Reklama

Oszustwo prawie doskonałe

Dzięki sfałszowanej dokumentacji oszuści przejęli działkę budowlaną w Krakowie i za milion złotych sprzedali ją deweloperowi. Sprawa wydała się, bo pośrednikowi nie zapłacili prowizji, a ten upomniał się o nią u prawowitego właściciela. Tak zorientował się, że sprzedano jego ziemię.

Publikacja: 04.02.2015 17:33

Oszustwo prawie doskonałe

Foto: Policja

Zaplanowane i przeprowadzone w „białych rękawiczkach" przedsięwzięcie rozpracowali krakowscy policjanci zwalczający przestępczość gospodarczą. Ustalili także osoby w nie zamieszane: 40-letniego Krzysztofa B., który był „mózgiem" operacji i jego dwóch pomocników.

- Wszyscy zostali aresztowani. 40-letni przywódca grupy usłyszał zarzuty oszustwa na mieniu znacznej wartości, podrobienia dokumentów oraz przywłaszczenia prawa majątkowego o znacznej wartości - mówi „Rzeczpospolitej" Mariusz Ciarka, rzecznik małopolskiej policji. - Jeden z jego wspólników odpowie za oszustwo, inny za podrobienie dokumentów i przywłaszczenie prawa majątkowego.

Plan przejęcia działki i późniejszego jej odsprzedania Krzysztof B. opracował niemal w  szczegółach. Najpierw wypatrzył atrakcyjny grunt o powierzchni ponad 2,7 tys. metrów kwadratowych w krakowskiej dzielnicy Bronowice. Niezabudowana, porośnięta krzakami działka sprawiała wrażenie zaniedbanej. Okazała się łakomym kąskiem.

Na jesieni 2013 r. sprawcy założyli fikcyjną spółka mającą zajmować się – jak wynika z wpisu w rejestrze - inwestycjami budowlanymi. W jej władzach figurowali wspólnicy Krzysztofa B., który faktycznie odegrali rolę tzw. słupów. Jeden z nich podszył się pod właściciela działki.

- Mężczyzna posłużył się personaliami i podrobionym dowodem osobistym wystawionym na nazwisko prawdziwego właściciela gruntu. Zaraz po założeniu spółki aportem wniósł do niej wspomnianą działkę. Od tej chwili ziemia przeszła na własność spółki – wyjaśnia mechanizm Katarzyna Cisło z małopolskiej policji.

Reklama
Reklama

Następnie sprawcy postanowili sfinalizować operację i zarobić na ziemi. Przez ogłoszenia internetowe i biuro nieruchomości zaczęli szukać potencjalnych nabywców, kusząc ich dobrą lokalizacją i dostępną ceną. Wiosną 2014 r. spośród zainteresowanych wybrali firmę deweloperską, która zadeklarowała, że odkupi cały teren by przeznaczyć go na inwestycje. Dewelopera skusiła atrakcyjna cena działki, o połowę niższa od rynkowej (tę oszacowano na ok. 2,5 mln zł). Nabywca zapłacił gotówką nieco ponad 1 mln zł. W ten sposób grunt kolejny raz zmienił właściciela, o czym prawdziwy posiadacz ziemi nie miał pojęcia. I być może nieprędko by się dowiedział, że oszuści podszyli się pod niego i sprzedali jego ziemię gdyby nie jeden szczegół: sprawcy nie zapłacili pośrednikowi prowizji za sprzedaż działki.

- Biuro nieruchomości upomniało się u prawdziwego właściciela działki o należną prowizję. To był pierwszy sygnał, kolejne sprawdzenia policjantów potwierdziły, że doszło do przestępstwa – mówi Mariusz Ciarka.

O ile ustalenie „słupów" na których założono spółkę, w tym mężczyzny który podszył się pod właściciela ziemi było łatwiejsze, to ustalić i dotrzeć do Krzysztofa B., który wymyślił i nadzorował „koronkowy" plan, było znacznie trudniej. - Chociaż kierował on każdym krokiem grupy, to pozostawał w cieniu. Kamuflował się tak dobrze, że nawet pomocnicy nie znali jego prawdziwych personaliów – zaznacza Katarzyna Cisło.

Jednak policjantom udało się odkryć także głównego organizatora. - Zdradził go jeden szczegół – twierdzą śledczy, ale jaki, nie chcą zdradzić.

Krzysztof B. mieszka pod Krakowem, nie był dotąd karany. W przeszłości prowadził firmę geodezyjną, którą później zlikwidował. Obecnie ma być zatrudniony na jedną ósmą etatu w innej z firm, czyli praktycznie jest bez źródła utrzymania – wynika z ustaleń śledczych. W jaki sposób oszuści weszli w posiadanie personaliów prawdziwego właściciela działki, numeru jego dowodu osobistego oraz numeru PESEL – to zagadka, którą policjanci próbują rozwikłać. O ile dane dotyczące nieruchomości, takie jak np. jej numer w księdze wieczystej mogli znaleźć przez Internet, to dane dotyczące samego właściciela musieli zdobyć w jakiś inny sposób.

Gdzie znajduje się ponad 1 mln zł, jaki zapłacił oszustom niczego nieświadomy deweloper? Tego policjantom dotąd nie udało się ustalić. Wiadomo jedynie, że Krzysztof B. obiecał wspólnikom za wykonywanie jego poleceń po kilkaset złotych. Sam miał zgarnąć grubo ponad milion złotych.

Reklama
Reklama

Podejrzanym grozi do 10 lat więzienia. Oprócz śledztwa w sprawie oszustwa, zapowiada się w sądzie cywilnym batalia prawowitego właściciela o odzyskanie nieruchomości.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Śmierć ciężarnej w szpitalu w Warszawie. Kontrole instalacji gazów medycznych w stołecznych placówkach
Kraj
Paulina Florjanowicz: Polskie muzea straciły sporo obrazów i grafik już po wojnie
Warszawa
Znamy Słowa Roku 2025. Językoznawcy i internauci wybrali zwycięzców
Kraj
Od styczniowego entuzjazmu do rezygnacji. Jak uniknąć pułapek postanowień noworocznych?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama