Czytaj więcej
24 lutego Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. W poniedziałek wieczorem pojawiły się nieoficjalnie doniesienia o zdobyciu przez ukra...
"Rzeczpospolita": Na ile fakt budowy kolejnej zapory, tym razem na granicy z Rosją, wynika z realnego zagrożenia nielegalną migracją?
Sławomir Łazarek: Zagrożenie z obwodu kaliningradzkiego jest realne, bowiem Rosja w swojej doktrynie ma zapisaną możliwość wykorzystania migrantów w działaniach hybrydowych. Od ponad roku obserwujemy to zjawisko nie tylko na naszej granicy z Białorusią, ale też na granicach z krajami bałtyckimi. Tyle że Rosja od wielu lat prowadzi taką operację, to zjawisko nie pojawiło się teraz.
Naukowcy określają taką strategię działania Rosji "inżynierią przymusowej migracji", poprzez którą realizuje interesy geopolityczne.
Czytaj więcej
Zdaniem niemal 64 proc. Polaków potrzebna jest budowa zapory na granicy z obwodem kaliningradzkim. Ponad 22 proc. sprzeciwia się pomysłowi rządu.
Tak. To co teraz obserwujemy nie jest przypadkowe, ale zostało zaplanowane i wykonane przez rosyjskie służby. Zresztą takie metody działania zostały przejęte z systemu stworzonego przez ZSRR, mamy do czynienia z kontynuacją takiego sposobu myślenia. To działania długoterminowe, zaplanowane, celowe, realizowane metodycznie.
Niektórzy naukowcy od dawna znali koncepcję Władysława Surkowa, wieloletniego doradcy prezydenta Putina, sprowadzającą się do projekcji chaosu, albo wizję gen. Aleksandra Władimirowa, który w podręczniku dla rosyjskich wojskowych wskazał m.in. inwazję obcych grup etnicznych, jako element prowadzenia działań niemilitarnych, którego celem było zaostrzenie nastrojów nacjonalistycznych. Tyle że podchodzili do nich jako do teorii spiskowych, wynikających z rusofobii.
Dokładnie. Niektórzy postrzegają te teorie jako element wydumanej polityki antyrosyjskiej, ponieważ byli w tym kierunku sterowani. Jednym z elementów strategii inżynierii przymusowej migracji, rozłożonej w czasie na poszczególne elementy, jest budowanie przyczółków w kraju, który ma być celem ataku – teraz to Polska, Unia Europejska i NATO. Przyczółki te w pierwszej kolejności budowane są w sferze informacyjnej. Tak, między innymi poprzez organizacje pozarządowe, buduje się w państwie fałszywą świadomość, aby uśpić czujność, albo ośmieszyć opinie kreowane np. przez agendy rządowe, które diagnozują takie zagrożenie. Chodzi o to, aby na wczesnym etapie przygotowania tej operacji, państwo nie było świadome co je czeka.
Cała rozmowa ukaże się w środowym wydaniu „Rzeczpospolitej” i na rp.pl.