Siergiej Ławrow mówi o „krótkiej wojnie z Europą” i konieczności „przestudiowania rosyjskiej doktryny wojennej” w kontekście planów dotyczących pocisków Patriot w Polsce. Czy to jest tylko teatr polityczny, czy realna groźba?

To przede wszystkim komunikacja oparta na mechanizmach zastraszania: Rosja świadomie eskaluje retorykę, próbując osłabić gotowość społeczeństw Zachodu do przyjmowania postaw konfrontacyjnych wobec rosyjskiego zagrożenia, obniżyć próg poparcia dla procesów wspierania wysiłku obronnego Ukrainy oraz własnej polityki odstraszania NATO, zwłaszcza w państwach wschodniej flanki. Rosyjska propaganda strategiczna posługuje się w tym celu całkowicie odwróconą logiką pojęć, w której wszelkie działania podejmowane na rzecz bezpieczeństwa Zachodu mają tworzyć wrażenie, że prowadzą wyłącznie do bezpośredniej konfrontacji z Federacją Rosyjską. To złożony mechanizm psychologiczny oparty na metodyce paraliżowania decyzji. Wywołanie lęku, groźby czy realnie prowadzone operacje destabilizacyjne mają ograniczać zdolność Zachodu do podejmowania decyzji na rzecz wzmacniania własnego bezpieczeństwa. Celem tych przekazów w domenie psychologicznej jest utorowanie drogi dla łatwiejszej realizacji przez Rosję polityki agresji.

Na co zatem trzeba zwracać uwagę słuchając takiego przekazu?

Istotna jest sekwencja wypowiedzi Ławrowa, bo nie istniała ona w propagandowej pustce, tylko domykała w tych dniach cykl wypowiedzi oficjalnych przedstawicieli władz na Kremlu, czyli Grigorija Karasina, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Rady Federacji, oraz członka komisji obrony Dumy Państwowej Andrieja Kolesnika, którzy publicznie rozważali możliwość rosyjskich uderzeń na obiekty znajdujące się już na terytorium państw NATO. 16 września Ławrow stwierdził, że jeżeli Europa zaatakuje Rosję, będzie to „zupełnie inna” i „bardzo krótka” wojna. 29 września, odpowiadając na pytanie dotyczące Polski i Patriotów, odwołał się już bezpośrednio do rosyjskiej doktryny wojskowej. W tym samym czasie widać natomiast szerszy wachlarz działań propagandowych, w którym funkcjonowała wypowiedź Ławrowa nadała temu wagę komunikacji strategicznej Kremla.

W jakim stopniu ta narracja jest skierowana do zachodniej opinii publicznej i elit, a w jakim do odbiorców wewnętrznych w Rosji?

W przypadku wypowiedzi dotyczących Patriotów, Rzeszowa, infrastruktury europejskiej czy możliwości „krótkiej wojny” pierwszoplanowym adresatem jest Zachód. Odbiorcą są zarówno społeczeństwa, jak i elity polityczne. Chodzi o to, że społeczeństwo ma zacząć postrzegać pomoc dla Ukrainy jako źródło bezpośredniego zagrożenia dla własnego miasta, zakładu pracy, portu, lotniska czy infrastruktury energetycznej. Pomoc wojskowa ma zostać mentalnie połączona z możliwością rosyjskiego uderzenia na terytorium państwa udzielającego wsparcia.

Czytaj więcej

Rosja ostrzega NATO: Możemy sięgnąć po broń atomową. Pieskow mówi m.in. o Polsce

Z kolei w odniesieniu do elit politycznych mechanizm jest jeszcze bardziej konkretny.  Rosja próbuje wprowadzić dodatkową zmienną do procesu decyzyjnego: „czy następna decyzja nie przekroczy rosyjskiej czerwonej linii”? Samo pojawienie się tego pytania jest częściowym sukcesem mechanizmów presji psychologicznej, ponieważ obniża jakość i zwiększa koszt podejmowanych decyzji.

Odbiorca wewnętrzny jest jednak równie ważny w dłuższej perspektywie. Narracja o Zachodzie przygotowującym wojnę z Rosją wzmacnia obraz „oblężonej twierdzy”, legitymizuje agresywną politykę państwa, wzrost wydatków wojennych oraz koncentrację społeczeństwa wokół aparatu władzy i bezpieczeństwa. Ten mechanizm jest stosowany od lat: zewnętrzny wróg służy zarówno zastraszaniu Zachodu, jak i dyscyplinowaniu społeczeństwa rosyjskiego.

