- Sąd Najwyższy nie uwzględnił wniosku Sądu Okręgowego w Gdańsku o przekazanie sprawy Amber Gold do innego sądu równorzędnego – informuje Krzysztof Michałowski z biura prasowego SN.

SN uznał, że nie wystąpiły przesłanki, które by uzasadniały zmianę właściwości miejscowej sądu.W szczególności za okolicznością taką nie może zostać uznane - jak stwierdził SN - wyjątkowe zainteresowanie sprawą ze strony opinii publicznej i mediów, jako zjawiska obecnie powszechnego w praktyce wymiaru sprawiedliwości".

Czytaj więcej o sprawie Amber Gold

„Dla krytycznych pod adresem jego organów opinii przeciwwagę musi stanowić sprawność postępowania i rzetelność orzekania, nie zaś przekazywanie między sądami spraw będących przedmiotem publicznej dyskusji" - czytamy w postanowieniu wydanym przez SN.

Sąd w Gdańsku chociaż nie chciał prowadzić procesu, obawiając się zarzutów o brak obiektywizmu, to będzie jednak musiał osądzić prezesa Amber Gold i jego żonę oskarżonych o oszukanie 19 tys. osób na blisko 851 mln zł.

Gdański sąd do którego w końcu czerwca wpłynął akt oskarżenia uważał, że ze względu na „dobro wymiaru sprawiedliwości" nie powinien procesu prowadzić i złożył wniosek do SN o przeniesienie go gdzie indziej. Jako powód wskazywał „wyjątkowe zainteresowanie społeczne" sprawą i okoliczności zaistniałe w 2012 roku, czyli głośna prowokacja z udziałem Ryszarda Milewskiego, byłego prezesa gdańskiego sądu (w jej wyniku sędzia został ukarany dyscyplinarnie i przeniesiony poza apelację gdańską).

Jednak te argumenty nie przekonały Sądu Najwyższego, który uznał, że przeniesienie sprawy powinno się ograniczać do wyjątkowych sytuacji - kiedy cały sąd jest niewłaściwy do orzekania w myśl zasady „nemo iudex re sua", czyli nikt nie może być sędzią we własnej sprawie, albo gdy zachodzą uzasadnione obawy o bezstronne rozpoznanie sprawy przez sąd właściwy.

Czytaj także:

"W niniejszej sprawie nie ma miejsca żadna z wymienionych sytuacji" - uznał Sąd Najwyższy.

Powodem do przeniesienia – jak stwierdził SN - nie może być wyjątkowe zainteresowanie sprawą ze strony opinii publicznej i mediów, bo to zjawisko dzisiaj powszechne w praktyce wymiaru sprawiedliwości.

„Należy w sposób kategoryczny podkreślić, że hipotetyczna obawa przed przyszłymi niekorzystnymi społecznymi opiniami, nie mająca żadnych realnych podstaw, nie powinna uzasadniać uchylania się przez sąd właściwy od rozpoznania sprawy" - napisał w uzasadnieniu swojej decyzji Sąd Najwyższy.

Jak zaznaczył, autorytet sądu buduje „sprawne przeprowadzenie każdego postępowania i podjęcie, na podstawie wnikliwej i bezstronnej oceny wszystkich dowodów, merytorycznie słusznej decyzji".

Sąd Najwyższy przyznał, iż prawdą jest, że na etapie śledztwa doszło w tej sprawie do „bezprecedensowego zdarzenia w udziałem byłego prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, ale spotkało się to jednak z natychmiastową reakcją Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, a były prezes został ukarany karą dyscyplinarną.

Gdański sąd musi więc osądzić Marcina P. i jego żonę oskarżonych m.in. o oszustwo znacznej wartości oraz pranie brudnych pieniędzy. Według prokuratury w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukali prawie 19 tys. klientów spółki.