Były rzecznik i szef gabinetu Lecha Kaczyńskiego odniósł się w radiowej Jedynce do reakcji mediów i polityków na to, co działo się podczas II konferencji smoleńskiej.
- Żałuję, że mało jest merytorycznej dyskusji - mówił Łopiński - jak czytam gazety, jak oglądam niektóre programy telewizyjne, to one się koncentrują głównie na ośmieszaniu zespołu ekspertów, który działa społecznie, organizuje konferencje za własne pieniądze. Dużo łatwiej jest rechotać niż podejmować pewnie merytoryczną polemikę - powiedział.
Według polityka PiS, sprowadzanie sprawy do żartów w jest niestosowne.
- To, co się dzieje, to, co się działo z tym śledztwem rosyjskim, to, co się działo z sekcjami zwłok, to jest przecież to jest coś niewyobrażalnego. Sprowadzanie tego do puszek i parówek jest czymś wysoce niestosownym - stwierdził Łopiński.
Poseł dodał, że zespół parlamentarny do spraw badania przyczyn katastrofy smoleńskiej i jego eksperci już wykonali dużo pożytecznej pracy i choćby przez samą swoją obecność pomogli w docieraniu do prawdy o katastrofie.
- Gdyby nie zespół Antoniego Macierewicza, gdyby nie blogerzy, gdyby nie naukowcy, to bylibyśmy pewnie ciągle na etapie „cztery razy podchodził do lądowania, a pijany generał Błasik wyrwał wolant kapitanowi statku, pod oczywiście wpływem Lecha Kaczyńskiego, który domagał się lądowania". - powiedział Łopiński, dodając, że zanim zespół Macierewicza zaczął działać "obracaliśmy się w sferze absurdu".
Polityk przyznał jednocześnie, że nie wszyscy politycy są przekonani, że do katastrofy doszło wskutek zamachu, bo "w tej formacji nie myśli się na komendę."
Jak można się skompromitować parówką