Czy ta retoryka różni się jakościowo od wcześniejszej, np. z początku 2022 r., czy jest kontynuacją znanego schematu?

Mechanizm pozostaje ten sam, ale zwiększyły się jego intensywność, szczegółowość i stopień operacjonalizacji. Nie jest nowością odwracanie przez Rosję ról agresora i ofiary, przedstawianie NATO jako strony prowadzącej rzekomą wojnę przeciwko Rosji, grożenie eskalacją nuklearną czy wykorzystywanie strachu do ograniczania zachodniego wsparcia dla Ukrainy. Fundament tej konstrukcji powstał znacznie wcześniej: każde działanie sprzeczne z interesami Moskwy przedstawiane jest jako agresja, natomiast rosyjska odpowiedź jako działanie wymuszone i obronne. To złożony mechanizm dezinformacyjny.

Czytaj więcej

Putin mówił o broni masowego rażenia. „Jeśli obwód królewiecki będzie zagrożony”

Ewolucja tej operacji polega natomiast na tym, że obecnie stanowi ona integralną część działań o charakterze destabilizacyjnym. Towarzyszą temu wielodomenowe operacje, w tym informacyjne. Perswazja jest obecnie dostosowana do mechanizmu eskalacji. To ewolucja jakościowa: państwa wspierające Ukrainę przedstawiane są jako bezpośrednie zaplecze wojenne, a zakłady przemysłowe i infrastruktura transportowa są stopniowo przenoszone do kategorii „uprawnionych celów” Rosji wskutek rozszerzenia propagandowej „definicji” wojny w Ukrainie. Ten mechanizm nie dotyczy wyłącznie próby oddziaływania na procesy wsparcia wysiłku obronnego Kijowa, ale stanowi również immanentną część procesów destabilizacji państw wschodniej flanki NATO zarówno w domenie psychologicznej poprzez operacje informacyjne, jak i fizycznej, poprzez środki aktywne realizowane poniżej progu wojny.

Jaki jest tego cel?

Cechą tej ewolucji jest eskalowanie groźby i perswazji. Obecnie jako „uprawnione cele” wskazywane są zachodnie miasta, węzły logistyczne, zakłady zbrojeniowe, lotniska, porty, infrastruktura energetyczna czy potencjalne centra serwisowe i produkcyjne. Następuje więc przejście od zastraszania strategicznego do częściowej normalizacji konkretnych scenariuszy uderzenia. Dlatego powiedziałbym, że nie mamy do czynienia z nową doktryną propagandową, ale z bardziej zaawansowaną fazą tej samej operacji.

Jakie kluczowe elementy budują obecną narrację eskalacyjną?

Pierwszym jest odwrócenie odpowiedzialności. Rosja przedstawia własną potencjalną eskalację jako reakcję na działania europejskie. To Europa „przygotowuje się do wojny”, NATO „eskaluje”, Polska „staje się uczestnikiem konfliktu”, a Rosja rzekomo jedynie odpowiada. Drugim jest definiowanie w kategoriach militarnych szerokiego obrazu europejskiej infrastruktury. Zakład produkujący lub serwisujący uzbrojenie, terminal kolejowy, port czy lotnisko zostają symbolicznie przeniesione do kategorii zaplecza wojennego Ukrainy lub tzw. narzędzi „agresywnej polityki Zachodu”. Kolejnym elementem jest redefinicja pojęcia „uprawnionego celu”. Według rosyjskiej narracji Europa już prowadzi wojnę przeciwko Rosji. W takim ujęciu dezinformacyjnym atak na obiekt w Polsce czy Niemczech jest przedstawiany nie jako rozpoczęcie nowej wojny, ale jako kolejny etap konfliktu, który rzekomo już trwa.

Czytaj więcej

Gen. Roman Polko o groźbach atomowych Putina: NATO ma czym odpowiedzieć

Czwarty element to podważanie wiarygodności odstraszania NATO. Akty dywersji, operacje sabotażowe i towarzyszące temu operacje propagandowe mają doprowadzić odbiorców na Zachodzie do wrażenia, że Moskwa jest bardziej skłonna do ryzyka, a państwa NATO, realizując obiektywnie zasadną politykę bezpieczeństwa opartą na wzmacnianiu własnego potencjału odstraszania, prowokują Rosję. To jeden z powodów, dla których zarówno operacje sabotażowe jak i propaganda mają kształtować wrażenie bezpośredniego zagrożenia dla Europejczyka. Ten moment jest sprawnie domykany w rosyjskich operacjach kolejną perswazją szantażu nuklearnego. Celem jest wywołanie obaw przed zastosowaniem przez Rosję broni nuklearnej.

Propaganda coraz częściej opiera przekaz na materializacji groźby. Mapy potencjalnych celów, zasięgi pocisków, obrazy systemów rakietowych, dronów i uderzeń mają sprawić, że groźba przestaje być abstrakcyjna. Odbiorca ma nie tylko usłyszeć o możliwości eskalacji, ale również zobaczyć jej narzędzia. W Rosji natomiast trwa wielowątkowa operacja legitymizacji przemocy. W tym ujęciu perswazja zakłada, że Zachód ma nie tylko stanowić zagrożenie dla egzystencji Rosjan, ale wręcz „zasługiwać” na karę. To szczególnie istotny element, ponieważ obniża psychologiczną barierę akceptacji dla przemocy i środków agresji militarnej. Pokazuje intencje Kremla.

Czy ta narracja jest skoordynowana z działaniami hybrydowymi Rosji?

Widzimy silną koordynację funkcjonalną pomiędzy działaniami propagandowymi a konkretnymi incydentami. Analizy pokazują wysoką zbieżność pomiędzy komunikacją oficjalną, wypowiedziami przedstawicieli władz i aparatu bezpieczeństwa oraz propagandą medialną a następującymi po sobie prowokacjami czy aktami sabotażu, podpaleń czy uszkodzeń infrastruktury. Jednocześnie w większości przypadków rosyjski aparat propagandy posługuje się pozornie sprzecznymi perswazjami. Z jednej strony zapowiada incydent za pomocą gróźb, tworząc tło informacyjne pod interpretację zdarzenia, zaprzecza odpowiedzialności, ale jednocześnie przedstawia akt destabilizacji jako „odwet” lub „karę”.

Foto: PAP

To szczególnie istotne w działaniach poniżej progu wojny. Rosja może jednocześnie zaprzeczać odpowiedzialności za konkretny incydent i przekonywać, że zaatakowany obiekt był uzasadnionym celem. Ten model manipulacji jest bardzo użyteczny właśnie w przypadku działań realizowanych przez pośredników, doraźnie rekrutowanych wykonawców czy osoby motywowane finansowo. Najtrafniej byłoby więc mówić o komplementarności propagandy i działań hybrydowych. Obecnie rosyjskie działania informacyjne, cybernetyczne, sabotażowe i inne działania „szarej strefy” tworzą jeden spójny mechanizm destabilizacji.

Jaką rolę odgrywa w tym kontekście groźba użycia broni nuklearnej?

Broń nuklearna pełni przede wszystkim funkcję wyzwalacza strachu i narzędzia kontroli. Groźba jądrowa ma podnieść wyobrażenia o możliwej eskalacji tak wysoko, aby wszystko poniżej niej wydawało się Zachodowi zbyt ryzykowne. Kreml systematycznie wykorzystuje retorykę nuklearną jako instrument presji psychologicznej wobec państw NATO, eksponując skalę rosyjskiego arsenału jądrowego i sugerując gotowość do jego użycia w przypadku dalszej „konfrontacji z Zachodem”.

Jak na tym tle wygląda potencjalne zagrożenie dla Polski?

Tego rodzaju komunikacja ma przedstawiać Polskę jako państwo szczególnie narażone na skutki potencjalnej eskalacji nuklearnej oraz przekonywać odbiorców, że dalsze wzmacnianie zdolności obronnych NATO i wspieranie Ukrainy może prowadzić do katastrofalnych konsekwencji. Nie chodzi wyłącznie o formułowanie bezpośrednich gróźb, lecz o stworzenie mechanizmu przymusu psychologicznego, w którym strach przed eskalacją ma ograniczać swobodę decyzji państw Sojuszu.

Foto: PAP

Jednocześnie  propaganda tradycyjnie odwraca role agresora i ofiary, przedstawiając rosyjskie groźby jako rzekomo wymuszoną reakcję na działania Zachodu. Celem jest wywołanie poczucia zagrożenia i bezsilności, podważenie wiarygodności odstraszania NATO oraz zwiększenie społecznej i politycznej presji na ograniczanie działań uznawanych przez Moskwę za sprzeczne z jej interesami. Jednocześnie, ze względu na szczególny charakter broni jądrowej i jej powszechne postrzeganie jako środka zdolnego do wywołania katastrofalnych skutków, Rosja nie musi przekonać odbiorcy, że rzeczywiście zamierza jej użyć, aby skutecznie wykorzystać groźbę nuklearną jako narzędzie zastraszania. Wystarczy wytworzyć przekonanie, że takiego scenariusza nie można całkowicie wykluczyć. Wówczas sama niepewność co do rzeczywistych intencji i progu eskalacyjnego Federacji Rosyjskiej staje się instrumentem presji psychologicznej, wpływającym na ocenę ryzyka oraz proces podejmowania decyzji przez państwa i społeczeństwa Zachodu.

Na ile ta narracja faktycznie wpływa na decyzje polityczne i wojskowe państw europejskich oraz USA?

Rosyjska propaganda może zwiększać ostrożność, wydłużać proces decyzyjny, wzmacniać debatę o „czerwonych liniach” i sprawiać, że podatne na zastraszanie grupy społeczne uwzględniają ryzyko eskalacji nawet tam, gdzie wcześniej miałoby ono mniejszą wagę. To właśnie jest jeden z celów operacji paraliżowania: niekoniecznie wymusić natychmiastową rezygnację, lecz w ujęciu średniookresowym obniżyć wolę do działania i przyjęcia postaw konfrontacyjnych wobec rosyjskiej polityki agresji.

Czytaj więcej

Rosyjska fala sabotażu w Europie. Polska najbardziej narażona

Rosyjska narracja wpływa na środowisko decyzyjne, ale nie oznacza na tym etapie wymuszania decyzji. Jej największy potencjał szkody leży w długotrwałym oddziaływaniu na społeczne postrzeganie ryzyka. Pewną przesłanką do analizy efektowności tych operacji jest obserwowany obecnie wzrost popularności środowisk i ugrupowań w Polsce opowiadających się za tzw. „normalizacją relacji” z Rosją lub wprost deklarujących poparcie dla polityki Kremla.

Jakie scenariusze dalszego rozwoju narracji są najbardziej prawdopodobne w najbliższych miesiącach?

Macierze analityczne wykorzystywane do oceny i predykcji rozwoju rosyjskich operacji propagandowych wskazują na wyraźny i konsekwentny trend dalszej eskalacji oraz radykalizacji perswazji na wszystkich zasadniczych kierunkach oddziaływania. Nie chodzi przy tym wyłącznie o zwiększanie intensywności retoryki. Obserwowany proces obejmuje stopniowe przesuwanie granic dopuszczalnego przekazu: od ogólnych ostrzeżeń i gróźb, przez wskazywanie konkretnych państw, miast, zakładów przemysłowych i elementów infrastruktury jako potencjalnych „uprawnionych celów”, aż po normalizowanie możliwości użycia wobec nich środków bojowych. Analizowany cykl działań propagandowych wskazuje na przejście od klasycznego zastraszania strategicznego do otwartej normalizacji konkretnych scenariuszy uderzenia oraz rozszerzania działań destabilizacyjnych na domenę fizyczną.

W ujęciu prognostycznym oznacza to, że należy zakładać dalszą radykalizację zarówno warstwy komunikacyjnej, jak i towarzyszących jej działań operacyjnych. Rosyjski aparat wpływu będzie prawdopodobnie coraz częściej łączył groźby militarne, szantaż nuklearny, podważanie wiarygodności odstraszania NATO, wskazywanie konkretnych celów oraz propagandową legitymizację przemocy z aktywnością prowadzoną poniżej progu otwartego konfliktu. Szczególnego znaczenia nabiera przy tym domena fizyczna: prowokacje, akty sabotażu, podpalenia, uszkodzenia infrastruktury oraz inne działania destabilizacyjne mogą być wykorzystywane do materializowania wcześniej formułowanych gróźb i zwiększania ich wiarygodności w domenie psychologicznej.

Kamil Basaj

Założyciel i prezes Fundacji INFO OPS Polska. Kieruje pracami zespołów ds. reagowania na incydenty w środowisku informacyjnym ZBPI/IERT. Związany z Dowództwem Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Współpracował z Departamentem Bezpieczeństwa Narodowego KPRM oraz Rządowym Centrum Bezpieczeństwa. Pełnił funkcję doradcy ministra obrony narodowej. Po koniec sierpnia Fundacja INFO OPS Polska została wpisana przez władze Federacji Rosyjskiej do rejestru tzw. organizacji niepożądanych.