Szok jednak nie zwalnia z obserwacji i przytomnego myślenia o kolejnych tygodniach tej kampanii, która rozstrzygnie o modelu polskiej prezydentury na kolejne pięć lat.
Słowem, które mi nieodmiennie przychodzi na myśl w kontekście końca pierwszej fazy kampanii, jest „nieobecność". W przypadku Komorowskiego wielkim nieobecnym jego kampanii był Donald Tusk. Oczywiście nie przeceniam poziomu zaufania do tego polityka w Polsce, nie mniej trudno zaprzeczyć, że wszystkie kampanie, które w ostatnich latach firmował swoim nazwiskiem, były wygrane.