Okupowane dotychczas częściowo przez rosyjską armię ukraińskie obwody ługański, doniecki, zaporoski i chersoński mają zostać już w najbliższym czasie anektowane przez Moskwę. Rosyjski resort obrony chce zmobilizować setki tysięcy rezerwistów i zasilić nimi siły zbrojne, które ugrzęzły na ukraińskich frontach. W swoim przemówieniu Władimir Putin straszył też świat, że w razie konieczności nie zawaha się użyć każdej broni, również atomowej. – Będę mówił o koniecznych i niecierpiących zwłoki krokach dotyczących obrony suwerenności i integralności terytorialnej Rosji – oznajmił rodakom przywódca, który od ponad pół roku toczy wojnę na terytorium sąsiedniego kraju.

Wojna albo więzienie

Mobilizacja nie zdążyła jeszcze na dobre się rozpocząć (miała ruszyć już w środę), a Rosjanie już wykupili wszystkie bilety lotnicze na najbliższe dni do Armenii, Turcji, Kazachstanu i kilku innych państw na świecie, które jeszcze wpuszczają samoloty z Rosji. Minister obrony Siergiej Szojgu uspokajał jednak, że mobilizacja dotknie około 300 tys. osób i dotyczy tylko rezerwistów i osób z doświadczeniem wojskowym. Tymczasem w rozporządzeniu Putina (dotyczącym mobilizacji) opublikowanym na stronie Kremla punkt dotyczący planowanej ilości zmobilizowanych utajniono. Zaostrzono też cenzurę w mediach – mogą informować o trwającej w kraju mobilizacji, wyłącznie powołując się na „źródła oficjalne”. W środę odpowiednik senatu, Rada Federacji przyjęła też przegłosowane wcześniej przez Dumę poprawki do kodeksu karnego. Od tej chwili dziesięć lat więzienia grozi osobom, które nie stawią się na wezwanie komisji wojskowej, spróbują uciekać z frontu albo poddać się ukraińskiej armii. Na polecenie Putina produkcję ma przyśpieszyć przemysł zbrojeniowy i funkcjonować na granicach swych możliwości. Rzecznik Kremla w środę próbował jednak uspokajać, że na razie nie ma mowy o wprowadzeniu w Rosji stanu wojennego. Ale jeszcze kilka dni temu zapewniał, że władze kraju nie planują ogłaszania mobilizacji.

Czytaj więcej

Rosja. Mobilizacja ogłoszona przez Putina wyprowadziła ludzi na ulice

Czy Putin użyje broni atomowej?

– Użycie broni atomowej jest mało prawdopodobne z naszego, eksperckiego punktu widzenia. Lecz ciągle przypominam, że przez siedem miesięcy wojny powstało już wiele błędnych prognoz – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z kijowskiego Centrum Razumkowa. – Przeliczył się Kreml w założeniach, rozpoczynając wojnę, ale my również jako ukraińscy i zachodni eksperci się przeliczyliśmy, opierając się w analizach na zdrowym rozsądku. Dzisiaj musimy wychodzić z założenia, że nie można wykluczyć nawet najbardziej irracjonalnych i idiotycznych decyzji Putina. I tu wiele zależy od naszych amerykańskich partnerów. Chodzi o to, by ich sygnały, które wysyłają do Moskwy, były maksymalnie stanowcze i przekonujące – dodaje Melnyk.

Referenda w samozwańczych donieckiej i ługańskiej republikach oraz w okupowanych częściach obwodów zaporoskiego i chersońskiego ruszą już 23 września. Pseudoplebiscyty mają trwać przez cztery dni. Następnie ma się rozpocząć procedura na wzór tej, którą Kreml zrealizował w 2014 roku, anektując ukraiński Krym. W Moskwie twierdzą, że po aneksji tych terytoriów każdy atak ukraińskiej armii będzie traktowany jako agresja na „terytorium Rosji”.

Na posunięcia rosyjskiego prezydenta w Kijowie reagują spokojnie.

– Plan Putina to „Trójkąt Bermudzki” – kompleksowa utylizacja Rosjan: za uchylanie się od mobilizacji – więzienie, a stamtąd do Grupy Wagnera (werbującej najemników w łagrach – red.). Następnie na front ukraiński – likwidacja – biała łada – komentował Ołeksij Daniłow, przewodniczący prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy. Nawiązał do znanego propagandowego reportażu z rosyjskiej telewizji, która pokazała ojca rosyjskiego żołnierza poległego na Ukrainie. Mężczyzna opowiedział, że za odszkodowanie otrzymane po śmierci syna kupił nową ładę.

W co ubrać i jak uzbroić

Do protestów przeciw mobilizacji w środę nawoływała młodzieżowa rosyjska organizacja opozycyjna Wiosna. 

– Mobilizacja komplikuje sytuację i skutków tego nie jesteśmy w stanie na razie przewidzieć – mówi Melnyk. – Ale muszą te 300 tys. ludzi nie tylko zmobilizować, ale też ubrać, uzbroić i dać im sprzęt. Tylko rozkazem nie da się radykalnie zwiększyć produkcji czołgów – dodaje.