Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 176

Wcześniej minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow był pytany, czy ukraińska armia ma uzbrojenie pozwalające na uderzenie w cele na okupowanym Krymie i czy istnieje porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zasadności takich uderzeń na Krymie.

- Mamy umowę ze Stanami Zjednoczonymi, że nie będziemy używać broni dostarczonej nam przez państwa i partnerów na terytorium Federacji Rosyjskiej. Ale jeśli dziś mówimy o deokupacji czasowo okupowanych terytoriów Ukrainy, gdzie jest wróg, to takich ograniczeń nie mamy - powiedział minister. Wyraził nadzieję, że USA podejmą polityczną decyzję o dostarczeniu Ukrainie pocisków do HIMARS o zasięgu 300 kilometrów.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Ukraina przyznaje się do trzech ataków na Krymie

W ostatnim czasie na Krymie doszło do serii eksplozji. Powołując się na wewnętrzny raport ukraińskiego rządu CNN podało, że za wybuchami stały ukraińskie siły. Władze Ukrainy nie przyznały się oficjalnie do atakowania celów na Krymie.

Wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiej administracji powiedział Politico, że Stany Zjednoczone popierają uderzenia na Krym, jeśli Kijów uważa je za konieczne. - Oczywiście nie wybieramy celów, a wszystko, co dostarczyliśmy, służy celom samoobrony. Każdy cel, który zdecydują się realizować (zaatakować - red.) na suwerennej ukraińskiej ziemi jest z definicji samoobroną - powiedział rozmówca portalu.

Pytany, czy administracja uważa Półwysep Krymski za suwerenne terytorium Ukrainy odparł: Krym to Ukraina.

Przedstawiciel Kijowa przekazał, że ten sygnał o wsparciu ze strony USA dotarł do ukraińskich władz.

- Atakowanie sił rosyjskich na Krymie niczym nie różni się od atakowania ich pod Kijowem, w Chersoniu lub na wschodzie Ukrainy - ocenił cytowany przez Politico Kurt Volker, były stały przedstawiciel USA przy NATO, specjalny przedstawiciel ds. Ukrainy za czasów prezydentury Donalda Trumpa.

We wtorek "Kommiersant" podał, że nad lotniskiem wojskowym we wsi Gwardiejskoje, w rejonie symferopolskim, na okupowanym Krymie, unosiły się kłęby czarnego dymu, a na terenie bazy słychać było kilka eksplozji. Na lotnisku miało znajdować się 12 samolotów Su-24M i 12 samolotów Su-25CM.

Kilka godzin wcześniej pojawiły się informacje o eksplozjach na terenie bazy wojskowej znajdującej się w rejonie miasta Dżanskoj na Krymie. Resort obrony Rosji przyznał, że eksplozja była efektem sabotażu.

9 sierpnia, na lotnisku wojskowym Saki w Nowofedoriwce na Krymie doszło do serii eksplozji. Ministerstwo Obrony Rosji podawało, że wybuchy były wynikiem detonacji amunicji lotniczej będącej następstwem niedbałości. Pojawiały się jednak nieoficjalne informacje, że za eksplozjami mogą stać Ukraińcy, którzy oficjalnie temu zaprzeczali. Według doniesień, zginęła jedna osoba, a Rosjanie stracili co najmniej siedem samolotów.

Czytaj więcej

Zełenski do mieszkańców Krymu: Nie zbliżajcie się do rosyjskich obiektów wojskowych

We wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych wezwał Ukraińców przebywających na Krymie i innych terench zajętych przez Rosję o niezbliżanie się do "obiektów wojskowych armii rosyjskiej i tych wszystkich miejsc, w których Rosjanie przechowują amunicję i sprzęt".

Krym został zajęty przez Rosję w 2014 roku i od tego czasu jest nielegalnie okupowany (Rosja dokonała aneksji półwyspu, czego jednak nie uznała wspólnota międzynarodowa).