– Sytuacja jest bardzo poważna, na krawędzi katastrofy – opisał walki w Bachmucie ukraiński ekspert wojskowy Ołeh Żdanow.
W dziewiątym miesiącu walk wokół miasta i czwartym codziennego szturmu Rosjanie opanowali około dwóch trzecich Bachmutu. Udało im się sforsować rzeczkę Bachmutkę przecinającą miejscowość z południa na północ i teraz walki trwają na zachodnim brzegu. Tam znajdują się dzielnice wielopiętrowych domów, które utrzymuje jeszcze ukraińska armia.
Czytaj więcej
Nie ustają rosyjskie ataki na miasta położone w obwodzie donieckim - Bachmut i Awdijiwkę - relacjonuje Reuters. Kijów twierdzi, że w walkach w Donb...
Z ujawnionych ostatnio w internecie amerykańskich dokumentów wojskowych wynika, że pod koniec lutego Rosjanie omal nie zamknęli miasta w okrążeniu. Obrońców miał uratować szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, gen. Kyryło Budanow. Na własną prośbę stanął na czele oddziału specjalnego wywiadu „Kraken” i poprowadził kontratak, który odrzucił Rosjan od dróg, którymi zaopatrywany jest garnizon.
– Rosjanie obecnie przeszli do taktyki spalonej ziemi – wyjaśnia z kolei dowódca ukraińskich sił lądowych, gen. Ołeksandr Syrśkyj.
Rosyjskie źródła potwierdzają, że obecnie trwa masowy ostrzał artyleryjski i bombardowanie z samolotów właśnie wielopiętrowych domów. „Chcemy pozbawić ich możliwości obserwacji pola walki” – tłumaczy jeden z rosyjskich „korespondentów wojennych”, dlaczego niszczone jest wszystko, niezależnie od tego, czy ma wartość dla obrońców czy nie.
Czytaj więcej
W ostatnich dniach siły rosyjskie odzyskały impet w bitwie o Bachmut - wynika z najnowszych doniesień brytyjskiego wywiadu.
Syrśkyj był w poniedziałek znów w Bachmucie, odwiedza go często, nadzorując przebieg walk. Po drugiej stronie frontu pojawił się przywódca rosyjskiej „Donieckiej Republiki Ludowej” Denis Puszylin. – Oto on, nasz Artiomowsk. Wyzwalany jest przez wagnerowców, przeciwnik nie żałuje miasta – opowiadał.
Bachmut od 1924 roku do 2016 nosił nazwę Artiomowsk, na cześć jednego z miejscowych komunistów. Obecnie Rosjanie uporczywie określają go poprzednią nazwą, mimo że na przykład zdobytego w marcu Sołedaru nie chcą nazywać Karlo-Libknechtowsk (do 1991 roku nazywany był tak na cześć jednego z przywódców niemieckich komunistów).
Mimo zajadłego oporu oddziałów ukraińskich rosyjscy najemnicy powoli wypychają ich na zachód z Bachmutu. Ponieważ jednak wagnerowcy sami nie dają rady, wspierają ich rosyjskie oddziały desantowe, które na czas walk w mieście otrzymały broń ciężką (np. samobieżne miotacze ognia).
Eksperci zachodni uważają, że wysłanie do walk w Bachmucie oddziałów „desantu”, uważanych za elitarne, świadczy o narastającej nerwowości rosyjskiego dowództwa, jak i o brakach rezerw u Rosjan. Kilka bitew toczonych w ciągu zimy (o Bachmut, Wuhledar, Kupiansk czy przedmieścia Doniecka) nic nie dały rosyjskiej armii, za to wyczerpały ją.
A teraz jeszcze stoi przed nią widmo ukraińskiego, wiosennego kontrataku. Kreml próbuje zmobilizować kolejnych żołnierzy, by uzupełnić ogromne straty. – Plany urzędników Ministerstwa Obrony, by do końca roku zwerbować dodatkowe 400 tysięcy żołnierzy zawodowych, są nierealne. Werbunek nie udał się już w zeszłym roku, i właśnie z tego powodu ogłoszono pierwszą falę mobilizacji (21 września 2022 r. – red.). A dziś widać, że liczba obywateli, którzy chcą dobrowolnie iść na wojnę z Ukrainą, jest nieznaczna – powiedział dziennikarzom szef rosyjskiej organizacji „Obywatel i armia” Siergiej Kriwienko.
We wtorek jednak rosyjski parlament przyjął pakiet poprawek do ustaw o służbie wojskowej, znacznie utrudniających uchylanie się od poboru lub mobilizacji. Teraz wezwania na komisje poborowe można wysyłać elektronicznie i od razu uważane są za dostarczone. A osoba, która nie stawi się na wezwanie, automatycznie zostaje pozbawiona części praw obywatelskich. Nie może wyjechać z kraju, traci prawo jazdy, nie może wziąć kredytu w banku, prowadzić działalności gospodarczej czy dokonywać transakcji z nieruchomościami (żaden urząd ich nie zarejestruje).
Kriwienko sądzi, że poprawki są legislacyjnym przygotowaniem do „drugiej fali mobilizacji”, która może objąć kolejne kilkaset tysięcy osób. Jednocześnie od 1 kwietnia trwa też normalny pobór do wojska. Przedstawiciele wojskowej biurokracji zarzekają się, że poborowi nie będą wysyłani na front. Ale w zeszłym kilkanaście razy wykryto, że łamali swe obietnice, a świeżo powołani do wojska nawet ginęli podczas ukraińskich ataków.
– To wszystko znaczy, że ludzie, którzy nie chcą iść do wojska, będą zmieniali taktykę swych działań. (…) Zgodnie z prawem nawet zawodowi wojskowi mogą żądać służby bez broni i niewysyłania ich do działań bojowych – wyjaśnia Kriwienko.