Ten budynek Ukraińcom nie kojarzy się dobrze. We wtorek ministrowie spraw zagranicznych 30 państw NATO spotkali się w Pałacu Parlamentu, dawnym Pałacu Ludu – gigantycznej i mało finezyjnej budowli, którą na gruzach uroczych starych domów Bukaresztu kazał wnieść komunistyczny dyktator Nicolae Ceauescu. To tu 14 lat temu George W. Bush próbował przeforsować na szczycie sojuszu zaproszenie do paktu dla Ukrainy i Gruzji, ale jego inicjatywa została zablokowana przez Angelę Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego. Stanęło na formule, że „Ukraina stanie się członkiem NATO”, ale bez podania kiedy i w jaki sposób to się stanie.

Infrastruktura energetyczna

We wtorek Ukraińcy usłyszeli zasadniczo to samo.

– Utrzymujemy politykę otwartych drzwi. Ukraina będzie częścią NATO – zapewnił sekretarz generalny sojuszu Jens Stoltenberg.

W kuluarach spotkania wspominano, że członkostwo Ukrainy pozostaje odległe choćby dlatego, że wciąż nie są jasne ostateczne granice kraju. Z kolei w Kijowie niektórzy twierdzą, że akcesją do paktu mogłaby być częścią ostatecznego porozumienia pokojowego: warunek jakichkolwiek koncesji terytorialnych (Krym), na jakie miałyby się zgodzić władze ukraińskie.

Ale mimo to przez te 14 lat stosunek NATO do Ukrainy zmienił się diametralnie.

– Będziemy stali za Ukrainą do końca. Nie cofniemy się – zapewnił Stoltenberg.

Czytaj więcej

NATO deklaruje nieustające zaangażowanie w pomoc dla Ukrainy

Strategia, pod którą podpisują się wszystkie kraje paktu, zakłada co prawda, że sojusz nie jest stroną tego konfliktu i nie wyśle do Ukrainy swoich żołnierzy: to byłby dla Kremla casus belli. Właśnie dlatego nie ma mowy o rozlokowaniu w Ukrainie oferowanych Polsce niemieckich baterii Patriot, dopóki ukraińscy żołnierze nie będą zdolni do ich obsługi. A takie szkolenie zajęłoby przynajmniej pół roku.

Ale jednocześnie NATO jest gotowe z całą mocną wspierać „prawo Ukrainy do samoobrony” – zapewnił Stoltenberg. A to, biorąc pod uwagę wielokrotnie większy potencjał 30 państw sojuszniczych w stosunku do Rosji, rozstrzygnie na długą metę o wyniku tej konfrontacji.

To wsparcie rozgrywa się na wielu płaszczyznach. W Bukareszcie sekretarz stanu Antony Blinken ogłosił plan pomocy USA dla odbudowy ukraińskiej infrastruktury energetycznej. Biały Dom nawiązał już w tej sprawie rozmowy z czołowymi koncernami amerykańskimi. Ale pomocną dłoń wyciągają tu też inni sojuszniczy. Jak Niemcy i Francja, które zaoferowały 100 generatorów prądu dla Ukraińców.

Ta inicjatywa idzie bezpośrednio w parze ze wzmocnieniem przez sojusz systemu obrony powietrznej Ukrainy. Chodzi o to, aby nie tylko odbudować to, co Rosjanie zniszczyli, ale i do tych zniszczeń nie dopuścić. Przykładem determinacji sojuszu jest tu oferta Francji – kraju, którego prezydent do niedawna przyjmował wyrozumiałą postawę wobec Władimir Putina. Teraz Paryż będzie szkolił 2 tys. ukraińskich żołnierzy, jak obsługiwać systemy obrony przeciwlotniczej, które przekazali Francuzi, w tym 18 baterii Caesar.

Innym obszarem starcia jest amunicja. Stoltenberg wskazał w Bukareszcie, że Rosjanom jej brakuje. Dlatego zwrócili się o nią do Iranu i Korei Północnej. To samo wyzwanie stoi jednak też przed NATO. A to dlatego, że intensywność ostrzału w tej wojnie jest niezwykła. Dość powiedzieć, że samych pocisków artyleryjskich Ukraińcy zużywają kilka tysięcy dziennie, podczas gdy w Stanach do niedawna produkowano ich 15 tys. miesięcznie. Teraz i na tym polu sojusz i Rosja będą więc rywalizować: kto skuteczniej zmobilizuje swój przemysł obronny, ten będzie górą. Ale znowu: potencjał paktu jest tu niepomiernie większy. Do tej pory kraje NATO przekazały Kijowowi broń i amunicję wartości około 40 mld USD, dwie trzecie oficjalnego rocznego budżetu obronnego Rosji. To jednak dopiero początek rozpędzającej się zachodniej machiny obronnej.

– Dla Ukraina to jest starcie o znaczeniu egzystencjalnym, ale dla nas – o znaczeniu moralnym – oddał nastrój spotkania szef słowackiej dyplomacji Rastislav Káčer.

Akcesja Szwecji i Finlandii

W Bukareszcie nikt nie wspominał o podjęciu rokowań pokojowych z Kremlem. Obowiązuje zasada: to jest decyzja, którą muszą podjąć sami Ukraińcy. A także ta, że jeśli Putin wyjdzie z tego konfliktu z choćby częścią ziem podbitych po 24 lutego, wygra.

– Im Ukraińcy odniosą więcej sukcesów na polu walki, tym ich pozycja negocjacyjna będzie silniejsza – postawił kropkę nad „i” Stoltenberg.

Wykuć tę jedność nie było jednak łatwo z dwoma krajami: Węgrami i Turcją. Choć do Bukaresztu został zaproszony szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba, to przecież za sprawą oporu Budapesztu nie mógł wziąć udziału w obradach, a jedynie kolacji we wtorek wieczorem. Węgrzy i Turcy, jako jedyni wśród 30 sojuszników, wciąż nie ratyfikowali przyjęcia do NATO Szwecji i Finlandii. Niektórzy podejrzewają, że Viktor Orbán chce to wykorzystać, aby wymusić na Brukseli zgodę na uwolnienie dotacji z budżetu UE. Ale to była strategiczna gra dalece wykraczająca poza możliwości Budapesztu. Dlatego szef gabinetu Orbána Gergely Gulyás zapewnił, że do ratyfikacji dojdzie, i to jeszcze przed 7 grudnia. – Szwedzi i Finowie są sojusznikami, na których możemy liczyć. I oni też mogą liczyć na nas – oświadczył.

Perspektywy ratyfikacji przez Turcję rozjaśniły się także wraz z wizytą w Ankarze premiera Szwecji Ulfa Kristerssona. Parlament w Sztokholmie przyjął później ustawę (ma wejść w życie w styczniu), która zaostrza walkę z terroryzmem. Chodzi o członków działających na terenie Turcji i Syrii organizacji kurdyjskich.

W Bukareszcie pewne kontrowersje wywołali jednak także Amerykanie. We wnioskach szczytu, które mają być przyjęte w środę, uznano, że Chiny są „wyzwaniem” dla NATO. Waszyngton chciałby zaostrzyć tę formułę. Ku zaniepokojeniu części sojuszników, którzy nie chcą odwrócenia uwagi Ameryki od Ukrainy.

– Musimy dokończyć najważniejsze zadanie, które rozgrywa się na polach walk Ukrainy – podkreślił szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis.