Rosjanie bombardują Charków. Zapowiedź ataku czy pułapka?

Rosyjska armia bez przerwy ostrzeliwuje Charków, jakby chciała go zdobyć. Ale atakuje też w innych miejscach frontu.

Publikacja: 08.04.2024 04:30

Zniszczony blok w Charkowie

Zniszczony blok w Charkowie

Foto: SERGEY BOBOK / AFP

Nękanie bombardowanimi milionowego miasta trwa od ponad dwóch tygodni. W Charkowie nie ma prądu i wody, codziennie od rosyjskich pocisków ginie kilka osób. Kremlowska taktyka zastraszania nie daje jednak rezultatów.

Mieszkańcy Charkowa zostali w mieście

Mieszkańcy nie ruszyli do ucieczki z miasta. Mimo zaś twierdzeń rosyjskiej propagandy, z drugiej strony pobliskiej granicy z Rosją nie widać oznak koncentrowania wojsk do szturmu.

– Moskwa chce konkretne miasto. Wokół niego obecnie skoncentrowała swe wysiłki. Prawdopodobnie w okresie koniec maja–początek czerwca będzie kontynuowała natarcia na tych kierunkach. I mówimy raczej o miejscach, które już są (atakowane) – podsumowuje Denys Popowycz, ukraiński ekspert wojskowy.

Moskwa chce konkretne miasto

Denys Popowycz, ukraiński ekspert wojskowy

Przy tym nie mówi o Charkowie, lecz odcinkach frontu na wschodzie i południu. Tam najwięcej ataków Rosjanie prowadzą na miejscowość Czasiw Jar, odległą o 10 km na zachód od Awdijiwki. Tę ostatnią zdobyli w połowie lutego i od tego czasu nawet nie udało im się dojść do Czasiw Jaru. Gdyby jedank udało im się zdobyć Jar, przed nimi byłby Sławiańsk i Kramatorsk. – To ostatnia duża aglomeracja obwodu donieckiego znajdująca się pod naszą kontrolą – mówi Popowycz. Putin zaś od roku zapowiada podbicie całego obwodu donieckiego.

Ale przy obecnym tempie posuwania się rosyjskiej armii zajęcie Czasiw Jaru zajmie jej kilka miesięcy, a zdobycie Sławiańska i Kramatorska – kilka lat.

Nasiliły się ostrzały Zaporoża

Jednocześnie od tygodnia nasiliły się ostrzały leżącego nad Dnieprem Zaporoża. Nie wiadomo, czy Rosjanie usiłują zniszczyć tamtejszy przemysł pracujący na potrzeby frontu, czy może to wskazówka o przygotowaniach do ataku i na to miasto.

Czytaj więcej

Prezydent Andrzej Duda: Rosja się zbroi i przeszła na tryb wojenny. NATO musi zareagować

Do tych ewentualnych natarć Kreml potrzebuje żołnierzy, których obecnie nie ma. Werbunek na zawodowych żołnierzy oraz obecna, skryta mobilizacja dają mu miesięcznie tyle, by uzupełnić straty na froncie. Nie widać, by przy takim sposobie powiększania armii udało się mu tworzyć i wyposażać nowe jednostki, które są konieczne do podjęcia ofensywy – niezależnie od jej kierunku.

Ukraińscy eksperci wojskowi szacują, że do szturmu na milionową, charkowską aglomerację koniecznych jest nie mniej niż 300 tys. nowych żołnierzy. Jeśli Kreml zacznie ściągać je z frontu, Ukraińcy natychmiast wykorzystają okazję i sami ruszą do ataku.

Nękanie bombardowanimi milionowego miasta trwa od ponad dwóch tygodni. W Charkowie nie ma prądu i wody, codziennie od rosyjskich pocisków ginie kilka osób. Kremlowska taktyka zastraszania nie daje jednak rezultatów.

Mieszkańcy Charkowa zostali w mieście

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Ukraina zmodyfikowała swoje drony morskie. Są jeszcze groźniejsze dla Rosjan
Konflikty zbrojne
Ukraina chce, by NATO zestrzeliwało rosyjskie rakiety. Jest reakcja MSZ
Konflikty zbrojne
Prokurator MTK chce aresztu dla Beniamina Netanjahu i przywódcy Hamasu
Konflikty zbrojne
Wołodomyr Zełenski wciąga sojuszników w bezpośrednie działania przeciw Rosji
Konflikty zbrojne
Kongresmeni z USA: Pozwólmy Ukrainie atakować Rosję naszą bronią