Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 228

W niedzielę prezydent Rosji Władimir Putin po raz pierwszy skomentował sobotni atak na Most Krymski, który poważnie uszkodził najważniejszą linię zaopatrzenia dla wojsk rosyjskich walczących na południu Ukrainy i zadał "żenujący cios Kremlowi, który boryka się z ciągłymi stratami na polu bitwy i narastającą krytyką wśród Rosjan" - pisze "NYT".

Putin zgodził się z ustaleniami śledczych i oświadczył, że atak na Most Krymski był aktem terrorystycznym, przeprowadzonym przez ukraińskie służby specjalne, którego celem było wyłączenie „dużego obiektu rosyjskiej infrastruktury cywilnej”.

Czytaj więcej

Putin: Atak na Most Krymski to akt terrorystyczny

Atak jest postrzegany jako znacząca porażka dla Moskwy, zarówno symboliczna, jak i praktyczna. Zniszczony został ważny obiekt, który ma osobiste znaczenie dla Putina i jest potrzebny do uzupełnienia zaopatrzenia sił rosyjskich, które bronią się przed nasilającą się kontrofensywą ukraińską wzdłuż frontu południowego.

Dzień po ataku szczegóły dotyczące jego przeprowadzenia nie zostały ujawnione. Choć ukraińscy urzędnicy nie ukrywali swojego zadowolenia, rząd w Kijowie nie wziął publicznie odpowiedzialności za zamach.

Jednak wysoki rangą ukraiński urzędnik pod warunkiem zachowania anonimowości  potwierdził, że za atakiem stały ukraińskie służby wywiadowcze. Urzędnik powiedział, że materiały wybuchowe załadowano na ciężarówkę, która wjechała na most i została zdetonowana.

Urzędnik nie wiedział jednak, co stało się z kierowcą ciężarówki ani czy  w ogóle wiedział on o bombie.

Podczas eksplozji na Moście Krymskim zginęły trzy osoby. Jedną z ofiar jest 51-letni Mahir Jusubow z Azerbejdżanu, który był kierowcą ciężarówki, należącej do jego siostrzeńca, Samira Jusubowa. Ten zaprzecza, że miał cokolwiek wspólnego z atakiem.