Gdyby jej kurs był zbieżny z naszą planetą, zabrakłoby czasu na jakąkolwiek reakcję, ze strony NASA czy innej agencji kosmicznej.

Co więcej, rozmiary asteroidy okazały się źle oszacowane, również z braku czasu, w rzeczywistości jej średnica wynosi nie 500 lecz około 1000 m. Gdyby obiekt tej wielkości uderzył w nasz glob, spowodowałby skutki trudne do wyobrażenia, prawdopodobnie ziemska cywilizacja zostałaby zniszczona a większość gatunków flory i fauny uległaby zagładzie.

Prawidłowa ocena wielkości asteroidy 2012 LZ1 była możliwa dopiero po analizie zdjęć wykonanych przez radioteleskop w Arecibo w Portoryko. Dysponuje on największą na świecie czaszą średnicy 305 m. Jego operatorem jest amerykański Cornell University współpracujący z National Science Foundation. Dostęp do niego przyznaje niezależna komisja naukowa.

Różnica w ocenie wielkości asteroidy przez Roba McNaughta i badaczy z Arecibo (zespołem kierowała dr Ellen Howell) wynika z bardzo słabego albedo asteroidy - odbija ona zaledwie 2 do 4 proc. padającego na nią światła, a właśnie na podstawie jej "jasności" Rob McNaught pospiesznie określił jej rozmiary.

Asteroida 2012 LZ1 ponownie pojawi się w pobliżu naszej planety za 750 lat. Naukowcy jeszcze nie zdążyli obliczyć, w jakiej odległości znajdzie się wtedy.

Asteroidy są szczególnie pilnie obserwowane i badane ponieważ stanowią pozostałość po formowaniu się naszego systemu planetarnego, przez miliardy lat pozostają one praktycznie w niezmienionej postaci, świadczą o składzie obłoku gazowego, z którego narodziło się Słońce i towarzyszące mu planety.

Według najnowszych ustaleń NASA, około 5000 asteroid stanowi potencjalne zagrożenie dla Ziemi.