że tracili dla niej głowę nie tylko gangsterzy" - napisał "SE".

Dodano, że wychowała się ona "w patologicznej rodzinie", "już jako nastolatka przykuwała uwagę mężczyzn" i "trafia w ramiona kolejnych gangsterów". "SE" pytał też, czy "powiązani z mafią politycy mogą odetchnąć z ulgą? Czy mogą być spokojni, że +Inka+ nie ujawni ich ciemnych interesów? Niekoniecznie. Halina G. zdradzała dotąd wszystkich, którzy jej ufali. Czy tym razem będzie inaczej?"

W pozwie o ochronę dóbr osobistych Halina B. wnosiła, by sąd nakazał naczelnemu gazety, wydawcy i autorowi tekstu wypłatę jej 150 tys. zł za naruszenie jej prawa do wizerunku oraz godności. Pozew podkreślał, że powódka nie zgadzała się na upublicznienie zdjęć, a o zgodę nikt jej nie prosił.

Adwokat "Inki" mec. Rafał Maciejczyk mówił w SO, że nie była osobą "powszechnie znaną", a fakt skazania - jego zdaniem - niczego tu nie zmienia. "To było zdjęcie wykonane wyłącznie dla potrzeb policji, które nie powinno wydostać się z akt" - dodawał. "Nie podaliśmy nazwiska +Inki+, a jej oczy na zdjęciach przesłoniliśmy" - bronił się "SE". "Jej ciało było bronią wobec Dębskiego, my pokazaliśmy tę broń" - mówił Jastrzębowski. Pozwani nie ujawnili, skąd mają zdjęcia - powołując się na tajemnicę dziennikarską. Według nich piękna kobieta nie musiała obawiać się zdjęć w bieliźnie. Wnosili o oddalenie powództwa.

Reklama
Reklama

W 2010 r. SO przyznał "Ince" 15 tys. zł zadośćuczynienia plus odsetki od kwietnia 2009 r. - to 10 proc. kwoty, jakiej żądała. "Publikacja tych zdjęć była niewątpliwym naruszeniem dóbr osobistych, szczególnie godności powódki" - podkreśliła sędzia SO Bożena Jaskuła. Tłumaczenia pozwanych o urodzie "Inki" SO uznał za "trochę cyniczne". "Sąd nie jest ekspertem od damskiej urody, ale z całą pewnością żadna kobieta nie pozwoliłaby sobie na zrobienie i opublikowanie zdjęcia w bieliźnie i mało gustownych skarpetkach" - dodała sędzia.

Żądaną kwotę 150 tys. zł sąd uznał za zbyt wygórowaną. Sędzia oceniła, że opublikowane zdjęcia nie pozwalają na identyfikację "Inki" i nie będzie tak, że na podstawie zdjęć rozpozna ją czytelnik "SE" - niemniej nie zwracano się do niej o zgodę na ich publikację - stąd taki wyrok.

 

Jacek Dębski, były minister w rządzie AWS, zginął w kwietniu 2001 r. w Warszawie przed restauracją, z której wyszedł nocą z "Inką". Zastrzelił go płatny zabójca Tadeusz Maziuk - "Sasza". Dzień później "Inka" poszła na policję; powiedziała, że była świadkiem zabójstwa.

O zlecenie zabójstwa był oskarżony mafijny boss z Wiednia Jeremiasz Barański - "Baranina" - daleki kuzyn Dębskiego. W trakcie procesu w Wiedniu "Baranina" popełnił samobójstwo w więzieniu. Także "Sasza" odebrał sobie życie w polskim areszcie po postawieniu zarzutu. "Inka" jest jedynym żyjącym do dziś sprawcą związanym z tą zbrodnią.

Sądy dwa razy wymierzyły "Ince" taki sam wyrok - najłagodniejszą z kar za zabójstwo - uznając, że wyprowadzając Dębskiego z lokalu, udzieliła pomocy zabójcy. Sądy nie stosowały nadzwyczajnego złagodzenia kary, o które wnosiła nie tylko obrona, ale i prokuratura. Uznały, że "Inka" umniejszała swą rolę i kwestionowała własną winę. W sądzie kobieta zawsze zasłaniała twarz przed kamerami i aparatami. Wiadomo było, że razem z Francuzem, którego poślubiła w czasie odbywania kary, chce opuścić Polskę i zacząć z nim nowe życie. Po ślubie przyjęła nazwisko męża, który kilka lat czekał, aż będzie wolna.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama