Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób władze Kremla próbują uzupełniać straty poniesione na Ukrainie?
  • Na czym polegają mechanizmy nacisku oraz zachęt dla studentów?
  • Jakie są szczegóły udziału przedsiębiorstw w procesie werbunkowym?
  • Co jest źródłem wysokich strat w jednostkach?

„Gubernator obwodu riazańskiego ogłosił plan dla miejscowego biznesu rekrutowania żołnierzy spośród pracowników przedsiębiorstw” – informują zaskoczeni rosyjscy blogerzy wojskowi.

Zgodnie z nim każde przedsiębiorstwo zatrudniające do 300 pracowników ma dostarczyć dwóch chętnych do podpisania kontraktu z armią (na wojnę w Ukrainie formalnie wysyłani są tylko „żołnierze kontraktowi”, czyli zawodowi), do 500 pracowników – trzech, powyżej 500 – pięciu.

Gubernator podpisał dekret pod koniec marca i sam będzie nadzorował jego wykonanie. Można przypuszczać, że Riazań nie jest jedynym miejscem w Rosji, gdzie w tak zaskakujący sposób władze próbują uniknąć ogłoszenia powszechnej mobilizacji dla uzupełnienia strat w armii.

Jak Rosjanie próbują przyciągnąć studentów na front

– Nie ma jej w programie działań – rzecznik Kremla zaprzecza, by władze szykowały się do ogłoszenia mobilizacji. Podobne dementi ogłosił były prezydento-premier Dmitrij Miedwiediew. Ale jednocześnie pojawiły się informacje, że jeszcze na początku roku minister szkolnictwa wyższego nakazał rektorom szkół wyższych dostarczenie „kwot studentów” do wojska.

Każda szkoła wyższa ma teraz obowiązek zmusić 2,2 proc. swych studentów, by podpisali kontrakty z armią – przede wszystkim takich, którzy mają kłopoty z nauką. W zamian uczelnie obiecują, że gdy wrócą oni z wojny nie będą już mieli takich kłopotów – jeśli będą jeszcze żywi.

Czytaj więcej

Rosyjscy weterani wracają z frontu. Wzrost brutalnych przestępstw i zabójstw w Rosji

„Młodym ludziom obiecują, że będą mogli wrócić do nauki po zakończeniu kontraktu, a także napomykają o znacznych wypłatach i dużych ulgach finansowych, które należą się weteranom wojny. Oprócz tego do standardowego zbioru bonusów wchodzi możliwość zmiany płatnych studiów na bezpłatne” – pisze o szantażu ministerstwa niezależna dziennikarka Farida Rustamowa.

Jeśli plan by się udał, to w Rosji powołano by do wojska ok. 44 tys. studentów. Eksperci sądzą, że będą oni kierowani do „wojsk dronowych”, do których Ministerstwo Obrony chce zwerbować ok. 78 tys. ludzi. Przy tym wojskowi chcą, by studentów (ale też osób, które ukończyły kursy pilotażu dronów, byłych wojskowych z lotnictwa) było w nich ponad 50 tys. Pozostali mają być zwykłymi żołnierzami z poboru. W rosyjskiej armii istnieje rozbudowany system szantażowania i zastraszania takich żołnierzy, by zmusić ich do podpisania kontraktów.

Nawet 80 proc. rosyjskich żołnierzy nie dociera do linii frontu. Giną w drodze do niej

Pracowników firm z Riazania najprawdopodobniej Rosjanie chcą posłać wprost do okopów, do grup szturmowych. Według informacji rosyjskich blogerów, z powodu obecnej przewagi Ukraińców w dronach 70-80 proc. żołnierzy nie dochodzi nawet do linii frontu – giną w drodze do niej.

„(Obecne akcje werbunkowe władz) świadczą o tym, że liczba chętnych do werbunku zmniejsza się. A może spróbować chronić żołnierzy na froncie i nie posyłać ich do samobójczych szturmów, pod atakami dronów?” – dopytywał się jeden z rosyjskich blogerów wojskowych.

