Jak informowaliśmy wczoraj

, Wipler został kandydatem partii Korwina-Mikkego w ostatniej chwili, zastępując typowanego do tej pory Jacka Wilka. Do zmiany - dokonanej tuż przed końcowym terminem zgłaszania kandydatów - miało dojść w wyniku "przewrotu" we władzach KNP.

Wipler jednak, który mówił o sprawie dziś rano w RMF FM, przedstawił jednak trochę inną wersję wydarzeń.

-  Po ludzku rzecz biorąc to mamy trzecią pod względem zarejestrowanych radnych drużynę Warszawy i ci ludzie powiedzieli, że potrzebują kogoś, kto jest bardzo rozpoznawalny, a nie buduje rozpoznawalność na tej kampanii - tłumaczył Wipler - kogoś, kto jest w stanie pełnowymiarowo od rana do wieczora, po kilkanaście godzin dziennie, robić kampanię, robiąc to zawodowo.

Poseł przyznał, że jego rozpoznawalność to po części "zasługa" incydentu z listopada ubiegłego roku, kiedy trafił do izby wytrzeźwień. Tłumaczył jednak, że choć wstydzi się tych wydarzeń, to picie alkoholu nie jest w Polsce przestępstwem. Zaprzeczył przy tym stanowczo, by to on stosował przemoc wobec policji.

- To były zdjęcia, które dokumentowały, jak wygląda polski obywatel po spotkaniu z polskimi stróżami praworządności - mówił o zdjęciach, któe udostępnił w internecie. -

Nikt oprócz mnie nie pokazał obdukcji, policja powoływała się, prezentując swoją wersję wydarzeń, na film, którego nigdy nie pokazała. Ja ten film widziałem, ale nie mogę go pokazać, bo

prokuratorzy i policja kazali podpisać dokumenty, że jest przestępstwem ujawnienie tego rodzaju materiałów przed rozprawą - wyjaśniał polityk.

Wipler odpowiadał też na zarzuty o małą aktywność - mimo szumnych zapowiedzi - swojej partii w Parlamencie Europejskim. Jego zdaniem, w PE "nic się nie dzieje", a aktywnośći nie wykazują także i przedstawiciele innych polskich ugrupowań.

Poseł KNP mówił również o programie wyborczym partii, w tym o jej głównym postulacie: likwidacji ZUS i składek emerytalnych.

- Chcemy radykalnego obniżenia kosztów pracy, uwolnienia Polaków od haraczu na ZUS, który jak już Najwyższa Izba Kontroli w chwili obecnej mówi, zbankrutuje - zapowiedział. Lecz zastrzegł, że do tej zmiany nie dojdzie od razu.

- Nie będziemy w stanie zlikwidować Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i wyjść z obecnego systemu bez zmiany konstytucji. Chwilowo nie mamy jeszcze większości konstytucyjnej wyjaśnił Wipler.