Z powodu otwartej antywojennej postawy nauczycielka stała się dla kierownictwa szkoły zbyt niewygodna. W rozmowie z DW skarży się: – Powoli, ale skutecznie wywierają na mnie presję. Nawet gdy chodzi o, wydawałoby się, błahe sprawy.

Tatiana Czerwienko pokazuje szkolny zeszyt, w którym uczeń nabazgrał coś na marginesie. Nieszkodliwe. Właściwie.

– Naturalnie nie zwróciłam na to uwagi i z tego powodu zostałam upomniana przez dyrektorkę. Rzekomo nie dopełniłam swoich obowiązków. Miałam wezwać do szkoły rodziców ucznia. Właśnie z powodu tych bazgrołów!

Gdy wybucha rosyjska wojna napastnicza przeciw Ukrainie, setki ludzi wychodzą na ulice. Również Tatiana Czerwienko. Mimo że protest przebiega spokojnie, jest aresztowana i musi zapłacić grzywnę, w przeliczeniu około 300 euro.

A potem dyrektorka szkoły wzywa ją na rozmowę w cztery oczy, aby porozmawiać o jej poglądach politycznych: – Wiemy o pani akcji, to niedopuszczalne, powiedziała. Spytałam: dlaczego, to przecież było w moim wolnym czasie? Na to ona: tak, ale rodzice pani uczniów mogą być przeciwko.

Od tego czasu, jak mówi, z kierownictwem szkoły ma na pieńku.

„Po prostu odejdźcie!”

Historia Tatiany Czerwienko nie jest odosobnionym przypadkiem. W całej Rosji pracownicy państwowi są zastraszani. Każdy, kto jest przeciwko wojnie, jest przeciwko państwu – słyszą. I musi dobrowolnie zrezygnować z pracy.

Z Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu ostatnio popłynęły groźby pod adresem rektorów uniwersytetów. Jej przewodniczący Wiaczesław Wołodin zagroził: – Tu chodzi o bezpieczeństwo naszego państwa, o przyszłość naszego kraju. Dlatego czcigodni rektorzy, przy całej tolerancji, powinniście być świadomi swojej odpowiedzialności. Jeśli nie, po prostu odejdźcie. Wstańcie i wyjdźcie.

Rosyjskie stowarzyszenie nauczycielskie „Sojusz nauczycieli” obawia się, że takie oświadczenia z samej góry dotrą aż na sam dół jako wezwania do działania i że krytycznie myślący pedagodzy będą teraz zmuszani do milczenia.

Swietłana Łosowska, członkini Sojuszu z Ułan-Ude, powiedziała DW: – To jest fatalne dla Rosji. Dla całego rosyjskiego społeczeństwa. Obecnie przeżywamy w Rosji coś w rodzaju zimnej wojny domowej – tłumaczy.

Jej zdaniem społeczeństwo jest podzielone. Swietłana Łosowska ma jednak nadzieję, że ludzie, którzy do samego końca będą mówić prawdę, pozostaną.

Ale takich jest w Rosji coraz mniej. Jak się szacuje, ze strachu przed prześladowaniami za krytykę Kremla ponad sto tysięcy rosyjskich fachowców już opuściło swoją ojczyznę. Dziennikarze, naukowcy, informatycy, artyści i aktorzy uciekają do Gruzji, krajów bałtyckich, Turcji czy Niemiec. Wśród nich znany młody historyk i religioznawca Konstantin Michajłow. Od kilku tygodni mieszka w Wiedniu i jako badacz chciałby móc swobodnie mówić o swojej pracy.

– Jest coraz więcej zakazów, władza państwowa coraz bardziej ingeruje w historię, którą jednak zna bardzo kiepsko. Dlatego nawet o niewinnych sprawach wolałem mówić z bezpiecznej odległości – tłumaczy w rozmowie z DW.

Badania obarczone ryzykiem

Sprawy niegdyś niewinne dziś już rosyjskim władzom nie wydają się być tak niewinne. Konstantin Michajłow prowadzi badania na temat Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Jego specjalnością są kwestie dotyczące płci, w tym homoseksualizm.

– Takie badania są we współczesnej Rosji ryzykowne – uskarża się. Obecnie pracuje nad książką o nowych ruchach religijnych. Jednak coraz więcej ruchów religijnych w Rosji jest uznawanych za ekstremistyczne: – Oczywiście nie jestem członkiem tych ruchów, ale mógłbym zostać uznany za ekstremistę, ponieważ prowadzę badania na ich temat – tłumaczy.

Konstantin Michajłow przyznaje, że oficjalnie w Rosji jeszcze nie ma cenzury. – Ale jest autocenzura, organizowana przez państwo – dodaje.

Oprócz otwartej postawy antywojennej są jednak także bardzo praktyczne sprawy, które do ucieczki zachęcają zwłaszcza młodych Rosjan, jak informatyk Roman Stich. Ten 23-latek pracuje głównie dla klientów za granicą. Po wykluczeniu Rosji z międzynarodowego systemu transferu pieniędzy SWIFT w wyniku zachodnich sankcji praktycznie nie mógł już prowadzić żadnych interesów z Moskwy.

– Zatrudniałem osiemdziesiąt osób i o nich przede wszystkim myślałem. Do tego dochodzą powody polityczne. Nie chcę płacić podatków w militarystycznej Rosji i nie chcę być dłużej kojarzony z tym krajem. W przyszłości też nie chcę mieć z nim nic wspólnego – podkreśla w rozmowie z DW.

Ale z Gruzją – już tak. Właśnie temu państwu Roman Stich zawdzięcza swój nowy początek. Tu widzi swoją przyszłość. A także przyszłość tysięcy innych, jak mówi, „porządnych” Rosjan. Tak nazywa rodaków, którzy otwarcie przeciwstawiają się wojnie.

W przeciwieństwie do Romana Sticha nauczycielka matematyki Tatiana Czerwienko nie chce opuszczać Rosji. Całkiem niedawno przyszła do niej zapłakana uczennica. Miała krewnych w Ukrainie i nie wiedziała, z kim może o tym porozmawiać.

– Właśnie dla takich chwil jestem potrzebna jako pedagog – mówi Tatiana Czerwienko. W tej chwili ma urlop. Jeśli po nim straci pracę, pójdzie do sądu. Chce walczyć do końca.