Chociaż początkowo sojusznicy USA na Bliskim Wschodzie nie kryli niezadowolenia, że nie zostali poinformowani z odpowiednim wyprzedzeniem o planowanym przez USA i Izrael ataku na Iran oraz skarżyli się, że USA zignorowały ich ostrzeżenia mówiące o katastrofalnych skutkach konfliktu z Iranem dla całego regionu, teraz niektórzy regionalni sojusznicy USA przekonują, że obecna sytuacja stwarza historyczną szansę na podkopanie reżimu ajatollahów.
Które kraje Bliskiego Wschodu naciskają, by USA najechały Iran?
Przedstawiciele władz Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kuwejtu i Bahrajnu w nieoficjalnych rozmowach podkreślają, że nie chcą dziś zakończenia działań militarnych przeciw Iranowi, dopóki nie dojdzie do znaczącej zmiany przywództwa w Teheranie lub radykalnej zmiany w zachowaniu Iranu – podaje AP, powołując się na przedstawicieli władz tych krajów, którzy przekazują takie informacje zastrzegając, że nie powiedzą tego pod nazwiskiem.
Czytaj więcej
Do wojny przyłączył się kolejny gracz – jemeńscy Huti. Przygotowania do negocjacji trwają, ale Iran jest bardzo nieufny wobec Trumpa. To nadal może...
Zmiana postawy bliskowschodnich sojuszników USA jest widoczna w wypowiedziach Donalda Trumpa. 29 marca w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie prezydenckiego Air Force One prezydent USA mówił m.in. że „Arabia Saudyjska mocno się broni. Katar się broni. Zjednoczone Emiraty Arabskie się bronią. Kuwejt się broni. Bahrajn się broni”. – Oni wszyscy się bronią – dodał. We wszystkich tych krajach USA mają swoje bazy, których likwidacji domaga się obecnie Iran. Wszystkie te kraje są też celami odwetowych ataków Iranu. Jak dotąd jednak żaden z sojuszników USA w regionie nie przeprowadził kontruderzenia na Iran, choć Arabia Saudyjska sygnalizowała taką możliwość.
Ataki na Bliskim Wschodzie (stan na 29 marca)
Z informacji AP wynika, że najmocniej o zwiększenie przez USA presji militarnej na Iran apelują Arabia Saudyjska i ZEA. Najbardziej „jastrzębią” postawę mają prezentować Zjednoczone Emiraty Arabskie, które naciskają na administrację Donalda Trumpa, by ta rozpoczęła inwazję lądową w Iranie – mówi dyplomata, z którym rozmawiała AP. Kuwejt i Bahrajn również popierają ten postulat. Zjednoczone Emiraty Arabskie były jak dotąd celem ponad 2 300 ataków rakietowych i ataków z użyciem dronów, a wojna bardzo szkodzi wizerunkowi tego państwa jako oazy bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie.
Za dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu z Iranem opowiadają się Oman i Katar, które w przeszłości występowały już w roli pośredników między Zachodem a Teheranem.
Arabia Saudyjska przedstawia warunki „dobrego porozumienia” z Iranem
Z kolei dyplomata z Arabii Saudyjskiej przekonuje, że zakończenie przez USA wojny w tym momencie nie doprowadzi do zawarcia „dobrego porozumienia”, które gwarantowałoby bezpieczeństwo sąsiadom Iranu. Arabia Saudyjska stoi na stanowisku, że porozumienie pokojowe musi oznaczać zneutralizowanie irańskiego programu nuklearnego, pozbawienie Iranu potencjału jeśli chodzi o pociski balistyczne i zakończenie wspierania przez Iran grup zbrojnych w regionie, a także zapewnienie, że Iran nie będzie mógł skutecznie zamykać Cieśniny Ormuz. Takie żądania przedstawiły Iranowi USA w przedstawionym Teheranowi 15-punktowym planie pokojowym. Donald Trump twierdzi, że Iran zgodził się na większość żądań, ale Teheran tego nie potwierdza. Faktyczne przyjęcie żądań oznaczałoby poważną zmianę kursu reżimu ajatollahów lub jego usunięcie.
Czytaj więcej
Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie prezydenckiego samolotu Air Force One stwierdził, że Iran zgodził się na większość z 15 punkt...
Saudyjski następca tronu, który de facto kieruje Arabią Saudyjską, Muhammad ibn Salman przekonywał przedstawicieli Białego Domu, że dalsze ograniczanie potencjału militarnego Iranu i osłabianie rządów ajatollahów, leżą w interesie państw Zatoki Perskiej i nie tylko – twierdzi osoba znająca kulisy takich rozmów. Jednocześnie Saudyjczycy są świadomi, że im dłużej trwa konflikt, tym bardziej zagrożona atakami jest ich infrastruktura energetyczna.
Biały Dom oficjalnie nie komentuje doniesień o stanowisku państw Zatoki Perskiej wobec dalszej wojny. Jednak Marco Rubio mówił 30 marca na antenie ABC, że sąsiedzi Iranu „wspierają wysiłki USA”. Wypowiadając się na temat Iranu stwierdził, że są to „religijni fanatycy, którym nie można pozwolić na wejście w posiadanie broni atomowej, ponieważ mają apokaliptyczną wizję przyszłości”.
Jak dotąd USA nie zwróciły się do państw Bliskiego Wschodu, by te dołączyły do działań przeciw Iranowi (tak jak np. zwróciły się do państw NATO, by pomogły w odblokowaniu Cieśniny Ormuz).
Jednym z powodów może być to, że spośród regionalnych sojuszników USA tylko ZEA i Bahrajn utrzymują relacje dyplomatyczne z Izraelem, co byłoby czynnikiem utrudniającym udział w wojnie, w której USA i Izrael działają ramię w ramię. Drugim powodem, na który wskazuje AP może być to, że Amerykanie obawiają się trudności w skoordynowaniu działań militarnych z nowymi dołączającymi do konfliktu państwami.