Czytaj więcej

Ukraińskie drony znów dominują. Załamała się logistyka rosyjskiej armii

W obecnym roku rosyjska armia już pobiła rekordy swych strat. Według danych różnych ekspertów od początku roku Rosjanie tracą 169 żołnierzy, by zdobyć jeden kilometr kwadratowy ukraińskiego terytorium. W 2025 takie straty wynosiły 96 ludzi, a w 2024 – 130.

W rezultacie kampania werbunkowa rzeczywiście nie nadąża w uzupełnianiu szeregów armii, mimo że co roku w kraju zgłasza się ok. 400 tys. chętnych. Część z nich to byli zastraszeni żołnierze służby zasadniczej, których zmuszono do podpisania kontraktów. Mimo to brytyjski wywiad szacował, że w ubiegłym roku w Rosji zwerbowano do wojska o kilka tysięcy ludzi mniej niż utracono w walkach. Nie ma to obecnie wpływu na przebieg walk, ale w dłuższym okresie może okazać się zabójcze dla rosyjskiej armii inwazyjnej.

169

Tylu żołnierzy tracą dziś żołnierze, by zająć kilometr kwadratowy ukraińskiego terytorium

Kreml boi się ogłosić mobilizacji więc sięga po półśrodki

Wyjściem byłoby ogłoszenie mobilizacji. Ale Kreml boi się takiej decyzji. W czasie wojny z Ukrainą jeden raz Władimir Putin ogłosił „częściową mobilizację” jesienią 2022 roku, po serii ukraińskich kontrataków, które spowodowały znaczne straty w jego armii. Ale za mobilizację zapłacił znaczną utratą społecznego zaufania, a na jego osobistej popularności trzymają się rządy całego reżimu budowanego od ponad ćwierć wieku w Rosji.

Kremlowi pozostają więc półśrodki takie, jak przymusowy werbunek studentów, czy wyznaczanie kontyngentów chętnych do służby w przedsiębiorstwach (przy tym niezależnie od ich formy własności). Jednocześnie prowadzi on ogólnoświatowy werbunek najemników, ale nie uzupełnia on strat. Ukraińcy zaś złapali już jeńców z rosyjskiej armii pochodzących ze 135 krajów świata. Do ONZ należą 193 państwa.

Czytaj więcej

Generał Herem: Rosja jest gotowa już teraz. Może zaatakować NATO szybciej, niż myślimy

Mimo kłopotów z rekrutowaniem żołnierzy rosyjskie dowództwo nie zmienia sposobów prowadzenia wojny, która opiera się na krwawych szturmach nieliczących się z życiem żołnierzy (coraz bardziej denerwuje to rosyjskich blogerów wojskowych).

Niezależna grupa dziennikarzy „Dossier” ujawniła na przykład dane dotyczące jednego tylko pułku armii Kremla – 433. Pułku Kozaków Dońskich, walczącego w obwodzie donieckim. W kwietniu 2024 roku miał on 1720 żołnierzy, ale w walkach stracił 1816 (ponad 100 proc.!). Mimo gwałtownego uzupełniania jego szeregów różnego rodzaju werbunkiem, został ostatecznie zniszczony przez Ukraińców.

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 1498 dniu wojny

Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie w 1498 dniu wojny

Foto: PAP

Rosyjska armia cały czas jednak posuwa się w Ukrainie do przodu, przynajmniej w obwodzie donieckim. W marcu zdobyła więcej terenu niż w lutym. Ale eksperci wątpią, by udało jej się zdobyć ten obwód do końca roku, jak chciałby Kreml (choć jego rzecznik obecnie mówi już tylko o dwóch miesiącach, w czasie których go podbiją). „By osiągnąć ten cel Rosjanie powinni zdobywać 600 km2 miesięcznie, a to jest wielkość podbojów, które udało im się osiągnąć tylko raz  w czasie wojny, w listopadzie 2024 roku” – pisze jeden z ukraińskich blogerów.