- To nie może być przeoczenie. To złośliwość i uszczypliwość wobec pani premier, by nie pojechała na szczyt i nie pożegnała się z członkami Rady Europejskiej - stwierdził Marcinkiewicz w "Faktach po faktach". - Polska na tym traci - uważa były premier rządu PiS.

Marcinkiewicz uzasadniał, że prezydent Duda miał do wyboru kilka dat, w których mogłoby się odbyć pierwsze posiedzenie nowo wybranego Sejmu - zgodnie z konstytucja powinno się ono odbyć do 24 listopada. Były premier przekonywał, że zbieżności dat z nadzwyczajnym szczytem Rady Europejskiej nie mógł przeoczyć sztab ludzi pracujących dla prezydenta. - To jest kilkaset osób, to nieprawdopodobne - mówił.

Marcinkiewicz uważa, że w zaistniałej sytuacji to Andrzej Duda powinien pojechać na Maltę i reprezentować Polskę.

- Ten, kto nawarzył tego piwa, powinien je wypić - tłumaczył.

Kazimierz Marcinkiewicz zadeklarował też, że kibicuje Beacie Szydło. Zwłaszcza od momentu, w którym zauważył, że przyszła premier spotyka się swojej partii z dużą dozą uszczypliwości. Uznał, że Beata Szydło nie ma żadnego pola manewru, bo kandydaci do rządu zostali wybrani podczas jej urlopu.

Przypomniał, że on sam również został postawiony w podobnej sytuacji, ale jedna trzecia jego rządu, ludzie spoza PiS, zostali wybrani wyłącznie przez niego, choć z akceptacją PiS i Jarosława Kaczyńskiego. - Ale to była przynajmniej jedna trzecia - mówił Marcinkiewicz.

Były premier przyznał, że włączenie się pod koniec kampanii Jarosława Kaczyńskiego było celnym posunięciem. - Myślałem, że to zaszkodzi, ale absolutnie nie, pomogło - uznał.