Kilka dni temu Sołowjow sugerował, że Rosja powinna przeprowadzić atak z użyciem torped atomowych Posejdon na Anglię, aby udowodnić Zachodowi, że Moskwa jest gotowa sięgnąć po broń atomową.
Teraz, mówiąc o ataku dronów na Moskwę, Sołowjow stwierdził, że "im szybciej ludzie mieszkający w Moskwie, Jekaterynburgu, Czelabińsku i Petersburgu zrozumieją, że trwa wojna" a kraj "przechodzi do stanu wojennego", tym szybciej Rosja wygra.
Czytaj więcej
Rosyjski parlament uchwalił ustawę, zgodnie z którą rozpowszechnianie „fałszywych” informacji o siłach zbrojnych jest przestępstwem – informuje „Th...
Słowa Sołowjowa są o tyle paradoksalne, że władze na Kremlu nie używają określenia "wojna", lecz "specjalna operacja wojskowa" i unikają działań takich jak wprowadzenie stanu wojennego czy powszechna mobilizacja, które wskazywałyby, że Rosja toczy wojnę. Co więcej - w Rosji za sugerowanie, iż jej armia toczy wojnę na Ukrainie, grozi kara za podawanie fałszywych informacji o wojsku.
- Dopóki ludzie będą myśleć, że to dzieje się daleko i nie jest ważne, będą problemy - kontynuował Sołowjow.
- Trzeba to zrozumieć, ludzie, to poważne i nie skończy się jutro. Tej wojny doświadczą wszyscy. Walczymy z NATO. To musi być zrozumiane. NATO dostarcza wszystkiego do zniszczenia Rosji. To musi być zrozumiane. Kiedy wyczerpią się Ukraińcy, przyjdą Polacy. Więcej niż obecnie - stwierdził rosyjski propagandzista.
- Dlatego musimy być czujni, nie panikować, zachować spokój. I zadać sobie pytanie - co zrobiłem dla zwycięstwa? - mówił.
- A Kijów? Kijów musi być zniszczony. Odessa musi być zniszcozna. Charków, Dniepr, Lwów. Iwano-Frankiwsk - też - oświadczył Sołowjow. - Powinniśmy dziś przeprowadzić uderzenia na te miasta, znacznie brutalniejsze niż obecne - dodał.
- To wojna - podsumował.