Białoruś wysłała do Rosji swoje jednostki obrony przeciwlotniczej niedługo po tym, jak Ukraina rozpoczęła ofensywę w obwodzie kurskim. Wówczas w Mińsku oficjalnie się mówiło, że siły te jadą uczestniczyć w ćwiczeniach na poligonie Aszułuk w oddalonym od Ukrainy obwodzie astrachańskim graniczącym z Kazachstanem. Z kolei następnego dnia (13 sierpnia) białoruski resort obrony informował o wysłaniu na manewry do Rosji jednostek rakietowo-artyleryjskich, ale nazwy poligonu nie podano. Czy siły białoruskiego dyktatora mogły trafić do obwodu kurskiego?
Czytaj więcej
– Nasi partnerzy na Zachodzie od wielu miesięcy prowadzili politykę, która miała na celu niedopuszczenie większej niekontrolowanej eskalacji. Ukrai...
Białoruscy żołnierze są w obwodzie kurskim?
W poniedziałek jeden z monitorujących wojnę popularnych ukraińskich kanałów na Telegramie „Szo na fronti?” (Co słychać na froncie?) poinformował, że w obwodzie kurskim zauważono „elitarne jednostki białoruskich sił zbrojnych”. Z informacji tych wynikało, że siły te „nie są gotowe do wykonania zadań bojowych”. Informacji tych jednak oficjalnie nie potwierdziła ani ukraińska, ani rosyjska strona. W świetle licznych porozumień, które Łukaszenko podpisał z Rosją, Moskwa mogłaby zażądać przesłania wojsk białoruskich do obwodu kurskiego. Zwłaszcza że Putin nie chce przerzucać swoich sił z Donbasu i musi bronić obwodu kurskiego, ściągając tam młodych żołnierzy z poboru.
Paweł Łatuszka: Putin mógł zwrócić się do Łukaszenki z taką prośbą
Wystarczy spojrzeć na nową doktrynę wojenną państwa białoruskiego: „Białoruś traktuje użycie siły przeciwko członkom Państwa Związkowego jako atak na cały związek". W tym przypadku, jak wskazuje dokument, Mińsk „podejmie odpowiednie kroki z użyciem wszystkich sił i środków”.
– Myślę, że Putin mógł zwrócić się z taką prośbą do Łukaszenki, by wysłał swoje siły do obwodu kurskiego. Podpisując w 2021 roku z Putinem doktrynę wojenną państwa związkowego białoruski dyktator nawet w strasznym śnie nie mógł sobie wyobrazić, że kiedyś zostanie poproszony o pomoc w obronie Rosji. Myślę, że próbuje się zasłaniać zmianami w prawie. W 2022 roku zmienił konstytucję, w świetle której skierować białoruskie wojsko za granicę może Wszechbiałoruski Zjazd Ludowy (odbywał się w kwietniu, zbiera się raz do roku – red.) – mówi „Rzeczpospolitej” Paweł Łatuszka, były minister kultury i były ambasador Białorusi w Polsce, a obecnie jeden z liderów opozycyjnego Zjednoczonego Gabinetu Przejściowego (rządu na uchodźstwie).
Nie wyklucza jednak, że wysłane ostatnio do Rosji na manewry białoruskie siły obrony przeciwpowietrznej „mogą zasłaniać” jakąś cześć rosyjskiej przestrzeni powietrznej w związku z ukraińskim natarciem.
Czytaj więcej
Gospodarz Kremla zakładał, że ma czas na to, by w nieskończoność wykrwawiać Ukrainę. Wojna potoczyła się inaczej, rosyjski przywódca ma poważny dyl...
Łukaszenko straszy Rosjan „atakiem NATO” i obraża Polaków
Aleksander Łukaszenko ostatnio udzielił wywiadu czołowej propagandowej stacji Kremla Rossija 1 (pokazano go Rosjanom w niedzielę). Białoruski dyktator oznajmił, że musiał skierować na granice z Ukrainą „jedną trzecią część armii Białorusi” i przekonywał, że po drugiej stronie granicy władze ukraińskie jakoby rozmieścili 120 tys. żołnierzy. W czołowej telewizji rosyjskiej straszył „atakiem NATO na Rosję” i obrażał Polaków.
– Widzimy to z prezydentem Putinem, że otwarcie w to może wejść NATO. Nawet nie będą się chować, wkroczą całymi jednostkami. Teraz dostarczają tam broń, najemników i byłych wojskowych, by latali F-16. […] A najlepiej dla nich byłoby, ze strony tych podłych Polaków i władz Polski, podbić Białoruś i pójść aż do Leningradu – mówił dyktator.
Łatuszka uważa, że straszenie Rosjan i Białorusinów atakiem ze strony NATO z Zachodu dla Łukaszenki ma określony cel. – Pozoruje, że jakoby dba o bezpieczeństwo Białorusinów. Z drugiej zaś strony, kłamiąc o możliwych atakach ze strony Ukrainy, Polski czy państw bałtyckich, chce przekonać Putina, że „robi, co może” i że białoruskie wojsko musi pozostać w kraju – uważa Łatuszka.