Poncyljusz, który w nadchodzących wyborach parlamentarnych kandyduje do Senatu z list KO, komentował publikację Onetu na temat działań podejmowanych w ministerstwie sprawiedliwości, mających na celu dyskredytację sędziów niechętnych reformie sądownictwa autorstwa PiS.
Zdaniem polityka najważniejsze jest obecnie pytanie, czy takie działania, jak podejmowane przez wiceministra Piebiaka, nie są "szerzej reprezentowane" w resorcie sprawiedliwości i czy praktyka kompletowania materiałów kompromitujących nie dotyczy także konkurentów politycznych obecnie rządzącej formacji.
Poncyljusz zauważył, że może o tym świadczyć choćby wyciekanie od czasu do czasu niewygodnych materiałów dotyczących np. premiera Morawieckiego czy innych polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Według Poncyljusza w interesie samego Prawa i Sprawiedliwości leży jak najszybsze wyjaśnienie tej afery, a on sam uważa, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jest raczej człowiekiem, który panuje nad tym, co się dzieje w jego resorcie. Poncyljusz jest więc przekonany, że wiedział również o działaniach Piebiaka i Iwańca.
- Myślę, że w którymś momencie takiego zawirowania politycznego, takiego nakręcenia się polityką, politycy - że tak powiem - idą dużo dalej niżbyśmy sobie to wyobrażali i życzyli. Może się dziać wiele - przypuszcza Poncyljusz.
Polityk dodał, że historia polityki dowodzi, iż w którymś momencie "komuś odbija", zaczyna on przekraczać cienka granicę zgodności z prawem i najbardziej go interesują jego prywatne interesy".
Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości udostępniali wrażliwe informacje z życia co najmniej 20 sędziów. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak aranżował i kontrolował akcję, która miała skompromitować szefa Stowarzyszenia "Iustitia" - poinformował w poniedziałek Onet.pl.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Aby zdyskredytować prof. Krystiana Markiewicza, szefa "Iustitii", wykorzystano pogłoski i plotki na temat jego życia intymnego. Dokument w sprawie sędziego przekazała wiceministrowi sprawiedliwości kobieta o imieniu Emilia w czerwcu 2018 roku. Kobieta współpracowała z wiceministrem Łukaszem Piebiakiem. Za jego zgodą anonimowo wysyłała do mediów kompromitujące materiały - ustalił Onet.
Kobieta miała dać pracownikom resortu dostęp do swojego konta na Twitterze, by można było skopiować historię jej wpisów, także tych wykasowanych. Prywatnie Emilia jest związana z jednym z pracowników Krajowej Rady Sądownictwa, sędzią, który wcześniej pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Dowody świadczą o tym, że kobieta była w bezpośrednim kontakcie z ministrem Piebiakiem. Za pośrednictwem komunikatorów internetowych ustalała sposoby kompromitowania sędziów w mediach społecznościowych oraz w mediach prorządowych. Plan ten zaakceptował wiceminister.
"Dziękuję bardzo. Teraz trzeba wypocząć by dalej walczyć o dobrą zmianę. O podwyżce się pomyśli" - pisał w jednej z wiadomości wiceminister Piebiak.
Inna rozmowa miała dotyczyć ataku medialnego na sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego oddziału „Iustitii". Materiał na jego temat pojawił się w programie "Alarm" w TVP1.
- Może wybuchnie mała afera w programie Alarm. Mam nadzieję, że nie zawiodłam - pisała kobieta.
Politycy opozycji, w związku z publikacją Onetu, domagają się dymisji wiceministra Piebiaka i ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry.
Z kolei SLD złożyło zawiadomienie do prokuratury ws. wiceministra Piebiaka.
Według kolejnych materiałów opublikowanych przez Onet to zaufany człowiek Piebiaka, sędzia Jakub Iwaniec z Ministerstwa Sprawiedliwości, dostarczał hejterce wrażliwych danych dotyczących sędziów i wspólnie z Emilią opracował akcję mającą na celu skompromitowanie sędziego Markiewicza.
Po opublikowaniu materiałów dotyczących Iwańca jego delegacja do Ministerstwa Sprawiedliwości została skrócona w trybie natychmiastowym. Poinformował o tym rzecznik rządu Piotr Müller w programie #RZECZoPOLITYCE.